Przejdź do treści

Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (20)- O tym że wizje choćby pochodziły od Boga mogą w błąd wprowadzić

ROZDZIAŁ XVI.
Mówi o szkodzie, jaką niektórzy mistrzowie duchowni uczynić mogą duszom, kierując nimi w sposób niewłaściwy pod względem wspomnianych wizji, jak również i o tym, że choćby te pochodziły od Boga, mogą w błąd wprowadzić.

 

Niepodobna nam w tym przedmiocie wizji skracać się, jakbyśmy chcieli, dla obszerności dotyczącego ich materiału. Dlatego, chociaż istotnie powiedzieliśmy co najważniejsze, aby oświecić człowieka duchowego, jak się właściwie zachować powinien wobec wizji wymienionych, a mistrza, co nim kieruje, jakiego wśród nich sposobu używać ma z uczniem swoim, to jednak nie będzie za wiele, rozważyć szczegółowo tę sprawę i lepiej wyjaśnić, co zdarzyć się może tak duszom kontemplatywnym jak i mistrzom, którzy niemi kierują, jeśli ufają im nazbyt, chociażby pochodziły od Boga.

Przyczyną, która pobudziła mnie teraz do rozszerzenia się nad tym, jest małe, według mnie, zrozumienie tej rzeczy, jakie zauważyłem u pewnych mistrzów duchownych, którzy ubezpieczywszy się co do wspomnianych pojmowań, nadprzyrodzonych, dlatego, iż się im zdawały dobre i po­chodzące od Boga, doszli sami i przywiedli innych do wielkich błędów i niedorzeczności i spełniła się na nich myśl Pana, wyrażona w słowach: Caecus autem, si caeco ducatum praestet, ambo in foveam cadunt, — a ślepy, jeśliby ślepego prowadził, obydwaj w dół wpadają (Mat. XV, 14).

A nie mówi „wpadną”, tylko „wpadają”, bo nie potrzeba jakiegoś popadnięcia w błąd, ażeby upadli, bo samo zdanie się w kierownictwie jednego z nich na drugiego jest już błędem, a przeto już w tym samym upadają. Przede wszystkim są niektórzy, co w taki sposób kierują duszami, doznającymi tych rzeczy, że albo je przyprawiają o błędy, albo obciążają, albo też sprowadzają je z drogi pokory i poma­gają im niejako oglądać się na nie, co staje się powodem , że iść przestają w czystym i doskonałym duchu Wiary i ani  Wiary ich nie budują, ani ich w niej nie umacniają, skutkiem przydługich rozpraw w tym przedmiocie. Natomiast zaś dają im odczuć, że to ogromne dobro i rzecz wielkiej wagi, a tym samym wpajają w nie to przekonanie, pozostawiając w nim dusze niezbudowane w Wierze, nieopróżnione ani ogołocone ani od rzeczy owych oderwane, a więc niezdolne wzlecieć do wyżyn ciemnej Wiary.

Wszystko to rodzi się z tonu wypowiadania się w przed­miocie tych zjawisk, który dusza zauważa u mistrza swego i mimo woli, z niepojętą łatwością przejmując się jego wpływem i uznaniem, odwraca oczy od głębokości Wiary.
Przyczyna owej łatwości leży w wielkim zajęciu się duszy tymi rzeczami. Są one zmysłowe i pociągające naturę, a to jest miłe i zgodne z pojmowaniem tych rzeczy zrozumiałych i zmysłowych. Wystarcza, by dusza u spowiednika swego lub innej osoby zauważyła pewne uznanie i cenienie tych zjawisk, ażeby nie tylko przejęła się tym samym, lecz nadto by rozbudziło się w niej ich pożądanie, i aby nieświadomie poczęła karmić się nimi, skłaniać ku nim i o nie zabiegać.

 

Stąd także biorą początek liczne niedoskonałości, bo dusza traci na pokorze, myśląc, że to jest czymś, i że dobro jakieś posiada i że Bóg zwraca na nią uwagę, i idzie za­dowolona, i pewna siebie, co się sprzeciwia tej cnocie. Zaraz też demon zaczyna to potajemnie potęgować w niej mimo jej wiedzy i poddawać jej myśli, dotyczące innych, czy też doznają czy nie doznają takich rzeczy i czy są takimi czy nie są, co się sprzeciwia świętej prostocie i samotności duchowej.
A oprócz tych szkód i braku wzrostu w Wierze, jeżeli się ich nie zaprze, chociażby też nie były tak namacalne i łatwe do rozpoznania jak powyższe, są w tym zakresie inne, subtelniejsze i bardziej niemiłe oczom Bożym, bo oto przestaje się postępować w ogołoceniu z wszystkiego.

 

Na razie pozostawimy to jednak, aż dojdziemy do omawiania występku obżarstwa duchowego i sześciu innych, gdzie, jeśli Bóg pozwoli, powie się wiele rzeczy o tych subtelnych i delikatnych plamach, które wnikają do ducha przez nieumiejętność prowadzenia go w ogołoceniu. Teraz powiemy tylko cośkolwiek o owym sposobie, w jaki prowadzą dusze pewni spowiednicy, niewłaściwie pouczając je przezeń. A naprawdę pragnąłbym umieć to opowiedzieć, bo mi się zdaje rzeczą trudną wyrazić, jak to się zgodnie po­wodować daje duch ucznia duchowi swego ojca duchownego tajemnie i w ukryciu i nuży mnie ta rozwlekłość przedmiotu, w której wydaje się  wyjaśnić jedno bez równoczesnego tłumaczenia drugiego, bo rzeczy te, jako du­chowe, jedne z drugimi stoją w łączności.

 

 

Wracając więc do tego, o czym mówić miałem, wy­daje mi się i tak jest w rzeczy samej, że jeśli ojciec duchowny skłania się ku duchowi objawień tak, że wywierają nań one wpływ poważny, czy też miłe są duszy jego, nie­ podobna, ażeby, choć on o tym nie wie, nie odbiło się w duchu ucznia to samo upodobanie i uznanie, jeśli uczeń ten nie jest nad mistrza; choć i w przeciwnym razie spo­wodować może w nim wielkie szkody, jeżeli pod jego kierunkiem zostanie. Albowiem z tej skłonności i upodobania, jakie ku wizjom takim ma ojciec duchowny, powstaje pe­wien rodzaj poważania, które, jeśli się o to z całą usilnością nie stara, nie może się nie objawić,’ czy nie dać odczuć drugiej osobie, a jeśli ta druga posiada tego samego ducha, tej samej skłonności, nie może, jak sądzę, to wielkie powa­żanie i zajęcie się tym nie przejść z jednej strony na drugą.

 

Obecnie jednak, nie wdając się w takowe subtelności, mówimy tylko o tym, jak to spowiednik czy skłonny do tego czy nie, z braku roztropności potrzebnej do wyzwalania duszy i ogałacania ucznia swego z pożądań odnośnie do tych rzeczy, raczej poczyna je z nim omawiać i główny nacisk w rozmowie duchownej kładzie na owe wizje, pouczając o cechach, odróżniających dobre od złych. Bo cho­ciaż dobrze jest o tym wiedzieć, nie ma potrzeby wkładania na duszę tego trudu, troski i niebezpieczeństwa, wyjąwszy jakiegoś naglącego wypadku, jak to wyżej zostało wspomniane. Albowiem przez nieufność i zaparcie się ich, to wszystko zostaje wykluczone a obowiązek spełniony.
I nie tylko to, lecz jeszcze oni sami, widząc, że wymienione dusze doznają tych rzeczy od Boga, żądają od nich, by prosiły Go, iżby im odkrył czy też powiedział takie a takie rzeczy, dotyczące ich, czy też innych, a dusze niemądre słuchają! myśląc, że wolno chcieć się dowiedzieć tego jakąś drogą. Sądzą bowiem, że kiedy Bóg pragnie coś odsłonić czy wy­razić w sposób nadprzyrodzony, jak chce i komu chce, wolno pragnąć, ażeby nam to wyjaśnił a nadto prosić Go o to.

Jeśli zaś zdarzy się, że na ich prośbę Bóg to objaśni, upewniają się co do innych wypadków , myśląc, że On po­doba Sobie w tym i chce tego, a naprawdę Bóg ani Sobie w tym nie podoba, ani tego nie chce.

 

Niejednokrotnie więc działają i wierzą według tego, co im jest objawione czy powiedziane, bo jako są przywiązani do tego sposobu obcowania z Bogiem, z natury rzeczy wola poddaje się mu i podporządkowuje. Jak sobie bowiem we­dług skłonności naturalnej do swego sposobu myślenia go naginają i w tym, co wyraża, mylą się często, a widząc, że nie tak dzieje się z nimi, jak rozumieli, dziwią się, a na­stępnie zaczynają wątpić, czyli to było czy nie było od Boga, ponieważ spełniania się tego danym sposobem nie widzą.

 

Dwie rzeczy zajęły przede wszystkim ich umysł: jedna, że objawienia te były od Boga, bo tak już przesądzili, mimo, że mogła to być naturalna ku nim skłonność, która spowo­dowała ich stanowisko w tej sprawie; i druga, że będąc od Boga, miały się spełnić tak, jak oni to rozumieli czy my­śleli.
I w tym to tkwi wielki ów błąd, bo objawienia i słowa Boże nie zawsze spełniają się tak, jak ludzie je rozumieją, czy też dokładnie według swego brzmienia. A przeto nie powinni upewniać się co do nich, ani im wierzyć bez­względnie, choćby wiedzieli, że te objawienia i odpowiedzi i słowa są od Boga. Bo chociażby pewne były i prawdziwe w sobie, nie zawsze są nimi w przyczynach swoich i w naszym sposobie pojmowania, co w następnym rozdziale uza­sadnimy, równie jak opowiemy później, jak to pomimo że Bóg nieraz odpowiada w sposób nadprzyrodzony na to-,o co się Go prosi, to jednak w tym Sobie nie podoba i jak niejednokrotnie gniewa się, odpowiadając.

 

Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (19)-Cel i sposób postępowania Bożego w udzielaniu duszy wizji nadprzyrodzonych


Św. Jan od Krzyża- Wnijście na Górę Karmelu. We Lwowie. Nakładem i drukiem Towarzystwa „Bibljoteka Religijna” im. X. Arcybiskupa Bilczewskiego 1927.

Tagi:

Odpowiedz