Przejdź do treści

Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (42) – O szkodach, jakie ponosi dusza z radowania się do­brami przyrodzonymi

ROZDZIAŁ XXI.
O szkodach, jakie ponosi dusza z pokładania radości w do­brach przyrodzonych.

Wiele ze szkód i korzyści, o jakich mam mówić przy tych rozlicznych gatunkach radości, wspólne są wszystkim, ponieważ wynikają z wiedzy czy też z zaparcia się jej w którymkolwiek z sześciu rodzajów dóbr przeze mnie wspomnia­nych. Dlatego, mówiąc o jednych, wymieniam pewne szkody lub korzyści, występujące i w drugich, bo pozostają w związku z radością, lub odsuwaniem jej w ogólności. Jednakże głównym moim zamiarem jest omówienie szczególnych szkód i korzyści, jakie z każdej rzeczy wynikają dla duszy z ra­dowania się nią, lub z odrzucania tej radości.

Nazywam je zaś szczególnymi, bo w szczególny sposób w pierwszym rzędzie i bezpośrednio wynikają z danego rodzaju radości, podczas gdy inny powoduje je drugorzędnie i pośrednio. Na przykład: szkodę oziębłości ducha sprawia każdy zgoła ro­dzaj radości, stąd szkoda ta wspólna jest wszystkim sześciu ogólnie; zmysłowość natomiast jest szkodą szczególną, która jedynie bezpośrednio wynika z radowania się dobrami naturalnymi i cielesnymi, o jakich obecnie mówimy.

 

Szkody ducha i ciała, wprost i widocznie wynikające dla duszy z pokładania radości w dobrach przyrodzonych, dadzą sprowadzić się do sześciu szkód głównych:

P i e r w s z ą jest próżność, zarozumiałość, pycha i wzgarda bliźniego. Nie można bowiem patrzeć z nadmiernym uzna­niem na rzecz jedną, by równocześnie nie odwracać oczu od innych. Wynika stąd już co najmniej lekceważenie realne i jakby negatywne wszystkich pozostałych, ponieważ, siłą faktu, przez poważanie jednej tylko rzeczy do niej też jednej zacieśnia się serce, a z tej wzgardy realnej bardzo już łatwo popaść w umyślną i dobrowolną niektórych rzeczy w szcze­gólności, czy też ogólnie, nie tylko w sercu, lecz i w okazy­waniu tego językiem przez słowa: „Ta a ta rzecz czy osoba, nie jest taką jak tamta” itp.

D r u g ą szkodę stanowi pobudzanie uczucia do podo­bania sobie w rozkoszy zmysłowej i zbytkach.

T r z e c i ą chętne słuchanie i oddawanie się pochlebstwu oraz zbytnim pochwałom, w których kryje się omamienie i próżność, jak powiada Izajasz, mówiąc: „Ludu mój, ten, kto cię, chwali, zwodzi cię (Iz. III, 12) (1). I niewątpliwie, choć cza­sem wdzięki i piękność wychwala się zgodnie z prawdą, to jednak cudem tylko obejść się to może bez szkody, przez wzbudzanie w bliźnim próżnego upodobania i radości, przywiązań i intencji niedoskonałych.

C z w a r t a szkoda jest ogólną, bo radość z dóbr przy­rodzonych, podobnie jak z doczesnych, a nawet pod pewnym względem bardziej niżeli ona, przytępia rozum i uczucie du­chowe. Ponieważ bowiem dobra przyrodzone bliższe są czło­wiekowi od doczesnych, radość z nich intensywniejszym i żywszym czyni wrażenie, odbicie i trwanie ich w zmysłach i silniej je oczarowuje. Naówczas rozum i sąd tracą wolność, zaćmione owym umiłowaniem uciechy, a stąd rodzi się

P i ą t a szkoda, którą jest rozproszenie pamięci i umysłu wśród stworzeń.

Z tego powstaje i wynika oziębłość i słabość ducha, która jest s z ó s t ą szkodą, również ogólnej natury. Zazwyczaj doprowadza ona aż do zniechęcenia i smutku wobec rzeczy Bożych, a ostatecznie do zupełnego ku nim wstrętu. W ra­dości tej bezwzględnie traci się przede wszystkim czystego ducha. A jeśli się wówczas w ogóle jakiegoś posiada, to wielce zmysłowego i materialnego, a mało duchowego, wewnętrznego i skupionego, który polega raczej na zmysłowym upo­dobaniu, niżeli na mocy duchowej. Jest to zaś duch tak niski i słaby, że nie umie przygasić w sobie zwyczaju takiej ucie­chy. Ponieważ zaś do utraty czystości duchowej wystarcza poddanie się owemu niedoskonałemu nałogowi, chociażby i bez wyraźnej zgody na akty radości, żyje się wówczas ra­czej słabością zmysłów, niżeli mocą ducha. Przekonasz się o tym przy okazji powrotu do doskonałości i siły.

 

Nie prze­czę, że człowiek posiadać może wiele cnót, a równocześnie wielkie niedoskonałości, jednakże wśród tych niepowściąganych uciech, ani czystości, ani słodyczy wewnętrznej ducha mieć nie będzie, bo tutaj prawie że panuje ciało, które wal­czy przeciwko duchowi, a chociaż duch szkody z tego nie odczuwa, powoduje w nim ona, co najmniej, ukryte roz­targnienie.

 

Wracając jednak do drugiej szkody, zawierającej w so­bie inne niezliczone, to chociaż one nie dadzą się opisać ani
wysłowić, nie jest rzeczą niewiadomą ani zakrytą, do czego dochodzi i jakie jest to nieszczęście, zrodzone z radości, za­łożonej na wdziękach i pięknie przyrodzonym. Tak wielu bowiem ludzi z przyczyny tej każdego dnia traci życie lub cześć, i tyle popełnia się czynów haniebnych, tyle majątków roztrwania, żyle roznieca się zazdrości i walk, tylu dopuszcza się cudzołóstw, bezwstydów i wszeteczeństw i tylu świętych przez nie upada, że przypomina się trzecia część gwiazd, strącanych z niebios ogonem węża na ziemię (Apok. 501, 4). Złoto wyborne traci swą świetność i blask swój w błocie, a znakomici i „ szlachetni Syjonu, odziani w złoto  najprzedniejsze, poczytani są za naczynia skorupiane, za robotę rąk garncarzowych ” (Treny IV, 1, 2). Gdzież nie dosięga trucizna tej szkody? I któż nie kosztuje trochę albo więcej ze zło­conego kielicha niewiasty babilońskiej z Apokalipsy, której to umieszczenie na wielkiej onej bestii, mającej siedem głów i dziesięć rogów (Apok. XVII, 3), daje do zrozumienia, że nie masz wzniosłego ani upadłego, świętego ani grzesznego, któremu by nie dawała pić z wina swego, podbijając czymkolwiek serce jego, bo jako tam o niej powiedziano, wszyscy królowie ziemi opili się z wina wszeteczeństwa jej.

Ulegają jej ludzie ze wszystkich stanów, aż do najwyższego i naj­wznioślejszego sanktuarium boskiego kapłaństwa, gdy ona stawia według słów Daniela obrzydły kielich swój na miejscu świętem (Dan. IX, 27). Nie zostawia w spokoju i najodpor­niejszego, by mu nie dał pić wina z kielicha tej próżnej radości. Dlatego powiedziano, że wszyscy królowie ziemi opili się nim, bo mało znajdzie się nawet i wśród świętych, których by nie oczarował i nie odurzył cokolwiek ten napój ra­dości i upodobania w pięknościach i wdziękach przyrodzo­nych. Dlatego zwrócić należy uwagę na to wyrażenie, opili się. Chociażby bowiem umoczyć tylko usta w kielichu tej uciechy, natychmiast opanowuje ona i odurza serce i powo­duje zaćmienie rozumu, jak u pijanych winem. I tak, jeżeli się niezwłocznie nie zastosuje środka przeciwko tej truciźnie, który by ją w tej chwili unieszkodliwił, życiu duszy grozi niebezpieczeństwo.

Bo kiedy osłabienie duchowe odbiera siły, do takiej doprowadza nędzy, że jako Samson po wyłupieniu oczu i obcięciu mu włosów pierwotnej potęgi, ujrzeć się można przy mieleniu na żarnach, niewolnikiem, otoczonym wrogami, a następnie ginącym wtórą śmiercią, jak tamten po­legł razem z nimi pierwszą. Wszystkie zaś te nieszczęścia sprawia duchowo napój tej uciechy, jak je w Samsonie spo­wodował cieleśnie, a i dziś powoduje we wielu. A wówczas ku wielkiemu zawstydzeniu pokonanego mówić mogą mu jego wrogowie: Ty żeś to jest, któryś rozrywał po trzykroć zdra­dzieckie więzy, rozdzierałeś lwy, zabijałeś tysiące Filistynów, wyłamywałeś bramy i zwyciężałeś wszystkich nieprzyjaciół twoich ?

Kończymy tedy podaniem rady skutecznej przeciwko tej truciźnie.

Oto gdy tylko serce uczuje, że je porusza owa radość z dóbr przyrodzonych, niech wspomni, jak próżną jest rzeczą radować się czymś innym, jak służbą Bożą, a nadto, jak niebezpieczną i zgubną. Niechaj pomyśli, jaką to klęską stała się dla aniołów owa uciecha i upodobanie w piękności własnej, iż przez nią spadli w otchłanie brzydoty i ile na każdy dzień nieszczęść dla ludzi wynika z tej samej próżności, a tak odważnie użyje w porę przeciwdziałającego środka, jak mówi poeta, zwracając się do tych, którzy się ku radości takiej skłaniają: „Spieszcież teraz, byście od razu zastosowali środek ratunku, bo skoro złości miały czas wzrosnąć w sercu, za późno przychodzi lekarstwo”. „Nie patrz”, powiada Mędrzec, „na wino, gdy się rumieni, gdy się rozjaśni w szklanicy barwa jego; łagodnie wchodzi, ale na końcu ukąsi jako wąż, a jako żmija jad rozpuści” (Przyp. XX1I1, 31, 32).

 

 

ROZDZIAŁ XXII.
O korzyściach, jakie zbiera dusza, nie pokładająca radości w do­brach przyrodzonych.

Wiele jest korzyści, wynikających dla duszy z odrywa­nia serca od radości tego rodzaju. Usposabia się bowiem przez to do miłowania Boga i do innych cnót, a nadto bezpośrednio czyni miejsce pokorze, oraz ogólnej Miłości ku bliźnim. Nie przywiązując się do nikogo dla dóbr przyrodzonych, tak jawnie zwodniczych, dusza staje się wolną i jasną, miłując wszystkich rozumnie i duchowo, tak jak Bóg tego żąda i pragnie. Wtedy poznaje się, iż nikt nie zasługuje na miłość, jeno dla cnoty, którą posiada. Skoro zaś w taki sposób się miłuje, miłuje się całkowicie według woli Bożej i z wielką swobodą, a jeśli z przywiązaniem, to z większym przywią­zaniem do Boga. Wówczas, im bardziej wzrasta taka miłość, tym bardziej rośnie także miłość Boża, im bardziej zaś Boża, tym bardziej i bliźniego. Ta sam a bowiem jest w Bogu oby­dwóch podstawa i przyczyna.

Wynika z tego inna korzyść nadzwyczajna, a miano­wicie doskonałe wypełnienie i przestrzeganie rady Zbawi­ciela naszego, który powiada: „ Kto chce za mną iść niech sam siebie zaprze” (Mat. XVI, 24), czego by żadną miarą spełnić nie mogła dusza, jeśliby zasadzała ra­dość na swoich dobrach przyrodzonych; kto bowiem w czymkolwiek ceni siebie, ten ani nie zapiera się siebie, ani nie idzie za Chrystusem.

Jest dalej inna wielka korzyść z za­parcia się tego rodzaju radości, a jest nią wielkie uciszenie duszy i odsunięcie roztargnień, i skupienie w zmysłach, a w szczególności we wzroku. Bo jeśli się kto radować czymś nie pragnie, nie pragnie i oglądać, ani innymi zmysłami doznawać tych rzeczy, ażeby nie pociągnęły go i nie przywią­zały do siebie, a także, by nie tracił na nie czasu i myśli; przez co staje się podobnym do roztropnego węża który zatula uszy aby nie słyszał zaklęć i te nie spra­wiły na nim wrażenia (Ps. LVII, 5). Albowiem strzegąc bram duszy, jakimi są zmysły, strzeże się równocześnie jej po­koju i czystości i wielce się je pomnaża.

 

Inna jest jeszcze korzyść, nie ustępująca w niczym już uzyskanym przez umartwienie tego rodzaju radości, a mianowicie ta, że ani przedmioty, ani wiadomości bezecne nie sprawiają wrażenia, ani nie brudzą, jak takich, którym się cośkolwiek z tego podoba. Dlatego z zaparcia się i umar­twienia tej radości wynika duchowa czystość duszy i ciała, ducha i zmysłów, oraz anielskie obcowanie z Bogiem, czy­niące z duszy i ciała godną świątynię Ducha Świętego.
Czystości takiej nie może mieć ten, którego serce cieszy się dobrami i wdziękami przyrodzonymi. A nie trzeba bynaj­mniej zgody na rzecz bezecną, ani pamięci o niej, bo samo zaznanie radości owej wystarcza do odebrania czystości du­szy i zmysłom według słów Mędrca, który powiada, „że Duch Święty oddali się od myśli, które są bez rozumu„, czyli z wyższej pobudki nieskierowanych ku Bogu (Mądr. I, 5).

I jeszcze jedna wynika stąd korzyść, ta, że dusza nie tylko wybawia się z klęsk i nieszczęść, wyżej pomienionych, lecz także z niezliczonych próżności i wielu innych szkód, tak, jak i doczesnych, a w szczególności od lekceważenia, jakiego doznają wszyscy, którzy radują się ze wspomnianych przymiotów przyrodzonych swoich lub cudzych. Przeciwnie poważają ich i szanują, jako roztropnych i mądrych, jakimi w rzeczy samej są wszyscy, którzy na rzeczy podobne żadnej nie zwracają uwagi, a tylko na to, co się Bogu podoba.

Ze wszystkich tych wyżej wspomnianych korzyści wy­nika na koniec wspaniałe dobro duszy, tak niezbędne w służbie Bożej, a to swoboda ducha, z którą z łatwością zwycięża się pokusy, pokonywa trudy i szczęśliwie pomnaża
cnoty.

Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (41) – O korzyściach z odsuwania od siebie ra­dości z rzeczy doczesnych

 


Św. Jan od Krzyża- Wnijście na Górę Karmelu. We Lwowie. Nakładem i drukiem Towarzystwa „Bibljoteka Religijna” im. X. Arcybiskupa Bilczewskiego 1927

Odpowiedz