Przejdź do treści

Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (36) – O szkodach, jakie wiadomości o rzeczach nadprzyrodzonych sprawić mogą w duszy

ROZDZIAŁ VII
O szkodach, jakie wiadomości o rzeczach nadprzyrodzonych sprawić mogą w duszy, jeżeli nad nimi się zastanawia. Wylicza je wszystkie i omawia pierwszą.

Na pięć rodzajów szkód naraża się człowiek duchowy, jeśli się przywiązuje do wiadomości i form, jakie wrażają się weń z rzeczy, przechodzących przez duszę drogą nadprzyro­dzoną i jeśli nad niemi się zastanawia.

PIERWSZA: najczęściej myli się, biorąc jedno za drugie.
DRUGA: wystawia się na niebezpieczeństwo popadnięcia w zarozumiałość i próżność.
TRZECIA: ułatwia demonowi oszukiwanie za pośred­nictwem pojmowań wymienionych.
CZWARTA: stawia przeszkodę zjednoczeniu się z Bo­giem w nadziei.
PIĄTA: po większej części, niskie ma o Bogu mnie­manie.

Co do pierwszego rodzaju, jasne, że kiedy człowiek duchowy ima się wspomnianych form i wiadomości i nad nimi się zastanawia, z konieczności myli się niejednokrotnie w sądach swoich. Bo jako nikt w zupełności nie może znać tych nawet rzeczy, które w sposób naturalny przechodzą przez jego wyobraźnię, ani mieć o nich doskonałego i pewnego sądu, tym mniej posiadać go może odnośnie do rzeczy nadprzyrodzonych, które przekraczają nasze uzdolnie­nie i nieczęsto się wydarzają. I tak, uważać będzie za rzeczy Boże to, co własną jego będzie fantazją, lub brać za Boskie to, co od szatana, a za od szatana to, co Boskie. I bardzo wiele razy wrażą się weń głęboko formy i wiadomości dotyczące dobrych lub złych przymiotów osób dalszych lub bliskich i inne wyobrażenia przedstawią się mu, które uwa­żać będzie za wielce pewne i prawdziwe, a one niemi nie będą, tylko najzupełniejszym złudzeniem. Przeciwnie, prawdziwe osądzi jako fałszywe, chociaż to uważam już za pewniejsze, bo zwykło się rodzić z pokory. Jeśli się zaś nie myli co do prawdziwości, mylić się może co do ilości, ja­kości i oceny rzeczy. Uważać będzie małe za wielkie, a wielkie za małe, pod względem zaś jakości, biorąc przedmiot swej wyobraźni za rzecz taką a taką, kiedy w rzeczywistości jest inną: „pokładając“, jak mówi Izajasz, „ciemność  za światłość, a  światłość za ciemność, gorzkie  za słodkie, a słodkie  za gorzkie“ (Iz. V, 20).
W końcu, chociażby wszystko prawdziwe było w jednym, cudem by było, gdyby nie pobłądził w drugim, bo choć nie zechce wydać o nim sądu, wystarczy, jeśli się za nim oświadczy, ażeby już co najmniej biernie poniósł jakąś szkodę, jeśli nie tego, to innego rodzaju z pomiędzy czterech, o których niezwłocznie mówić będziemy.

Aby więc człowiek duchowy nie podległ szkodzie z powodu swego omylnego sądu, nie powinien go wydawać dla określenia, czym jest to, czego doznaje i uczuwa w sobie, czy jaką jest ta a ta wizja, wiadomość lub uczucie; równie jak nie powinien pragnąć owej wiedzy, ani przykładać do niej wielkiej wagi, tylko do wyjawienia tego ojcu duchowemu, ażeby go pouczył, jak pamięć z tych pojmowań opróżniać. Czymkolwiek bowiem byłyby one w sobie, nie przymnożą mu tyle miłości Bożej, ile najmniejszy akt żywej Wiary i Nadziei, jakiego dopełnia się w opróżnieniu i odstąpieniu tego wszystkiego.

ROZDZIAŁ VIII.
O drugim rodzaju szkód, to jest o niebezpieczeństwie miłości własnej i próżnej zarozumiałości.

Wspomniane już pojmowania nadprzyrodzone pamięci są też dla ludzi duchowych okazją do popadania w niejaką zarozumiałość czy próżność, jeżeli przypisują im pewne zna­czenie, lub też za coś wielkiego je uważają. Jak bowiem wolny jest od tego błędu ów, co żadnej z rzeczy tych nie doznaje, nie widząc w sobie niczego, czym by się chlubił; tak przeciwnie ten, kto ich doznaje, ma pod ręką okazję do myślenia, że jest już czymś, ponieważ odbiera łaski nad­przyrodzone. Bo chociaż szczerze przypisywać może je Bogu i dzięki Mu czynić, czując się ich niegodnym, to przecież zwykle zostaje w duchu pewne ukryte zadowolenie i powa­żanie tak tego, jako i siebie, z którego nieświadomie rodzi się pycha duchowa. Dotknięci nią bardzo łatwo rozpoznać to mogą z niechęci i odrazy do tych, którzy nie pochwalają ich ducha, lub lekceważą rzeczy przez nich doznawane, a także z przykrości, jaką im sprawia myśl albo wieść, że inni doznają tych samych łask, lub większych niżeli oni.

Oto co rodzi się z ukrytej miłości własnej a oni nie rozu­mieją, że są w niej pogrążeni. Myślą, że wystarcza pewien rodzaj uznania własnej swej nędzy, gdy równocześnie pełni są ukrytej miłości własnej i zadowolenia z siebie samych i rozmiłowania w swym duchu i dobrach duchowych z zu­pełną pogardą bliźniego. Podobnie dziękował Bogu faryze­usz, iż nie jest jako inni ludzie i posiada takie a takie cnoty, które w nim były powodem zadowolenia z siebie i pychy (Łuk. XVIII,11,12). Ludzie tacy nie mówią for­malnie, że tak jest, ale istotnie pełni są tego w duchu. Nie­którzy zaś dochodzą do takiej pychy, że gorsi stają się od demonów i skoro zauważą w sobie jakieś pojmowania i uczucia pobożne a słodkie, dotyczące Boga, napełniają się zadowoleniem, myśląc, że bardzo Mu są bliscy, inni zaś, którzy tego nie doznają, stoją o wiele niżej w ich pojęciu, a oni gardzą nimi jak faryzeusz celnikiem.

Ażeby uniknąć tej zgubnej szkody, wstrętnej oczom Boga, dwie rzeczy muszą rozważyć. Pierwsze, że cnota nie polega na pojmowaniu i doznawaniu Boga, chociażby najwznioślejszym, ani na niczym z tego, co uczuwają w sobie, lecz przeciwnie na tern, czego nie uczuwają, to jest na wielkiej pokorze i wzgardzie siebie samych i wszystkich rzeczy zobrazowanych i doznawanych przez duszę, oraz na pożądaniu, by wszyscy to sam o o nich myśleli i na pra­gnieniu zostawania bez wartości w oczach bliźnich.

Drugie, zwrócić należy uwagę na to, że wszystkie widzenia, objawienia i uczuwania wraz ze wszystkim, cokolwiek by o tym myśleć chcieli, nie warte najmniejszego aktu pokory, równającego się w skutkach miłości, która nie ceni i nie szuka swego i nie myśli źle, jak tylko o sobie i żadnego nie uważa w sobie dobra, a tylko widzi je w drugich. Jeśli zaś tak rzeczy się mają, to zamiast z upodobaniem wpatrywać się w pojmowania nadnaturalne, należy usiłować o nich zapomnieć dla zachowania wolności.

ROZDZIAŁ IX.
O trzeciej szkodzie, jakiej doznawać może dusza ze strony szatana skutkiem pojmowań pamięciowych wyobrażalnych.

Ze wszystkiego, co wyżej powiedziano, wynika jasno, jak wielka ze strony szatana spotkać może duszę szkoda z przyczyny pojmowań nadprzyrodzonych. Może on bowiem nie tylko wiele obrazów, wiadomości i form fałszywych przed­stawić w pamięci jako prawdziwe i dobre, wrażając je w ducha i uczucie z ogromną wyrazistością i pewnością przez sugestię tak, że jedyną prawdą wydają się duszy, poza którą niczego ona nie widzi, bo gdy się zmieni w anioła światłości, światłością też zdaje się być duszy; lecz nadto przy objawieniach prawdziwych i pochodzących od Boga kusić ją może na różne sposoby, wzbudzając nieporządne ich pożądania i uczucia bądź to duchowe, bądź zmysłowe, bo skoro dusza podoba sobie w takich pojmowaniach, wielce ułatwia demonowi to wzbudzanie w niej żądz i uczuć, oraz popadanie w łakomstwo duchowe i inne poniesie szkody.
By skuteczniej tego dokonać, zwykł on przydawać smaku, słodyczy i rozkoszy w odczuwaniu samych nawet rzeczy Bożych, ażeby dusza, przejęta i uwiedziona słodkością, za­częła zaślepiać się upodobaniem, zwracając uwagę na słodycz raczej niźli na miłość (lub co najmniej, nie tyle na miłość) i większe poczęła przypisywać znaczenie pojmowaniu, niżeli ogołoceniu i opróżnieniu, zawartym we Wierze, Nadziei i Miłości Boga. Od tego począwszy, uwodzi ją krok za kro­kiem, a ona łatwowiernie oszukania jego przyjmuje.

Duszy zaślepionej kłamstwo nie zdaje się już kłamstwem, ani zło złem, ponieważ ciemności wydają jej się światłem, a światło uważa za ciemność i stąd popełnia tysiące niedorzeczności tak w rzeczach naturalnych i moralnych jak i duchowych, już bowiem to, co było winem, zmieniło się w niej w ocet. Wszystko to przychodzi na nią dlatego, że od początku nie zaparła się upodobania do pojmowań nadprzyrodzonych. Ponieważ zaś ono zrazu nie jest ani tak wielkie, ani tak złe, dusza nie czuje obaw y i wzrastać mu dozwala, podobnie jak owemu ziarnku gorczycznemu w drzewo ogromne. Bo, jak to mówią, błąd zrazu mały wielkim się staje na końcu. Dlatego, by uniknąć wielkiej tej szkody, jaka przyjść może od złego ducha, dusza powinna wystrzegać się bardzo upodobania w tych rzeczach, bo niewątpliwie upodobanie takie ją zaślepi i doprowadzi do upadku. Albowiem upodobanie, przyjemność i słodycz i bez pomocy demona, same przez się, przytępiają i zaślepiają duszę. I to dał do zrozumienia Dawid, mówiąc: „ Podobno ciemności zakryją mnie i noc oświecenie moje w rozkoszach moich” . (Ps. CXXXVIII, 11).

ROZDZIAŁ X.
O czwartej szkodzie, jaką odnieść może dusza z pojmowań pamięci nadprzyrodzonych wyraźnych, która jest przeszkodą w zje­dnoczeniu.

O czwartej tej szkodzie niewiele mamy tu do powie­dzenia, ile że w całej trzeciej księdze wyjaśniane to było na każdym kroku, przy czym udowodniliśmy, że dusza, by dojść do zjednoczenia z Bogiem w Nadziei, wyrzec się musi wszystkiego, co posiada pamięć, bo żeby Nadzieja zupełnie była Boża, niczego być nim a w pamięci, co by nie było Bogiem. Powiedzieliśmy również, że żadna forma, ani wyo­brażenie, ani obraz, ni żadna inna wiadomość, która mieścić się może w pamięci, niebieska czy ziemska, przyrodzona czy nadprzyrodzona, nie jest Bogiem, ani niczym Jemu podobnym, według tego, czego naucza Dawid, mówiąc: „Nie masz podobnego Tobie między bogi, Panie “ (Ps. LXXXV, 8). Stąd, jeśli pamięć jakiejkolwiek z rzeczy tych trzymać się pragnie, stawia przeszkodę zjednoczeniu z Bogiem. Najpierw dlatego, że się nią zaprząta, następnie, że im więcej posiada, tern mniej się spodziewa; a więc powinna stać się ogołoconą i zapomnieć o formach i wiado­mościach nadprzyrodzonych wyraźnych, by nie przeszkadzać własnemu zjednoczeniu w doskonałej Nadziei z Bogiem.

ROZDZIAŁ XI.
O piątej szkodzie, jakiej dusza doznać może skutkiem form i pojmowań nadprzyrodzonych, wyobrażalnych, a mianowicie, o zbyt niskim i niewłaściwym ocenianiu Boga.

Niemniejszym złem dla duszy jest piąta szkoda, która wynika z zatrzymywania w pamięci wyobrażenia wspomnianych form i obrazów rzeczy, udzielających się jej w spo­sób nadprzyrodzony, szczególniej, jeśli uważać je pragnie za środek do zjednoczenia z Bogiem. Bardzo to bowiem łatwo zacząć sądzić o bycie i wielkości Boga niżej godności i wzniosłości właściwej Temu, który wszelkie przewyższa pojęcie. Bo chociaż wyraźnie nie myśli się, by Bóg podobny był do którejś z tych rzeczy, to przecież sam o ich powa­żanie, jeżeli jest jakiekolwiek, powoduje w duszy obniżenie czci i tego wzniosłego stopnia myślenia o Bogu, jakiego naucza Wiara, która nam mówi, że jest On niezrównany i niepojęty. Prócz tego bowiem, że wszelka ufność, jaką by dusza pokładała w stworzeniu, pozbawia ją Boga, to siłą rzeczy we wnętrzu jej, z racji cenienia sobie tych pojmowań, przychodzi do niejakiego porównywania ich z Bogiem, które nie dozwala już sądzić o Nim i poważać Go tak, jak należy.

Powiedzieliśmy, że wszystkie stworzenia bądź ziemskie, bądź niebieskie i wszelkie wiadomości i wyobrażenia wyraźne, tak naturalne jak i nadnaturalne, które dostępne są władzom duszy, chociażby tak wzniosłe, jak to tylko mo­żliwe w tym życiu, nie dadzą się wcale porównać, ani w żadnym nie są stosunku do bytu Boga, ponieważ, jak mówią teologowie, Bóg nie podlega żadnemu rodzajowi ni gatunkowi, dusza zaś jest niemi objęta. Dlatego też w tym życiu to tylko jasno i wyraźnie pojąć może, co należy do rodzaju i gatunku. Stąd to św. Jan mówi, że „ Boga nikt
nigdy nie widział, — Deum nemo vidit nmquamu (Jan.I, 16), Izajasz, że „w serce człowieka nie wstąpiło, czem jest Bóg “ (Ijz. LXIV, 4 i 1 Kor. II, 9), a Bóg powiada do Mojżesza, że będąc żywym, ujrzeć Go nie może (Exod. XXXIII, 20). Dlatego taki, co zaprząta pamięć i resztę władz duszy tym, co one pojąć zdolne, nie może czcić Boga, ani myśleć o Nim tak, jak powinien.

Weźmy na przykład to niskie porównanie: Jasną jest rzeczą, że z im większym kto uszanowaniem spogląda na sługi królewskie i więcej zwraca na nie uwagi, tern mniej zachowuje jej dla króla i tym mniej Go ceni, bo chociaż to obniżenie czci nie jest formalne i wyraźne w myśli, nie mniej jest ono nim w czynie. Im bardziej bowiem zważa na sługi, tern bardziej odsuwa się od pana i niezbyt wów­czas wysoko go ceni, ponieważ sługi zdają mu się czymś ważnym w obecności jego.

To samo zachodzi w duszy w sto­sunku do Boga, gdy przywiązuje wagę do rzeczy wspom­nianych, mimo że porównanie samo bardzo jest niskie, bo, jak powiedzieliśmy, Bóg jest czymś innym zupełnie od stwo­rzeń i w bycie Swoim nieskończenie różni się od nich. Dla­tego dusza wszystkie je stracić ma z oczu i na żadnej ich formie się nie zatrzymywać, by mogła spocząć niemi na Bogu przez Wiarę i Nadzieję doskonałą. Ci przeto, którzy nie tylko cenią sobie wysoko pojmowania wyobrażalne, lecz nadto myślą, że Bóg będzie do jakiegokolwiek z nich po­dobny i że przez nie zdołają dojść do zjednoczenia, w wiel­kim zostają już błędzie i coraz bardziej tracić będą w umyśle światło Wiary, przez które władza owa jednoczy się z Bogiem, a także przestaną wzrastać we wzniosłości Nadziei, za której pośrednictwem pamięć jednoczy się z Nim w spodziewaniu, co może mieć miejsce po usunięciu z niej wszelkich wyo­brażeń.

Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (35) – O korzyściach, wynikających z zapomnienia i opróż­nienia z wszelkich myśli i wiadomości ze źródeł naturalnych i nadnaturalnych


Św. Jan od Krzyża- Wnijście na Górę Karmelu. We Lwowie. Nakładem i drukiem Towarzystwa „Bibljoteka Religijna” im. X. Arcybiskupa Bilczewskiego 1927

Odpowiedz