Przejdź do treści

Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (19)-Cel i sposób postępowania Bożego w udzielaniu duszy wizji nadprzyrodzonych

ROZDZIAŁ XV.
W którym wyjaśnia się cel i sposób postępowania Bożego w udzielaniu duszy dóbr duchowych za pośrednictwem zmysłów. Odpowiada na wątpliwość, jaka się tu nasunęła.

Wiele można powiedzieć odnośnie do celu i postępo­wania Boga w udzielaniu tych wizji, dla podniesienia duszy z niskości jej do Boskiego z Sobą zjednoczenia, co jest przedmiotem wszelkich ksiąg duchownych, a w naszym traktacie wprowadzona przeze mnie metoda również do wy­jaśnienia tego zdąża. Dlatego w tym rozdziale zajmę się jedynie tylko dostatecznym rozwiązaniem wątpliwości naszej: że kiedy w wizjach tych nadprzyrodzonych tak wielkie kryje się niebezpieczeństwo i przeszkoda w postępowaniu naprzód, jakośmy powiedzieli, dlaczego Bóg najmędrszy, zwolennik zdejmowania duszom ciężarów i więzów, udziela im ich i użycza?

Odpowiedź oprę na podstawie trzech zasad: pierwsza wyjęta ze św. Pawła który w liście do Rzymian powiada: Quae autem sunt, a Deo ordinatae sunt,a które są, od Boga są postanowione (Rzym. XIII, 1). Druga, z Ducha Świętego, który w Księdze Mądrości tak się wyraża: Disponit omnia suaviter, — rozrządza wszystko wdzięcznie (Mądr.VIII, 1), jakoby mówił: Mimo że mądrość Boża sięga od końca do końca, to jest od jednej ostateczności do drugiej, wszystkim rozrządza wdzięcznie. Trzecia zaś z teologii, która orzeka, iż Bóg porusza wszystkie rzeczy według właściwego im sposobu: Deus omnia movet secundum modum eorum.
A przeto według tych zasad jasne jest, że Bóg w celu poruszenia duszy i podniesienia z ostatecznego kresu niskiego jej stanu do drugiego ostatecznego kresu wzniosłości Swojej w Boskiem ze Sobą zjednoczeniu, czyni to metodycznie i wdzięcznie i w sposób samej duszy właściwy. Albowiem jakibykolwiek posiadała sposób i porządek poznawania, każdy wiódłby przez formy i obrazy rzeczy stworzonych, a sposób nabywania wiedzy przez zmysły. Dlatego Bóg dla wzniesienia duszy do najwyższego poznania, aby wypełnić to wdzięcznie, musi rozpocząć od sięgnięcia w dół, aż do ostatnich krańców zmysłowości, ażeby stamtąd zacząć ją prowadzić w sposób jej właściwy, aż do drugiej ostateczno­ści, t. j. mądrości Swojej, duchowej, która nie podpada pod zmysły.
A przeto najpierw nauczając przez formy, obrazy i drogi zmysłowe, według jej właściwości, tak naturalne jak i nadnaturalne, a i przez rozmyślania prowadzi ją do szczytu ducha Bożego i z tej przyczyny użycza jej widzeń, form i obrazów, jako też innych wiadomości zmysłowych i zrozumiałych a zarazem duchowych. Nie iżby nie chciał natychmiast w pierwszym akcie udzielić jej istoty ducha, jeśliby dwie ostateczności, ludzka i Boża, zmysłowa i duchowa mogły powiązać się drogą zwyczajną i złączyć jednym aktem, lecz że wpierw muszą przedsiębrać wiele innych, które w porządku i wdzięcznie łączą się z sobą, jedne dla dru­gich tworząc podstawę i warunki odpowiednie, tak jak w czynnościach przyrodzonych, gdzie początkowe służą następnym, następne zaś późniejszym i tak dalej.

Podobnie tedy postępuje Bóg, doskonaląc człowieka na sposób ludzki od najniższego i zewnętrznego, aż do najwznioślejszego i wewnętrznego. Stąd najpierw udoskonala zmysły cielesne, pobudzając je do używania dobrych przedmiotów natural­nych, doskonałych pod względem zewnętrznym, jak do słu­chania kazań i Mszy świętych, patrzenia na rzeczy święte, znieczulania smaku w jedzeniu i umartwiania dotyku poku­tami i świętą surowością. Jeśli zaś zmysły cokolwiek się w to wprawią, zwykł doskonalić je bardziej, świadcząc im pewne łaski nadprzyrodzone, jako to: wizje Świętych czy rzeczy świętych materialnie, woni przesłodkich i słów, a w dotyku największej rozkoszy, czym zmysły bardzo umacniają się w cnocie a pożądanie ‘oddala od przedmiotów złych.

Nadto i zmysły cielesne wewnętrzne, wyobraźnię i fan­tazję, o których mówiliśmy, poczyna również doskonalić i przyzwyczajać do dobra przez rozważania, medytacje i święte rozmowy, kształtując w tern wszystkim ducha. Usposobienia te, nabyte w ćwiczeniu przyrodzonym, zwykł Bóg rozjaśniać i uduchowiać bardziej przez pewne wizje nadprzyrodzone, nazwane tutaj wyobrażalnymi, z których zarazem (jakośmy rzekli), duch korzyść wielką odnosi, tak w jednych jako i w drugich, stopniowo rozwijając się i kształtując.

W taki to sposób wznosi Bóg duszę ze stopnia na stopień, aż do tego, co najwewnętrzniejsze, nie iżby zawsze konieczne było zachowanie porządku następstwa tak ścisłe, jakom tu przedstawił, albowiem niejednokrotnie daje Bóg jedno bez drugiego i po tym, co wewnętrzniejsze, inne, mniej wewnętrzne, albo i wszystko razem.

Zależy to od uznania Boga, który wnika w potrzeby duszy, lub też od woli Jego wyświadczania jej łask, jednakże droga metodyczna zgodna jest z tym, co powiedziałem. W taki więc sposób Bóg ją zwyczajnie naucza i wznosi, że tego, co duchowe, udzielać jej poczyna od rzeczy bardziej zewnętrznych, namacalnych i przystosowanych do zmysłów. Albowiem niskość i małe uzdolnienie duszy wymagają, ażeby za pośrednictwem łupiny tych rzeczy zmysłowych, dobrych w sobie, duch postępował przez akty poszczególne i przyjmowanie po kąsku udzielań duchowych. Wówczas, doszedłszy do nawyknienia w tym, co duchowe, zdoła się podnieść do istoty ducha, która obca jest wszelkiej zmysło­wości, a dusza, jakośmy powiedzieli, nie może dojść do niej inaczej, jak tylko stopniowo i w sposób sobie właściwy przez zmysły, do których ciągle przywiązana jest i przykuta.

W miarę, im bardziej wznosi się duchowo pod względem obcowania z Bogiem, tym bardziej ogałaca się i opróżnia z dróg zmysłowych, rozmyślania i medytacji obrazowej. Stąd, kiedy doskonale osiągnie obcowanie z Bogiem w du­chu, z konieczności musi być opróżniona ze wszystkiego, co odnośnie do Boga podpadać może pod zmysły.

Im bardziej rzecz jakaś zbliża się do jednej ostate­czności, tym bardziej oddala się i odrywa od drugiej, a kiedy zbliży się do niej doskonale, doskonale też oddzieli się od tamtej. Dlatego to powtarza się często przysłowie: Gustato spiritu, desipil omnis caro, — po skosztowaniu słodyczy ducha, smak traci wszelkie ciało, to jest nieużyteczne i niepociągające stają się wszelkie drogi jego, przez co rozumie się i wszelkie obcowanie zmysłowe przyrównane do ducho­wego.

I to jest jasne; bo jeśli coś jest duchowe, to już nie podpada pod zmysły, a jeśli jest takim, że zmysły przyjąć je mogą, nie jest już czystym duchem. Im więcej bowiem zrozumieć z niego mogą zmysły i uzdolnienia przyrodzone, tym mniej zawiera ono duchowego i nadprzyrodzonego, jakośmy już stwierdzili. Dlatego doskonały człowiek duchowy nie ufa zmysłom, ani przez nie cokolwiek przyjmuje, ni po­sługuje się niemi zwłaszcza wobec Boga, ani też nie uczuwa potrzeby tego, jak niegdyś, gdy nie wzrósł był jeszcze w duchu.
I to jest, co mówi św. Paweł do Koryntjan: Cum essem parvulus, loquebar at parvulus, sapiebam ut parvulus, cogitabam ut parvulus. Quando autem factus sum vir,, evacuavi, quae erant parvuli, — gdym był dziecięciem, mó­wiłem jako dziecię, rozumiałem jako dziecię, myślałem jako-dziecię. Lecz gdym się stał mężem, wyniszczyłem, co było dziecinnego (Kor. XIII, 11).

Powiedzieliśmy już, jak to rzeczy zmysłowe i poznanie, jakie duch zdobyć przez nie może, są ćwiczeniem dziecinnym. A przeto, jeśliby dusza chciała trzy­mać się ich zawsze i nie oddalać się od nich, nigdy nie przestałaby być małą dzieciną i zawsze mówiłaby do Boga- jak dziecię i pojmowała Boga jak dziecię i myślała o Bogu jak dziecię; bo trzymając się łupiny zmysłowej,, co jest dzieciństwem, nigdy nie doszłaby do istoty ducha, to jest, nie stałaby się mężem doskonałym.

Dlatego, ażeby móc wzrastać, dusza nie powinna przyjmować wymienionych objawień, choć Bóg je ofiarowuje, tak jak i dziecko odsunąć ma pierś, by przyzwyczaić podniebienie swoje do pokarmu treściwszego i posilniejszego.

Powiecie może: czyliż nie trzeba, by dusza, będąc dziecięciem, przyjmować ją pragnęła, a odsu­wała wówczas dopiero, gdy już urośnie, tak jak i dziecku potrzebna jest pierś, żeby się zachowało przy życiu, ażby podrósłszy, mogło ją odsunąć?

Na to odpowiem, że co się tyczy medytacji i rozmyślania naturalnego, przez które dusza szukać poczyna Boga, to prawdziwie nie powinna porzucać jego piersi zmysłowej, ażeby się mogła utrzymać aż do pory i czasu, w którym zdolna będzie ją opuścić, to jest, gdy Bóg wprowadzi ją w obcowanie z Sobą bardziej duchowe, jakiem jest kontemplacja, co do której wypowiedziałem się już w rozdziale jedenastym tej księgi.

Jednakże, co do wizji wyobrażalnych i innych pojmowań nadprzyrodzonych, które podpadać mogą pod zmysły bez woli człowieka, to powta­rzam, że o każdej porze i w każdym czasie, tak w stanie doskonałości jak i mniej doskonałym, chociażby pochodziły od Boga, dusza nie powinna ich pragnąć dla dwu powodów.

Po pierwsze, iż, jakośmy powiedzieli, sprawiają one w duszy skutek swój biernie i nie w jej mocy jest mu się oprzeć, chociażby mogła przeszkodzić i przeszkodziła samej wizji, jak to niejednokrotnie się zdarza, w następstwie czego drugi ów skutek, który miała sprawić, daleko obficiej udziela się jej w istocie pomimo odmiennego sposobu. Bo, jak również powiedzieliśmy, dusza nie może przeszkodzić dobru, jakiego Bóg udzielić jej pragnie, ani to od niej zależy, a tylko stać się może przez jakąś niedoskonałość czy skłonność, a w uchy­laniu się od rzeczy tych z pokorą i nieufnością niema żadnej niedoskonałości czy skłonności, lecz raczej bezinteresowność i opróżnienie, które stanowią najlepsze usposobienie do zjednoczenia z Bogiem.

Po drugie, dla uwolnienia się od nie­bezpieczeństwa i trudu odróżniania widzeń dobrych od złych i rozpoznawania, czy to Anioł światła czy ciemności, z czego żadnego niema pożytku, a tylko strata czasu i obciążanie duszy i narażanie się na okazje do licznych niedoskonałości i przeszkód wśród drogi, zamiast postępowania nią, jak należy, przez wyzwalanie się z małostkowości i pojęć szcze­gółowych, jak powiedziane zostało o wizjach cielesnych, a i o tych, i jak dalej jeszcze mówić się będzie.

To pewne, że jeśliby Pan nasz nie miał podnosić duszy w sposób jej właściwy, nigdy nie udzielałby jej obfi­tości ducha Swojego przez te tak ciasne akwadukty form i wyobrażeń i pojęć szczegółowych, za pośrednictwem któ­rych zasila duszę, karmiąc ją po odrobinie. Dlatego mówi Dawid: Mittit crystallum suam sicut buccellas, — spuścił swój pokarm d u s z o m jako kąski (Ps. CXLVII, 17).

Prawdziwie zaś boleć można nad tym, iż duszę, choć jako nie­śmiertelna, posiada uzdolnienie odpowiednie, prowadzą, karmiąc kąskami zmysłowymi, dla swej małoduszności i nie­udolności zmysłowej. Dlatego też i świętemu Pawłowi przykrym było to niedostateczne usposobienie i dzieciństwo duchowe, skoro pisząc do Koryntjan, powiada: Et ego fratres non potni vobis loqui quasi spiritualibus, sed quasi carnalibus. Tamquam parvulis in Christo lac vobis potum dedi, non escam: nondum enim poteratis; sed nee nunc quidem potestis: adhuc enim carnales estis, — i ja bracia nie mo­głem wam mówić jako duchowym, ale jako cielesnym. Jako malutkim w Chrystusie dałem wam mleko na napój, nie pokarm, boście jeszcze nie mogli: ale ani teraz jeszcze możecie: bo jeszcze cieleśni jesteście (1 Kor. III, 1. 2).

Zostaje więc teraz zrozumieć, że dusza nie ma skiero­wywać oczu na ową łupinę kształtu i przedmiotu, która się jej w sposób nadprzyrodzony przedstawia, czy to, odnośnie do zmysłów zewnętrznych w dźwiękach i słowach w słuchu, i w wizjach Świętych i jasności cudownych we wzroku, i w woni w nozdrzach i w słodyczy w smaku, to znów w rozkoszach w dotyku, które zazwyczaj pochodzą od ducha i bardzo często zwykły zdarzać się ludziom duchowym. Podobnie nie ma zwracać ich ku temu, co widzą zmysły wewnętrzne, czyli ku wizjom wyobrażalnym wewnętrznym, lecz raczej, odstąpiwszy od tego wszystkiego, jedynie tylko patrzeć na ducha dobrego, którego wzbudzają, starając się radę tę wypełniać czynnie i wziąć za ćwiczenie, dotyczące służenia Bogu w czystości, bez względu na widzenia i nie dla jakowegoś zmysłowego smaku. A wtedy czerpie się z rzeczy tych jedynie to, czego Bóg żąda i pragnie, to jest, ducha pobożności, albowiem w tym głównie daje je celu, natomiast opuszcza się to, czegoby On dawać zaniechał, gdyby możliwe było człowiekowi przyjąć ich ducha bez tego, co, jakośmy powiedzieli, stanowi przedmiot ćwiczenia i poj­mowania zmysłów.

Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (18)- Wizje nadprzyrodzone nie mogą służyć duszy za bezpośredni środek zjednoczenia z Bogiem


Św. Jan od Krzyża- Wnijście na Górę Karmelu. We Lwowie. Nakładem i drukiem Towarzystwa „Bibljoteka Religijna” im. X. Arcybiskupa Bilczewskiego 1927.

Tagi:

Odpowiedz