Przejdź do treści

Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (41) – O korzyściach z odsuwania od siebie ra­dości z rzeczy doczesnych

ROZDZIAŁ XIX.
O korzyściach, jakie odnosi dusza z odsuwania od siebie ra­dości z rzeczy doczesnych.

Musi więc człowiek duchowy zważać pilnie, by serce i radość jego nie ugrzęzły w doczesności, z obawy, by z rzeczy małych nie doszło do wielkich, ze wzrastaniem jej ze stopnia na stopień. Bo niewątpliwie tak się dzieje i drobny początek sprowadza w końcu niezmierzoną szkodę, jak jedna iskra wystarcza do wzniecenia pożaru góry, a na­wet całego świata. Niechajże nigdy tym się nie uspokaja, że przywiązanie jego jest nieznaczne, jeśli natychmiast go nie przerywa, obiecując sobie zrobić to później. Bo jeśli wówczas, gdy jeszcze jest małe, nie ma odwagi z nim skończyć, to jakże myśleć i przypuszczać może, że uczynić to zdoła z zakorzenionym i spotęgowanym w duszy?

Powiada Chrystus Pan nasz w Ewangelii, że ten, kto wierny jest w rzeczy najmniejszej, i w większej wierny jest (Łuk. XVI, 10), ponieważ ten, kto unika tego, co małe, nie popadnie w wielkie, ponadto już i w najmniejszym przywiązaniu szkoda jest wielka, bo wyłom w okopach i murach serca już uczyniony, a jak mówi przysłowie: kto rozpoczyna, ten dokonuje połowy. Dlatego Dawid ostrzega nas, byśmy, skoro przybędzie majętności, nie przykładali do nich serca (Ps. LXI, 11). Jeśliby człowiek nie chciał uczynić tego dla Boga i dla obowiązku doskonałości chrześcijańskiej, to, pominąwszy korzyści duchowe, dla samych doczesnych, jakie stąd wynikają, powinien dosko­nale wyzwolić serce swoje z wszelkiej radości z rzeczy pomienionych. Nie tylko bowiem uwalnia się od zgubnych szkód, o jakich mówiliśmy w poprzednim rozdziale, lecz pozbywając się radości z dóbr doczesnych, zdobywa cnotę wspaniałomyślności, która jest jedną z głównych cnót lub doskona­łości Bożych a żadną miarą nie podobna posiadać jej łącznie z pożądliwością. Ponadto, osiąga swobodę ducha, jasność sądu, ukojenie, ciszę i pełną pokoju ufność w Bogu z prawdziwym i ochotnym oddaniem Mu woli swojej.

Co się zaś tyczy radości i przyjemności, jaką sprawiają stworzenia, więcej zyskuje jej w oderwaniu się od nich, bo ten, kto patrzy na nie z przywiązaniem posiadacza, cieszyć się nimi nie może. Albowiem tkwi w tym już pewna troska, która przywiązuje ducha do ziemi i odbiera wolność serca.

 

Natomiast człowiek, oderwany od rzeczy, osiąga jasne ich poznanie i zrozumienie prawdziwej wartości, tak przyrodzone jak i nadprzyrodzone. Dlatego inaczej zupełnie niemi się raduje, niż ten, który lgnie do nich dla wielkich korzyści i wygód, jakich mu dostarczają. Pierwszy bowiem używa ich zgodnie z ich znaczeniem prawdziwym, drugi natomiast według fałszywego; pierwszy dobrze, drugi zaś źle; pierwszy według istoty, drugi, co przywiązuje się do nich, według przypadłości, nad którą zmysłowość wznieść się nie może, podczas gdy duch wolny od osłon zewnętrznych przypadku przenika istotę i wartość rzeczy, bo to jest jego przedmio­tem.

Radość jak chmura przyćmiewa jasność sądu, bo nie ma radości dobrowolnej ze stworzeń, bez dobrowolnego ich posiadania, jak być nie może żadnej namiętności bez owła­dnięcia nią serca. Zaparcie się i oczyszczenie takiej radości daje sądowi jasność, jak mgła rozwiana przejrzystość po­wietrzu, a człowiek w tym stanie raduje się wszystkim, radością wolną od przywiązania się do czegokolwiek, jak gdyby wszystko posiadał. Przeciwnie, skoro patrzy na rzeczy pod kątem skłonności do posiadania niektórych, traci ogólne upodobanie we wszystkich. W pierwszym wypadku, żadnej z nich nie mając w sercu, posiada je wszystkie, jak mówi św. Paweł, w wielkiej wolności (2 Kor. VI, 10); w drugim natomiast, posiadając niektóre z nich wolą uwięzioną, niczego nie ma ani nie posiada, bo raczej one go posiadają, władnąc sercem jego, on zaś znajduje się jakby w niewoli. Im więcej mieć pragnie radości w stworzeniach, tym więcej z konieczności doznawać musi ucisków i cier­pień uwięzionego i opanowanego przez nie serca. Przeciwnie, człowieka oderwanego ani na modlitwie, ani poza nią, nie udręczają zmartwienia. Nie tracąc czasu, z łatwością wielkie w duszy czyni postępy; tamten zaś ustawicznie krąży na uwięzi, która w swej mocy trzyma serce jego i z trudem tylko, na chwilę zaledwie, uwolnić mu się od niej udaje.

 

Skoro więc tylko człowiek duchowy uczuje nacho­dzącą go radość z rzeczy doczesnych, niezwłocznie stłumić ją winien w pierwszym poruszeniu, pamiętając o tej prawdzie, iż niema rzeczy, którą by mógł się radować, prócz jednej tylko, jedynej służby Bożej, oraz starania się o Jego cześć i chwałę we wszystkim. Ku temu jednemu kierować ma radość swoją, daleki od próżnego upatrywania w nich swego zadowolenia i szczęścia.

 

Inna jest jeszcze korzyść bardzo wielka i ważna z odry­wania radości od dóbr stworzonych, a to ta, że serce pozostaje wolne dla Boga, co jest pierwszym warunkiem wszyst­kich łask Bożych, bez którego ich Bóg nie udziela. Są one tak wielkie, że jeszcze docześnie, za jedną radość, odsuniętą dla miłości Jego, wynagradza ją stokrotnie w tym życiu, jak to obiecał w Ewangelii Majestat Jego (Mat. XIX, 29). Jedna­kowoż, chociażby i nie dlatego, a tylko dla przykrości, jaką sprawiają Bogu uciechy z rzeczy stworzonych, powinien czło­wiek duchowy i chrześcijanin przytłumiać je w duszy swojej.

Widzimy w Ewangelii, jako za to jedynie, iż się bogacz radował z dóbr nagromadzonych na lat wiele, Bóg rozgniewał się nań tak bardzo, że tej samej nocy zażądał rachunku od duszy jego (Łuk. XII, 20). Dlatego bać się nam trzeba, że za każdym razem, gdy próżno się radujemy, Bóg patrzy na to i wymierza kielich goryczy, na jaki zasługujemy, i że przykrość kary, wynikła z takiej radości, przewyższa o wiele doznaną od niej przyjemność. Bo chociaż prawdą jest, że św. Jan w Objawieniu napisał o Babilonii, iż jako się wiele wynosiła i w rozkoszach była, tyle jej dadzą męki i żałości (Apok. XVIII, 20), nie znaczy to bynajmniej, by kara, jeśli przyjdzie, nie przewyższyła radości. Za krótkotrwałe uciechy skazuje Bóg na niezmierne i wieczne męki, a przeto słowa te dają do zrozumienia, że żadna wina nie zostanie bez szczególnej kary, bo Ten, który karze za słowo bezużyteczne, nie przebaczy próżnej radości.

 

 

ROZDZIAŁ XX.
W którym jest mowa o tym, jaką próżnością jest radowanie się woli z dóbr naturalnych i jak się niemi ma posługiwać w dążeniu swoim do Boga.

Przez dobra naturalne rozumiemy tu piękność, wdzięk, powab, kształtną budowę, i wszystkie inne cielesne dary przyrodzone, w duszy zaś zdolność, rozsądek i wszystko, co przynależy do rozumu.

Radość z tych darów, jeśli jej człowiek doznaje dlatego, że sam czy bliscy jego posiadają takie przymioty, a nie dzię­kuje przede wszystkim Bogu za to, że ich użycza, aby był przez nie bardziej znany i miłowany i dlatego tylko niemi się cieszy, — radość taka marnością jest i złudzeniem we­dług tego, co mówi Salomon: „Omylna wdzięczność i marna jest piękność: która się Boga boi, ta będzie chwalona (Przyp. XXXI, 30). Uczy nas przez to, że z tych darów na­turalnych człowiek raczej się smucić powinien, ponieważ przez nie łatwo może odstąpić od miłości Bożej, a pocią­gnięty i uwiedziony niemi popaść w próżność.

Dlatego po­wiedziano, że omylna jest wdzięczność ciała, bo sprowadza człowieka z drogi, pociągając ku temu, co nie należy, przez próżną radość i upodobanie w sobie, czy w innym, który ją posiada. Podobną marnością jest piękność, bo sprawia, że człowiek, ceniąc ją sobie, upada na różne sposoby, gdy wtedy tylko ma się nią radować, jeżeli ona tak w nim, jak i w innych służy Bogu. Nadto przejmować powinna go bojaźń, by jego dary i wdzięki naturalne nie stały się powo­dem obrazy Boga, gdyby spoglądał na nie z próżną zarozu­miałością, lub też z nadmiernym do nich przywiązaniem.

Dlatego ten, kto przymioty owe posiada, powinien strzec się pilnie, aby przez próżne ich okazywanie, ktokolwiek z jego powodu, chociażby na mgnienie oka nie oddalił serca swego od Boga. W dzięki i dary naturalne tak dla tego, kto je po­siada, jak i dla tego, kto je podziwia, tak bardzo wyzywa­jące są i niebezpieczne, że trudno uniknąć usidlenia i uwię­zienia w nich serca. Z obawy przed tym wiele osób ducho­wych, obdarowanych takimi przymiotami, modlitwą osiągało u Boga brzydotę, aby nie były tak sobie jak drugim przy­czyną i okazją do pewnej próżnej skłonności i uciechy.

Powinien tedy człowiek duchowy oczyszczać i wyniszczać swą wolę z tej próżnej radości, z uwagi na to, że piękność i wszystkie dary naturalne to muł ziemi. Z ziemi powstają i wracają do ziemi, a wdzięk i powab są jej oparem i wy­ziewem. Ażeby przeto nie popadł w próżność, za to jedynie uważać je ma i jako takie cenić, a wśród tych rzeczy serce swe zwracać do Boga w radości i weselu, że w Nim są wszystkie te piękności i wdzięki w najdoskonalszym, nie­ skończonym i wszystko stworzenie przewyższającym stopniu.
Wszystkie one, jak mówi Dawid, jako szata z wietrzeją i  zaginą, a tylko On jeden i tenże sam zostanie zawsze (Ps. CI, 27. 28). Dlatego, jeśli się we wszystkich rzeczach nie zwróci radości ku Bogu, to zawsze będzie ona fałszywą i omylną. Tak też rozumieć trzeba zdanie Salo­mona, wypowiedziane o radości z rzeczy stworzonych: „A do wesela rzekłem, co się darmo zwodzisz” (Ekkles. II, 2), kiedy pięknością stworzeń pociąga serce człowieka.

Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (40) – O szkodach, jakie mogą wyniknąć z radowania się dobrami doczesnymi

 


Św. Jan od Krzyża- Wnijście na Górę Karmelu. We Lwowie. Nakładem i drukiem Towarzystwa „Bibljoteka Religijna” im. X. Arcybiskupa Bilczewskiego 1927

Odpowiedz