Przejdź do treści

Terror „drogi synodalnej” – Relacja niemieckiej dziennikarki

Członkowie niemieckiej „drogi synodalnej” nie uchwalili w czwartek rezolucji wzywającej do zmiany podejścia Kościoła do „etyki seksualnej”.

Ponad dwie trzecie uczestników procesu synodalnego głosowało za przyjęciem dokumentu zatytułowanego „Życie w udanych związkach – Zasady odnowionej etyki seksualnej” ale rezolucja nie zyskała dwóch trzecich biskupów synodalnych -uczestników drogi synodalnej, co jest warunkiem przyjęcia jakiejkolwiek rezolucji. 61 procent głosujących niemieckich biskupów opowiedziało się za rezolucją – 33 biskupów zagłosowało za wnioskiem, 3 wstrzymało się od głosu, a 21 biskupów głosowało przeciw, co wystarczyło, aby powstrzymać przejście uchwały.

W projekcie tekstu stwierdzono, że „seksualność osób tej samej płci – wyrażona również w aktach seksualnych – nie jest … grzechem, który powoduje oddzielenie od Boga i nie należy jej oceniać jako wewnętrznie złej”.

Irme Stetter-Karp, przewodnicząca potężnego świeckiego Centralnego Komitetu Katolików Niemieckich,  powiedziała, że ​​biskupi, którzy sprzeciwiali się tekstowi, powinni byli wyraźniej wyrazić swój sprzeciw podczas wcześniejszych debat. Jednak zwolennicy mniejszości argumentowali, że na zgromadzeniu panowała zastraszająca atmosfera.

„Przewodniczący DBK, biskup Georg Bätzing/Limburg, wyraził głębokie rozczarowanie tą decyzją. On, który jest także jednym z dwóch przewodniczących „Drogi Synodalnej”, wyraził opinię, że synodalność weszła tym samym w „sytuację kryzysową”. Dalsze wypowiedzi Bätzinga mogą doprowadzić do zwiększenia (także publicznego) nacisku na 21 odważnych biskupów: np. jednostronnie stwierdził, że to obecne „ogromne rozczarowanie” na Drodze Synodalnej spowodowały już osoby, „które nie mogą już tu być”. Jednocześnie Bätzing ani jednym słowem nie odniósł się ze zrozumieniem do faktu, że całkiem sporo katolików w Niemczech było już tak rozczarowanych rozwojem sytuacji na drodze synodalnej, że rozważali odejście z Kościoła lub nawet to zrobili.

Trzech biskupów wstrzymujących się  najwyraźniej chciało uniknąć przewidywalnej presji wobec nich, przyczyniając się również do tego, że wymagana większość dwóch trzecich nie zaistniała.

O tym jak ta „ścieżka synodalna”, zapewne nie tylko niemiecka wygląda w praktyce można dowiedzieć się z artykułu dziennikarki EWTN Anny Diouf obserwującej proces synodalny: 

„Muszę przeprosić. Co najmniej 21 biskupów. Nie rozumiałem: „Dlaczego nie walczycie?”, chciałem ich zapytać ”. Jednak po pierwszym dniu pobytu na zgromadzeniu synodalnym, jak powiedziała, „teraz sama to odczuła”: „Presja. Nagonka Oczywiste groźby poprzedzone słowami „nie chcę nikogo straszyć, ale…”. Obelgi, które kończą się żądaniem „Nie wolno nam nikogo krzywdzić…”. Nie mogę już lekko wymagać męczeństwa od tych, którzy przez lata znosili to wyzwanie. Niesprawiedliwość, zakłamanie, hipokryzja tej drogi synodalnej wychodzą na jaw, ponieważ pomimo gróźb, manipulacji, ostrzału ze strony mediów świeckich i nielicznych prokościelnych i kościelnych mediów, zgromadziło się 21 nieugiętych ”.

Na marginesie trzeba dodać że niestety połowa z tych „nieugiętych „zagłosowała  w piątek za uchwałą która dopuszcza kobiety do „posługi sakramentalnej”. W tekście twierdzi się  że „od pokoleń wiele kobiet wiedziało, że zostały powołane przez Boga na diakonisy lub kapłanki” i proponuje, aby „w przyszłości to nie płeć decydowała o przydziale posług, ale powołanie, zdolności i umiejętności, które służą głoszeniu Ewangelii w naszych czasach”.  45 biskupów zagłosowało za uchwałą, 10 przeciw a 5 wstrzymało się. Dokument stał się formalną uchwałą na drodze synodalnej.

Wracając do „synodalności” czyli „demokracji”,  a raczej dyktatury, bo  „Synodalność oznacza dla większości zgromadzonych tutaj: Moje zdanie będzie egzekwowane” pisze Anna Diouf :

„„Debata” brzmi tak ładnie: każdy może otwarcie powiedzieć, co czuje. Ale na pewno tak nie jest na ścieżce synodalnej. Na ścieżce synodalnej jest prawomocny pogląd i źli ludzie, którzy odmawiają. Twoja odmowa nie jest uzasadniona. Twoje wątpliwości się nie liczą. Nie są też w żaden sposób autentyczni, uczciwi i zainteresowani dialogiem – bo nie reprezentują opinii większości! Jeśli tego nie zrobisz, jesteś zły per se. Zostało to wystarczająco i wielokrotnie wyjaśnione w ciągu kilku godzin pierwszego dnia zgromadzenia synodalnego. Jeśli nie zmienisz zdania, jesteś uparty, wyzywający. Ale pamiętajcie, że dotyczy to tylko stanowisk, które są wierne nauce [kościoła].”

„To rażąca nieprawda. Tylko: jest coś, co zauważasz tylko wtedy, gdy jesteś naprawdę tutaj, tutaj, na sali: niezrozumiałe samozaślepienie dużej części synodystów, która jest niezrozumiałe dla osoby postronnej. Debaty prowadzone są w taki sposób, że każdy, kto wypowiada się przeciwko opinii większości, zostaje „zmiażdżony”. Natychmiast i bezlitośnie. Synodaliści, którzy wypowiadają proste, oparte na faktach argumenty przeciwko poczuciu większości, natychmiast otrzymują nagrodę: są skarceni, są lekceważeni. Są ostro strofowani, nawet jeśli na krótko przekroczą czas wystąpienia, natomiast rzecznicy własnego zdania są łagodnie proszeni o usprawiedliwienie się i przejście do końca.”

 

Przewodnicząca ZdK Irme Stetter-Karp – która sama bardzo ostro walczy o forsowanie antykatolickich poglądów nawet wybuchnęła płaczem z powodu zaistniałej sytuacji i oskarżyła biskupów, którzy głosowali przeciw, o „odmowę rozmowy” co jak twierdzi niemiecka dziennikarka jest wynikiem zaślepienia „ponieważ stali się tak ślepi, tak głusi, że w rzeczywistości nie słyszeli zarzutów”. Kiedy biskupi wyrażają sprzeciw to „i tak nikt nie chce tego słyszeć. A za to, że większość nie chce być wysłuchana, teraz otwarcie pociąga się do odpowiedzialności tych, którzy nie posługiwali się krzykiem i agitacją, ale po cichu zaakceptowali, że nie są słuchani.”

Thomas Söding, wiceprzewodniczący Centralnego Komitetu Katolików Niemieckich, w czwartek po głosowaniu stwierdził, że jest gotów „zrobić wszystko, aby obawy o reformę nie zostały ponownie zniesławione przez małą mniejszość, zarówno w kraju, jak i za granicą”. Tak zwane „zniesławienie” odnosi się do krytyk ze strony Konferencji Episkopatu Polski, Konferencji Episkopatu Nordyckiego, ponad 70 biskupów i kardynałów na całym świecie, którzy wyraźnie zwrócili się przeciwko niemieckiej „drodze synodalnej” w oparciu o Magisterium Kościoła. 

 

„To nie jest wspólnota synodalna” – podsumowała swoją relację dziennikarka Anna Diouf. Ale to mało powiedziane. To nie jest Kościół. 70 biskupów wypowiadających sprzeciw wobec zmienianiu Ewangelii,  podczas gdy w samej Polsce jest ich prawie dwa razy więcej jest tylko obrazem ruiny modernistycznego kościoła. I nie byłoby się czym przejmować gdyby nie podszywał się pod prawdziwy i nie pędził wiernych prostą drogą do piekła. Jest słuszny pogląd i źli ludzie, którzy odmawiają słuchania. Ich odmowa jest nieuzasadniona.  Nie są zainteresowani „dialogiem”.  Ich wątpliwości się nie liczą.

Jak to się ma do definicji że „Synodalność to podążanie razem. Realizuje się to przez słuchanie siebie nawzajem”? Tak samo jak hasła rewolucji francuskiej do ich efektów.

Ale ty idź i daj „na tacę” – niech biskup dalej się utwierdza że ma władzę. Bo już dawno przywykł że liczy się „synodalność” – czyli mówić tylko to co ludzie chcą usłyszeć. W końcu synodalnie jeszcze tego nie zmieniono i może jeszcze pozwala ci klękać. I to nic że do garstki stosuje się masońskie hasła – ” wolność, równość i braterstwo…..albo śmierć” 

 


Agnieszka Szaroleta

Odpowiedz