Przejdź do treści

„Chrystus wam nic nie pomoże”- O „Błogosławieństwie” par homoseksualnych w Belgii i niemieckiej drodze synodalnej

Biskupi  Flandrii – części Belgii, opublikowali we wtorek dokument opowiadający się za „duszpasterską bliskością z osobami homoseksualnymi”. Zawiera on wzór obrzędu „błogosławieństwa” par tej samej płci. Tekst sugeruje jak mogłyby przebiegać „modlitwy” oraz przedstawia propozycję „przysięgi”,  która brzmi:

Dziękujemy Ci, że mogliśmy się odnaleźć.
Chcemy być dla siebie nawzajem
we wszystkich okolicznościach życia.
Z przekonaniem wyrażamy tutaj
że chcemy pracować nad wzajemnym szczęściem
dzień po dniu.
Modlimy się: daj nam siłę
być wiernym sobie nawzajem
i pogłębić nasze zaangażowanie.
W Twojej bliskości pokładamy ufność,
z Twojego Słowa chcemy żyć,
dali sobie nawzajem na dobre.

Tak oto czyniący jeden z grzechów wołających o pomstę do Nieba gotują sobie piekło, mieszając jeszcze w to Boga.

Św. Jan Chryzostom napisał kiedyś pytanie: „Czemuż to i teraz nie pożera ogień z nieba miast i okolic ? Czemuż ziemi tym grzechem sodomskim zmazanej nie karze Bóg deszczem siarki.” I odpowiedział: „Dlatego, że winowajców czeka ogień nierównie sroższy i czeka kara nierównie cięższa w wieczności.“

Na stronie internetowej „Kościoła katolickiego” w Belgii zamieszczono oświadczenie o inicjatywie wskazując Franciszka jako jej inspiratora: „Papież Franciszek wyraził to również wyraźnie w swoim dokumencie na temat duszpasterstwa rodzin Amoris laetitia (kwiecień 2016), przetłumaczonym jako Radość miłości .”

Jest to chyba pierwszy raz, kiedy grupa biskupów oficjalnie taką ceremonię zaprezentowała. 

Abp. Vigano wydał oświadczenie w związku z tym:

Z wielkim zgorszeniem dla zbawienia dusz i honoru Kościoła Chrystusowego, Konferencja Episkopatu Belgii zatwierdziła i opublikowała obrzęd „błogosławienia” związków homoseksualnych, bezczelnie naruszając niezmienne nauczanie katolickiego Magisterium, które uważa takie związki za „wewnętrznie przewrotne” i które jako takie nie tylko nie może ich błogosławić, ale raczej musi je potępić jako sprzeczne z naturalnym prawem moralnym. Ideologiczna podstawa tego świętokradczego obrządku jest wskazana w subtelnie zwodniczych słowach Amoris Laetitia, w których stwierdza się, że „każda osoba, niezależnie od orientacji seksualnej, powinna być szanowana w swojej godności i traktowana z należytą uwagą.”

Proces doktrynalnego i moralnego rozpasania prowadzony przez sektę Bergoglian trwa w niepowstrzymanym tempie, nie zważając na zamieszanie, jakie wywołuje wśród wiernych i wynikające z tego nieobliczalne szkody dla dusz.

Jest teraz oczywiste, ponad wszelką wątpliwość, że jest absolutnie niemożliwe pogodzenie nauki Ewangelii z wypaczeniami tych heretyków, którzy nadużywają swojej władzy i autorytetu jako Pasterze, używając go do celów zupełnie przeciwnych, dla których Chrystus ustanowił Świętą Hierarchię w Kościele. A jeszcze bardziej widoczne jest przewrotne odwrócenie ról, które ma miejsce, w którym siedzący w Rzymie ma za zadanie sformułować heterodoksyjne zasady sprzeczne z doktryną katolicką, a jego wspólnicy w diecezjach mają za zadanie stosować je w sposób skandaliczny, m.in. piekielna próba podważenia prawa moralnego w celu posłuszeństwa duchowi świata.

Haniebne ekscesy niektórych przedstawicieli Hierarchii znajdują swoje źródło w świadomym i celowym planie pochodzącym z góry, który za pomocą „drogi synodalnej” chce uczynić zbuntowany Episkopat autonomicznym w szerzeniu błędów wiary i moralności, nawet jeśli używa autorytaryzmu, aby uniemożliwić wiernym Biskupom głoszenie Prawdy Chrystusa. (Źródło)

Wbrew potocznym i nagłośnionym  opiniom nie tylko niemiecka „droga synodalna” kończy się nad przepaścią. Ale niemiecki kardynał Walter Brandmüller stwierdził że niemiecka droga synodalna to masowa apostazja i potępił decyzje podjęte przez zgromadzenie Niemieckiej Drogi Synodalnej w dniach 8-10 września we Frankfurcie. Zgromadzenie zaaprobowało homoseksualizm , wyświęcanie kobiet i „płynność” płci . O terrorze niemieckiej drogi synodalnej i ostatnich postanowieniach pisaliśmy tutaj, przedstawiając relację dziennikarki obserwującej proces od środka.

Kardynał Brandmüllerem – który jest również jednym z czterech kardynałów z Dubii, którzy w 2016 roku poprosili Franciszka o wyjaśnienie ” problematycznych stwierdzeń” w jego dokumencie Amoris laetitia stwierdził  że decyzje niemieckich biskupów – z których większość popierała heretyckie stwierdzenia – „diametralnie zaprzeczały nauczaniu Pisma Świętego i Tradycji Apostolskiej”

Jako historyk Kościoła, 93-letni kardynał  widzi również paralelę do zmagań z IV i V wieku naszej ery, „kiedy większość wschodnich biskupów herezji ariańskiej zaprzeczyła boskości Jezusa, podczas gdy św. Atanazy, prześladowany przez nich, był kilkakrotnie wydalany ze swojej stolicy biskupiej lub musiał uciekać”. Ale ostrzega też niemieckich biskupów i świeckich przed konsekwencjami herezji, kiedy dodaje: „Wkrótce armie proroka z Mekki napadły na te kościoły, pozostawiając je w dymie i ruinach…”.

Kardynał również nie zauważa, że nie tylko niemieckich biskupów i świeckich. Teraz heretyckie myślenie widać i słychać na każdym kroku i wszędzie. I nikt nie próbuje go powstrzymać.

Niemiecki prałat Rudolph Voderholzer, jeden z 3 biskupów  którzy opowiadają się przeciwko drodze synodalnej i jej postanowieniam, zwrócił uwagę, że poprzez drogę synodalną niemieccy katolicy są na drodze oddzielenia się od Kościoła Powszechnego:  „Jest to jednak nie tylko „nowa teologia”, która zaczyna się rozpływać w filozofii pozbawionej Bożego Objawienia, ale także podstawa nie odnowionego i oczyszczonego Kościoła, ale podstawa zupełnie innego i w tym sensie, „nowego kościoła”. 

Tragiczne jest jednak to że ci biskupi, którzy takie „odnowy” kościoła krytykują, nie widzą że to jest można rzec „ostatnia prosta” kiedy wszystko ludziom coraz łatwiej wmówić, a odstępczy „nowy kościół” nie zaczął się teraz, tylko trwa od dziesięcioleci. Wystarczy wspomnieć ilu tzw. katolików opowiada się za zabijaniem nienarodzonych dzieci, z różnych rzekomo słusznych powodów, co jest równoznaczne z nie uznawaniem piątego przykazania. Albo ilu wierzy, że piekło to jakaś abstrakcja do straszenia naiwnych, a Bóg jest tak miłosierny, że nikogo tam nie wtrąca. Większość tzw. katolików oburza się na samo zdanie że „Bóg karze”. Nie znają słów Składu Apostolskiego i prawd wiary, a to jest to, w co każdy katolik musi wierzyć żeby mógł się nim nazwać. Żyją sobie w urojonym świecie gdzie przecież teraz ponoć „sami wybieramy piekło” przez odrzucenie Boga, więc można spać spokojnie, bo przecież nikt z nas nie zamierza składać wizyt w piekle, jakby nas po śmierci ktoś o to pytał. I nie ma prawie nikogo kto by ich z tej aberracji otrząsnął.

Mniejszość która jeszcze odróżnia dobro od zła, jest sparaliżowana bo teraz jest już za późno. Vigano nazywa to sektą bergoglian ale raczej powinien nazwać sektą modernistyczną. Już Pius X ostrzegał że jest to zespolenie wszystkich herezji, czy jak kto woli „ściek”. Wszystko toczyło się jak kula śniegowa a wszyscy udają że to wina jednego Franciszka – nie humanizmu którego wypaczone idee głosili jego poprzednicy, w tym tak chwalony przez świat właśnie za ten humanizm Jan Paweł II. Macie swój humanizm i człowieka w centrum kościoła – tyle że odstępczego, bo w katolickim w centrum jest Chrystus i Jego Objawienie.

Prosi się tu zacytować fragment z dzisiaj opublikowanego tekstu z imprimatur świętego biskupa Józefa Pelczara, tak przecież ponoć uznanego, z naszego działu nauka katolicka. Tylko problem jest taki, że „lubi się” tylko to co pasuje do punktu widzenia, a resztę się ignoruje i odrzuca i słucha tych co „łechcą ucho” przyzwalając na grzech.

Ani w dziejach, ani w pismach Apostołów nie znajduje się, chociażby jeden przykład, iżby wiernym miało być dozwolonym jedną z głoszonych nauk wiary, pod jakim bądź pozorem, jako to niepożyteczności, małej wagi, niezrozumiałości itd., w wątpliwość podawać. Odwrotnie, znajdujemy dużo wręcz przeciwnych przykładów. I tak niektórzy z Galatów, przez fałszywych apostołów uwiedzeni, nie chcieli wierzyć, że żydowskie obrzezanie jest niepotrzebne. Bo i cóż w owym czasie mogło się wydawać mniej ważnym, albo więcej obojętnym ? A jednak św. Paweł ostro przeciwko temu wystąpił i oświadczył im bardzo stanowczo, że w razie upierania się przy tym mniemaniu, prawdziwymi chrześcijanami nie będą i w odkupieniu przez Pana Jezusa udziału mieć nie mogą

„Oto ja, Paweł, powiadam wam, iż jeśli będziecie obrzezani, Chrystus wam nic nie pomoże.” (List do Galatów 5:2)

Więc upierajcie się przy czym chcecie i napiszcie sobie inną – ludzką ewangelię – a Bóg i tak jest niezmienny.

Wiara chrześcijanina – jaką być powinna? (1) – Przedmiot wiary

Odpowiedz