Przejdź do treści

O obowiązku zadośćuczynienia Najświętszemu Sercu Jezusowemu: Encyklika „Miserentissimus Redemptor”- Pius XI

Czcigodni Bracia! Pozdrowienie Wam i błogosła­wieństwo apostolskie!

Chrystus po wsze czasy z Kościołem.

Najmiłosierniejszy nasz Zbawiciel, dokonawszy na drzewie krzyża zbawienia rodzaju ludzkiego, a chcąc przed odejściem z tego świata i wstąpieniem do Ojca pocieszyć strwożonych swych apostołów i uczniów, rzekł do nich: Oto ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata (Mat. 28, 30). Słowo to, zaprawdę radosne nad wyraz, źródłem jest przeobfitym nadziei i pokoju ducha. Ono też, Czcigodni Bracia, samo się nam nasuwa, ilekroć z tego miejsca jakby z wyniosłej strażnicy spoglądamy na całe społeczeństwo ludzkie, nękane takim ogromem zła i nieszczęść, i patrzymy na sam Kościół, wystawiony bezustannie na napaści i pod­stępne zamachy.

Boska ta obietnica bowiem, jak zrazu podniosła na duchu przygnębionych apostołów, a pokrzepionych za­chęciła i zagrzała do rzucania po całym świecie posiewu nauki ewangelicznej, tak i później wspierała Kościół we walce zwycięskiej z potęgami piekła. Bo też w isto­cie Jezus Chrystus nie opuścił nigdy swego Kościoła.
Ze skuteczniejszą wszakże spieszył mu pomocą i obroną wtedy, gdy większe niebezpieczeństwa lub sroższe udręczenia zagrażały Kościołowi, niosąc mu środki ratunku najlepiej przystosowane do czasu i okoliczności, mocą
tej Boskiej Mądrości, która dosięga od końca aż do końca mocnie i rozrządza wszystko wdzięcznie (Mądr. 8,1).
Wszelako w bliższych nam nawet czasach nie ukróciła się ręka Pańska, aby nie mogła zbawić (Iz. 59, 1), zwłaszcza gdy wkradła się i rozkrzewiła dość szeroko błędna nauka, rodząca obawę, by zdroje życia chrześcijańskiego nie powysychały ludziom odwróconym od miłości Boga i obcowania z nim.

O tym, na co się żalił Najsłodszy Jezus przed Małgorzatą-Marją Alacoque, gdy raczył się jej ukazać, jakie wyraził życzenie względem ludzi, czego się po nich spodziewa dla ich własnego dobra, o tym może nie wie część wiernych a inni nie troszczą się o to. Toteż chcie­libyśmy z Wami, Czcigodni Bracia, pomówić nieco o obowiązku godnego zadośćuczynienia, który mamy względem Najśw. Serca Jezusowego, a to w tym celu, aby każdy z Was pouczył dokładnie swe owieczki o tym, co Wam wyłożymy, i zachęcił je do wykonania naszych wskazań.

Nabożeństwo do Najśw. Serca zadatkiem zbawienia.

Wśród wielu dowodów niezmierzonej dobroci na­szego Odkupiciela jednym z najświetniejszych jest ten, że gdy ostygła miłość wiernych, podano miłość samego Boga ku czci szczególniejszej, a skarby jego dobroci otwarto na oścież w nabożeństwie, zwracającym się do Najśw. Serca Jezusowego, w którem skryte są wszystkie skarby mądrości i umiejętności (Kol. 2, 3).

Albowiem jak niegdyś nad rodzajem ludzkim wychodzącym z arki Noego Bóg raczył na znak przymierza przyjaźni rozpiąć świetlany luk tęczy, ukazujący się w obłokach (Rodz. 9,14), tak i w najburzliwszych chwilach ostatnich czasów, kiedy srożyła się najzłośliwsza z wszystkich herezji, jansenizm, godząca w miłość i cześć Boga i przedstawiająca Boga nie jako Ojca kochającego lecz jako strasznego i nie­ubłaganego sędziego, Najłaskawszy Jezus ukazał ludom swe Serce Najśw. jako godło pokoju i miłości, zapowia­dając niewątpliwe we walkach zwycięstwo.

Toteż szczęsnej pamięci poprzednik nasz Leon XIII, podziwiając zdumiewającą celowość czci Najśw. Serca Jezusowego, nie zawahał się oświadczyć w encyklice Annum Sacrum: „Gdy Kościół w zaraniu swych dziejów uginał się pod jarzmem cezarów, krzyż, ukazujący się na niebie oczom młodego cesarza, był zapowiedzią i przyczyną zupełnego zwycięstwa. A oto za dni naszych ukazuje się naszym oczom znak boski, wróżący wszelką pomyślność: Serce Najśw. Jezusa z krzyżem u góry, jaśniejące wśród blasku płomieni. W nim pokładamy wszelkie swe nadzieje, u niego należy szukać, od niego oczekiwać zbawienia ludzkiego.”

I słusznie, Bracia Czcigodni. W tym znaku najpo­myślniejszym i we formie czci, wypływającej z niego, czy nie znajdujemy streszczenia całej religji i prawidła życia doskonalszego, skoro to nabożeństwo prędzej do­ prowadza dusze do głębszego poznania Chrystusa Pana i skoro pobudza je skuteczniej do gorętszego umiłowa­nia go i bliższego naśladowania? Nic tedy dziwnego, że Nasi poprzednicy nie ustawali w obronie tego naj­doskonalszego nabożeństwa od napaści oszczerców, w gorących dlań pochwałach i w gorliwym szerzeniu go sto­sownie do wymagań czasu i okoliczności. Z natchnienia bożego zaś stało się, iż rosła wśród wiernych coraz bar­dziej chęć pobożna uczczenia Najśw. Serca Jezusowego. Stąd powstały tu i ówdzie pobożne stowarzyszenia, po­święcone szerzeniu czci Boskiego Serca; stąd ów zwy­czaj, dziś tak rozpowszechniony, przyjmowania komunji św. wedle życzenia Chrystusa Pana w pierwszy piątek każdego miesiąca.

Poświęcenie się Boskiemu Sercu Jezusa.

Spośród praktyk, związanych ściślej ze czcią Najśw. Serca, wybija się pobożna praktyka poświęcania Boskiemu Sercu Jezusa samych siebie i wszystkiego, co posiadamy a co zawdzięczamy odwiecznej Boga miłości. Gdy nasz Zbawiciel, powodując się nie tyle prawem swoim, ile bezbrzeżną ku nam miłością, pouczył niewinną uczen­nicę swego Serca, Małgorzatę-Marię, jak bardzo pragnie, by ludzie w ten sposób oddawali mu cześć, ona pierwsza ze wszystkich wraz z swym przewodnikiem duchownym, Klaudiuszem de la Colombiere, spełniła ten obowiązek.
Za jej przykładem poszły z biegiem czasu jednostki, potem rodziny całe i zrzeszenia, a w końcu nawet władze, miasta i państwa. Kiedy jednak w ubiegłym stuleciu i w naszych czasach knowania bezbożników doprowa­dziły do tego, że przestano uznawać najwyższe władz­two Chrystusa Pana i wypowiedziano otwarcie wojnę Kościołowi, uchwalając ustawy i rozporządzenia sprzeczne z prawem boskim i przyrodzonym, posuwając się aż do zwoływania zebrań, na których wołano: Nie chcemy, by ten nad nami panował (Łuk. 9, 14), wtedy poświęcenie to zamieniło się jakby w jednogłośny chór czci­cieli Serca Najśw., protestujący w obronie chwały i praw jego i wołający: Chrystus winien królować (1 Kor. 15, 25), Przyjdź królestwo twoje. I oto stało się szczęśliwie, że na początku bieżącego stulecia Nasz poprzednik śp. Leon XIII, ku radości całego świata poświęcił Boskiemu Sercu cały ród ludzki, będący z natury rzeczy własnością Chrystusa, w którym jednym wszystko się odradza (Efez. 1, 10).

 

Święto Chrystusa-Króla.

Był to początek pomyślny i pocieszający. Przychy­lając się, jak to zaznaczaliśmy w encyklice Quas primas, do wielokrotnych i licznych życzeń i próśb biskupów i wiernych, Myśmy sami za łaską bożą uzupełnili i za­kończyli to dzieło, ustanawiając pod koniec roku jubi­leuszowego święto Chrystusa Króla powszechnego, które ma być uroczyście obchodzone po całym świecie chrze­ścijańskim. Aktem tym nie tylko postawiliśmy w jasnym świetle najwyższą władzę Chrystusa nad wszechświatem, społeczeństwem, rodziną i jednostką ludzką, lecz daliśmy również przedsmak radości tego dnia najpożądańszego, w którym świat cały z własnego popędu podda się najsłodszemu panowaniu Chrystusa-Króla. Toteż zarządzi­liśmy równocześnie, aby każdego roku z okazji tego święta wznawiano to ofiarowanie w tym celu, by z tym większą pewnością i obfitością zbierać jego owoce, oraz by zjednoczyć wszystkie narody miłością chrześcijańską i węzłami pokoju w Sercu Króla królów i Pana panu­jących

 

Konieczność zadośćuczynienia.

Do wszystkich tych hołdów, w szczególności zaś do tego tak płodnego w owoce poświęcenia, potwier­dzonego niejako przez uroczyste świętowanie Chrystusa-Króla, należy dołączyć inny jeszcze hołd, o którym, Czcigodni Bracia, pragniemy pomówić z Wami obszer­niej: należy dołączyć obowiązek godnego zadośćczynie­nia czyli wynagradzania Najśw. Sercu Jezusowemu. Albo­wiem jeśli poświęcenie się ma na celu głównie i przede wszystkim odwzajemnianie się Stwórcy miłością za miłość, wynika stąd, że należy się zadośćuczynienie tej samej Miłości odwiecznej (1) za krzywdy, wyrządzone jej bądź przez niedbalstwo i zapomnienie, bądź przez obrazę czynną, co nazywamy pospolicie obowiązkiem wynagro­dzenia.

Pobudki ogólne do zadośćczynienia.

Jeśli zaś te same racje pobudzają do spełniania jednego i drugiego obowiązku, to jednak bardziej na­gląca pobudka sprawiedliwości i miłości domaga się od nas w szczególniejszy sposób wynagrodzenia i ekspiacji. Jest to pobudka sprawiedliwości — aby zadośćuczynić za obrazę wyrządzoną Bogu naszymi przewinieniami i przywrócić pokutą naruszony porządek. Jest to po­budka miłości — aby współczuć z Chrystusem cierpią­cym i nasyconym zelżywościami, i by pocieszyć go nieco w miarę naszej nieudolności. Ponieważ bowiem wszyscy jesteśmy grzesznikami i obciążają nas liczne wykrocze­nia, winniśmy oddawać Bogu nie tylko cześć adoracji, składając Najwyższemu jego Majestatowi należne mu hołdy, nie tylko cześć modlitwy, która uznaje jego naj­ wyższe panowanie, nie tylko cześć dziękczynienia, która sławi jego szczodrobliwość bezgraniczną; winniśmy nadto czynić zadość Bogu mścicielowi za nasze niezliczone grzechy, przewinienia i zaniedbania. Do ofiary zatem, którą się Bogu oddajemy i dla której uchodzimy za po­święconych Bogu, z świętością i stałością, stanowiącą według Doktora anielskiego (2-a 2-ae qu. 81, a. 8-c) cechę ofiary, dołączyć należy zadośćuczynienie, które maże całkowicie nasze grzechy, dołączyć należy dlatego, ażeby świętość najwyższej sprawiedliwości nie odtrąciła nas jako niegodnych i bezwstydnych i nie odrzuciła raczej naszego daru, zamiast przyjąć go z upodobaniem.

Obowiązek zadośćuczynienia dla całego rodzaju ludzkiego.

Ten zaś obowiązek ekspiacji ciąży na całym rodzie ludzkim, ponieważ, jak uczy nas wiara chrześcijańska, po opłakanym upadku Adama skażony został zmazą dziedziczną, poddany pożądliwości, znieprawiony w spo­sób godny pożałowania i miał być skazany na wieczne  zatracenie. Wprawdzie niektórzy zarozumiali mędrcy współcześni, idąc za starym błędem Pelagjusza, przeczą tej prawdzie i wychwalają jakąś cnotę wrodzoną naturze ludzkiej, która jakoby własną siłą prowadziła ku coraz wyższej doskonałości. Atoli apostoł odrzuca tę błędną naukę pychy ludzkiej, pouczając nas, iż byliśmy z przy­rodzenia synami gniewu (Ef. 2, 3). I rzeczywiście od samego początku ludzie jakby uznawali ten obowiązek wspólnego zadośćczynienia i wiedzeni jakimś zmysłem przyrodzonym, poczęli go wprowadzać w czyn, składając Bogu nawet publiczne ofiary przebłagalne.

 

Ofiara Chrystusa.

Atoli żadna moc stworzona nie była zdolna odpo­kutować za zbrodnie ludzkie, gdyby Syn Boży nie był przyjął natury człowieczej, by ją naprawić i podźwignąć. Pan nasz i Zbawiciel sam to przepowiedział przez usta psalmisty: Nie chciałeś ofiary i objaty, aleś mi ciało sposobił. Całopalenia i za grzech nie spodobały ci się. Wtedym rzekł: Oto idę (Żyd. 10, 5— 7). I zaprawdę prawdziwie choroby nasze on nosił, a boleści nasze on odnosił; zranion jest za nieprawości nasze (Iz. 53, 4 — 5), i sam na ciele swem grzechy nasze nosił na drzewie… (1 Piotr 2, 24), zmazawszy, który był przeciwko nam, cyrograf dekretu, który był nam przeciwny, i ten zniósł z pośrodku, przybiwszy go do krzyża... (Kol. 2, 14), aby­śmy umarłszy grzechom, żyli sprawiedliwości (1 Piotr 2,24).

Nasze zadośćczynienie łączy się z zadośćuczynieniem Chrystusa.

Zapewne obfite odkupienie Chrystusa szczodrze da­rowało nam wszystkie grzechy (Kol. 2, 13). Jednakże przedziwny porządek mądrości Bożej chce, byśmy na ciele naszym wypełnili, czego niedostawa utrapieniom  Chrystusowym za ciało jego, które jest Kościół (Kol. 1, 24). Toteż z daniną chwały i zadosyćuczynienia, którą Chrystus złożył Ojcu w imieniu grzeszników, możemy a na­wet powinniśmy łączyć nasze również pochwały i wynagrodzenia. Zawsze jednak winniśmy pamiętać o tym, że wszystka moc ekspiacji płynie z jedynej krwawej ofiary Chrystusa, która ponawia się bezustannie w spo­sób bezkrwawy na naszych ołtarzach, albowiem jest to jedna i ta sama ofiara, ten sam, który ofiaruje się obec­nie przez posługiwanie kapłanów i który ofiarował kie­dyś sam siebie na krzyżu, a tylko odmienny jest sposób ofiarowania (Sobór Tryd. sess. 22, r. 2). Dlatego z tą najdostojniejszą ofiarą eucharystyczną winno jednoczyć się ofiarowanie się kapłanów i innych wiernych, by oni również ofiarowali się jako ofiary żyjące, święte, przy­jemne Bogu (Rzym. 12, 1). Św. Cyprjan nie waha się nawet twierdzić, że ofiara Pańska nie spełnia się z na­leżytą świętością, jeśli oddanie się nasze i nasza ofiara nie odpowiada jego Męce (Ep. 63, n. 381). Dlatego to żąda apostoł, abyśmy zawsze umartwienie Jezusa z sobą nosząc w ciele naszym (2 Kor. 4, 10) i pogrzebani z Chry­stusem i wszczepieni weń przez podobieństwo do śmierci jego (Rzym. 6, 4 — 5), nietylko krzyżowali swe ciało z jego namiętnościami i pożądliwościami (cf. Gal. 5, 24), unikając skażenia tej pożądliwości, która jest na świecie (cf. 2 Piotr 1, 4), lecz aby i żyw ot Jezusów w naszych ciałach był okazany (2 Kor. 4, 10) i abyśmy, uczestni­cząc w jego wiecznym kapłaństwie, ofiarowali dary i ofiary za grzechy (Żyd. 5, 1). Albowiem do uczestni­czenia w tym tajemniczym kapłaństwie i urzędzie zadośćczynienia i ofiarowywania dopuszczeni są nie tylko ci, których pośrednictwa używa nasz Arcykapłan, Jezus Chrystus, przy składaniu Imieniowi Boskiemu czystej ofiary, mającej się składać w każdym miejscu od wschodu słońca aż do zachodu (Mai. 1, 11), lecz również i cały lud chrześcijański, nazwany słusznie przez księcia apo­stołów rodzajem wybranym, królewskim kapłaństwem (1 Piotr 2, 9), powinien zarówno za siebie, jak i za cały ród ludzki składać ofiary za grzechy (cf. Żyd. 5, 1), po­dobnie jak każdy kapłan i arcykapłan z ludzi wzięty, dla ludzi bywa postanowiony w tym, co do Boga należy (Żyd. 5, 1 .)

Im bardziej zaś nasza ofiara i nasze poświęcenie upodobni się do Pańskiej ofiary, tzn. im doskonalej złożymy ofiarę z własnej miłości i z namiętności i ukrzy­żujemy swe ciało owym duchowym krzyżowaniem, o którym mówił apostoł, tym obfitsze owoce pojednania i za­dośćuczynienia spłyną na nas i na innych. Cudowne bowiem obcowanie łączy wszystkich wiernych z Chry­stusem, podobne do tego, które istnieje między głową a innymi członkami ciała. Przez tę tajemnicę obcowania świętych, którą wyznaje wiara katolicka, jednostki i ludy połączone są nie tylko między sobą, lecz również i z Tym, „który jest głowa Chrystus, z którego wszystko ciało złożone i spojone będąc podług miary każdego członka i tak czyni pomnożenie ciała ku zbudowaniu samego siebie w miłości (Efez. 4, 15— 16). O to też sam Pośred­nik między Bogiem i ludźmi, Jezus Chrystus, prosił Ojca w obliczu śmierci: Ja w nich, a Ty we mnie, aby do­skonałą osiągnęli jedność (Jan 17, 23).

Jak tedy poświęcenie się jest wyznaniem i umoc­nieniem jedności z Chrystusem, tak znów ekspiacja zapoczątkowuje to zjednoczenie, zmywając winy, udosko­nala je przez uczestniczenie w cierpieniach Chrystusowych i wieńczy je przez ofiary na rzecz braci. I to za­iste było zamiarem miłosiernego Jezusa, gdy raczył nam okazać swe Serce, noszące znaki Męki i opromienione płomieniem miłości, w tym mianowicie celu, byśmy zrozumiawszy bezbrzeżną ohydę grzechu i podziwiając bez­graniczną miłość Odkupiciela, znienawidzili tern silniej grzech i tym gorętszą odwzajemnili się jemu miłością.

W czci Serca Jezusowego zadośćuczynienie odgrywa główną rolę.

W istocie duch ekspiacji czyli zadośćczynienia od­grywa główną rolę w nabożeństwie do Najśw. Serca Jezusowego i nic tak nie odpowiada pochodzeniu, istocie, skuteczności i praktykom, właściwym tej formie nabo­żeństwa, jak to potwierdzają dzieje i zwyczaje a nie­ mniej liturgia święta i akty najwyższych Pasterzy Ko­ścioła.

Albowiem gdy Chrystus objawił się Małgorzacie-Marii, pouczając ją o nieskończonej swojej miłości, żalił się z bólem w takich słowach, które oby zapadły do dusz pobożnych i nigdy nie były przez nie zapomniane, na niezliczone i niesłychane zniewagi, które mu nie­ wdzięczność ludzi zadaje. Patrz! oto Serce, mówił, które tak wielce umiłowało ludzi i tak hojnie obsypało ich wszelkimi darami, a które w zamian za swą miłość bez­ graniczną, nie tylko nie doczekało się wdzięczności, lecz doznaje zapomnienia, wzgardy i obelgi i to niejednokrot­nie ze strony tych, którzy byliby obowiązani do szcze­gólniejszej miłości. Dla zmazania tych win wśród wielu środków wskazał dwa jako sobie najmilsze, aby ludzie w zamiarze ekspiacji przyjmowali t. zw. „komunię wy­nagradzającą” i aby się przez całą godzinę oddawali modlitwie i błaganiu, co słusznie nazwano „Świętą Go­dziną”. Te nabożne ćwiczenia Kościół nie tylko zatwier­dził, lecz także obdarzył nader obfitymi łaskami.

Nasze zadośćuczynienie jest pociechą dla cierpiącego Chrystusa.

Lecz jakżeż tego rodzaju pobożne zadośćuczynienia mogą pocieszyć Chrystusa, który w chwale króluje w niebiosach? Na to odpowiemy słowami św. Augustyna, które można tu dobrze zastosować. „Przywołaj mi ta­kiego, co kocha, a zrozumie, co mówię” (In loan. Evang.Tract. XXIV, 4).

Ktokolwiek bowiem miłuje prawdziwie Boga, ten patrząc w przeszłość, widzi i ogląda w rozmyślaniu, jak Chrystus cierpi za człowieka, znosi bóle i katusze, jak dla nas ludzi i dla naszego zbawienia prawie jest zmiaż­dżony smutkiem, udręką ducha i zniewagami a wreszcie starty za nieprawości nasze (Iz. 53, 5), uzdrawia nas swą sinością. A wszystkie te rozmyślania dusz poboż­nych opierają się na tym głębszej podstawie, iż grzechy i nieprawości, popełnione przez ludzi każdego czasu, były powodem, że Syn Boży został wydany na śmierć, i że one teraz również stałyby się powodem jego śmierci, połączonej z takim samym bólem i z taką samą męką, bo każdy z tych grzechów wznawia niejako Mękę Pana, na nowo krzyżując Syna Bożego i na pośmiewisko go mając (Żyd. 6, 6). Jeśli zaś z powodu naszych grzechów, przyszłych wprawdzie i przewidzianych, smutna była dusza Chrystusa aż do śmierci, to bezwątpienia i po­ciechy niejakiej doznawała, widząc przyszłe także zadość­uczynienia nasze, gdy ukazał się mu anioł z nieba (Łuk. 22, 43), aby pocieszyć jego Serce przygnębione utrapieniem i boleścią.

Dlatego też możemy i powinni­śmy to Najśw. Serce, które niewdzięczni ludzie ranią bezustannie grzechami, i teraz pocieszać. Dziwny to wprawdzie sposób pocieszania, wszelako prawdziwy, jeśli, jak czytamy w liturgji św., sam Chrystus żali się przez usta psalmisty, iż go przyjaciele jego opuścili: Serce moje pełne jest urągania i nędzy; czekałem, by ktoś współczuł, a nie było, by ktoś pocieszył, a nie znalazłem żadnego (Ps. 68, 21).

Cierpienia Chrystusa w Kościele.

Dodajmy, że Męka zadośćczyniąca Chrystusa wzna­wia się a poniekąd trwa i dopełnia się w jego ciele mistycznym, którem jest Kościół. Albowiem, że znowu użyjemy słów św. Augustyna (In Ps. 86), wycierpiał Chrystus, co miał wycierpieć; już mierze jego cierpień nie brak niczego. A więc wypełniły się cierpienia, atoli w głowie; pozostają jeszcze cierpienia Chrystusa w ciele. Co też sam Pan Jezus raczył oświadczyć, gdyż mówiąc do Szawła, dyszącego jeszcze groźbami i morderstwem przeciw uczniom jego (Dzieje 9, 1), rzekł: Jam jest Jezus, którego ty prześladujesz (Dzieje 9, 5), wskazując niedwu­znacznie, że prześladowania, skierowane przeciw Kościołowi, godzą w samą Boską Głowę jego i ranią ją. Słu­sznie zatem Chrystus, cierpiący dotychczas w swym ciele mistycznym, pragnie, byśmy byli towarzyszami jego ekspiacji, czego się zresztą domaga nawet nasz ścisły do niego stosunek, albowiem jeśli jesteśmy ciałem Chrystusa i jego członkami (1 Kor. 12, 27), potrzeba, aby, co cierpi głowa, cierpiały z nią wespół wszystkie członki (1 Kor. 12, 26).

Nieodzowność zadośćczynienia w naszych czasach.

Jak wielka zachodzi konieczność tego rodzaju za­dośćuczynienia w naszych czasach, nie ujdzie uwagi nikogo, kto przejrzy okiem i duszą ten świat pogrążony — jak powiedzieliśmy na początku — w nieprawości (1 Jan 5, 19). Zewsząd bowiem dochodzą nas jęki i wo­łania narodów, których książęta i kierownicy prawdzi­wie powstają i łączą się przeciw Panu i przeciw jego Kościołowi (Cf. Ps. 2, 2). Widzimy, jak w tych krajach podeptano prawa boskie i ludzkie, jak burzą i niszczą świątynie Pańskie, jak wyganiają zakonników i zakon­nice z ich klasztorów, lżąc ich i morząc srodze głodem i więzieniem; jak odrywają szeregi chłopców i dziewcząt od łona Matki Kościoła, zmuszając ich do wyparcia się Chrystusa, do bluźnierstw i do najgorszych występków nieczystości; jak cały lud chrześcijański, srodze zmor­dowany i rozprószony, żyje w ciągłem niebezpieczeń­stwie albo odstępstwa od wiary albo śmierci najokrut­niejszej. Wszystko to tak jest smutne, że podobny stan rzeczy zdaje się już teraz zapowiadać te początki bólów, które wznieci człowiek grzechu, wynoszący się ponad wszystko, co zwie się Bogiem i otoczone jest czcią (2 Tes. 2, 4).

Jeszcze bardziej należy ubolewać, Czcigodni Bracia, że nawet wśród wiernych, obmytych na chrzcie św. krwią niewinnego Baranka i uposażonych bogato łaską, znajduje się tylu ludzi wszelkiego stanu, którzy w swej niebywałej nieznajomości rzeczy boskich zarażeni błędną nauką i zaplątani w sieć grzechów, z dala od domu Ojca wiodą życie, którego nie opromienia światło praw­dziwej wiary ani nie osładza nadzieja przyszłej szczę­śliwości ani też nie wzmacnia i nie rozgrzewa żar mi­łości, tak że wydają się oni pozostawać naprawdę w ciemnościach i cieniu śmierci. Wzmaga się nadto co­raz bardziej wśród wiernych zaniedbywanie karności kościelnej i dawnych urządzeń, na których opiera się całe życie chrześcijańskie, a które kierują życiem rodzinnym i ochraniają świętość węzła małżeńskiego; wręcz zaniedbane lub zniewieściałością wypaczone jest wycho­wanie dzieci, a Kościołowi odjęta możność wychowania chrześcijańskiej młodzieży; w życiu i ubiorze, zwłaszcza niewieścim, zapomniano o wstydliwości chrześcijańskiej; panuje nieposkromiona pożądliwość dóbr doczesnych, bezwzględna walka partyjna, nie liczące się z sumieniem ubieganie o poklask ludu, poniżenie prawowitej władzy, wreszcie nieposzanowanie słowa Bożego, przez co i wiara się podkopuje albo wystawia na wielkie niebezpieczeń­stwa.

Szczytem niejako tych wszystkich nieprawości jest tchórzliwość i ospałość tych, którzy za przykładem śpią­cych i uciekających uczniów, zachwiani w wierze, nędz­nie opuszczają Chrystusa, gdy go ogarniają smutki i ota­czają słudzy szatana, jak również przewrotność tych, którzy na wzór zdrajcy Judasza, bez zastanowienia się i świętokradzko zbliżają się do Stołu Pańskiego, lub też przechodzą do obozu nieprzyjaciół. Dlatego to nasuwa się mimo woli myśl, że nadeszły te czasy, o których Pan nasz przepowiedział: Ponieważ wezbrała się niepra­wość, oziębnie miłość wielu (Mat. 24, 12).

Różne formy zadosyćczynienia.

Być nie może, aby wierni, którzy pobożnie rozważą to wszystko, nie zapłonęli miłością ku Chrystusowi bo­lejącemu i nie zabrali się z większym zapałem do od­ pokutowania swych własnych i cudzych win, do przy­wrócenia czci Chrystusowi i do pracy nad wiecznym dusz zbawieniem. I zaprawdę słowa apostoła: Gdzie wzmógł się grzech, tam obficiej wzmogła się łaska (Rzym 5, 20) godzi się zastosować w pewnej mierze także, kreśląc obraz naszych czasów. Albowiem w miarę, jak wzrasta przewrotność ludzka, tak równocześnie cu­downym sposobem przy pomocy Ducha Św. wzrasta również liczba wiernych, mężczyzn i niewiast, którzy usiłują z większym zapałem zadośćuczynić Boskiemu Sercu za tyle krzywd mu wyrządzanych, a nawet nie wahają się poświęcić samych siebie w ofierze dla Chry­stusa.

Bo jeśli kto rozważa z miłością w duszy swojej, cośmy dotąd powiedzieli, i przejmie się tym do głębi, to niechybnie nie tylko będzie unikał najpilniej wszel­kiego grzechu, jako największego zła, ale nadto odda się całkowicie woli Bożej. Taki będzie usiłował naprawić znieważoną cześć Boskiego Majestatu, modląc się nieustannie, ćwicząc się w umartwieniu, znosząc cierpliwie zdarzające się przykrości i całe życie swoje zaprawiając duchem ekspiacji. Ta to myśl zrodziła liczne stowarzyszenia mężczyzn i niewiast, które w gorliwej swej służbie usiłują niejako zastępować dniem i nocą anioła, pocieszającego Jezusa w Ogrodzie Oliwnym. Z niej też powstały bractwa po­bożne, przez Stolicę Apostolską zatwierdzone i uposa­żone odpustami, które przyjęły na siebie ten sam obo­wiązek ekspiacji, wykonywanej przez odpowiednie ćwi­czenia pobożności i przez zaprawianie się w cnocie. Ona też wreszcie, że pominiemy inne rzeczy, dała po­czątek nabożeństwom i uroczystym t.zw. aktom wyna­gradzającym lub publicznym przeprosinom, którymi bądź wierni z osobna, bądź całe parafie, diecezje i państwa usiłują uczynić zadość za zniewagi wyrządzone Bogu.

Praktyczne wskazówki.

Wobec tego wszystkiego, Czcigodni Bracia, skoro akt poświęcenia, zrodzony ze słabych początków, rozpowszechnił się i wreszcie przez zatwierdzenie Nasze pełnem zajaśniał światłem, chcemy, by zwyczaj ekspiacji
czyli nabożnego zadośćuczynienia, już dawno wprowa­dzony i z zapałem szerzony, nabrał z Naszej Apostol­skiej powagi tym większego znaczenia i był wykony­wany z wielką uroczystością przez świat katolicki. Dla­tego postanawiamy i zarządzamy, by co roku, w uro­czystość Najśw. Serca Jezusowego, którą przy tej spo­sobności poleciliśmy podnieść do stopnia święta podwój­nego pierwszej klasy i obchodzić z oktawą, odczytywano uroczyście we wszystkich świątyniach całego świata modlitwę ekspiacyjną do Najdroższego Zbawiciela na­szego czyli akt wynagradzający według tekstu załączo­nego do tej Encykliki, aby pobudzić się przez to do opłakiwania wszystkich naszych win i powetować naru­szone prawa Chrystusa, Najwyższego Króla i Najukochań­szego Pana.

Oczekiwania i nadzieje Ojca św.

Nie wątpimy, Czcigodni Bracia, że z tego ćwiczenia zbożnego, nakazanego całemu Kościołowi, wyniknie wiele korzyści niemałych nietylko dla jednostek, ale też dla Kościoła, społeczeństwa i rodziny. Albowiem sam Odku­piciel nasz obiecał Małgorzacie-Marji, że obfitością łask niebieskich obsypie wszystkich, którzy w ten sposób uczczą jego Serce. Grzesznicy, patrząc na Tego, którego przebodli (Jan 19, 37), wzruszeni łzami i westchnieniami całego Kościoła, bolejąc nad krzywdą wyrządzoną Kró­lowi Najwyższemu, zwrócą się do serca własnego (Iz. 46 8), aby nie zatwardzieli w grzechach swoich i nie za późno i daremnie uskarżali się przed Tym, którego przebili (Obj. 1, 7), gdy go ujrzą przychodzącego w obłokach niebieskich (Mat. 26, 64). Sprawiedliwi zaś staną się jeszcze bardziej usprawiedliwionymi i uświęconymi (Obj. 22, 11) i oddadzą się z zapałem i całkowicie na służbę temu Królowi, którego widzą tak wzgardzo­nym i udręczonym i znieważonym tylu tak strasznymi obelgami. Przede wszystkiem zaś rozgorzeją oni pragnie­niem przyczyniania się do zbawienia dusz, rozważając bezustannie owo pytanie Boskiej Ofiary: Jaki pożytek ze krwi mojej? (Ps. 29, 10) i tę radość, jakiej doznaje Najśw. Serce Jezusowe z powodu jednego grzesznika czyniącego pokutę (Łuk. 15, 4).

W tym tkwi Nasze gorące pragnienie i niezłomna nadzieja, że Bóg sprawiedliwy, który dla dziesięciu sprawiedliwych byłby w swym miłosierdziu oszczędził Sodomę, oszczędzi tym bardziej cały rodzaj ludzki, jeśli ogół wiernych wszystkich krajów i wszystkich narodów wespół z Chrystusem, swym Pośrednikiem i swą Głową zanosić będzie korne błagania zadośćuczynienia.

Oby wreszcie tym Naszym pragnieniom i poczynaniom po­ błogosławiła Bogarodzica Dziewica, która nam dała Jezusa Odkupiciela, która go wykarmiła, która go pod krzyżem stojąc złożyła za nas w ofierze i przez swe tajemnicze z Chrystusem zjednoczenie nosi z jego łaski zupełnie wyjątkowej prawdziwe miano Naprawicielki. Pełni ufności w jej modlitwę do Chrystusa, który sam jeden będąc Pośrednikiem między Bogiem i ludźmi (1 Tym. 2, 5), chciał przybrać sobie Matkę swą jako Orędowniczkę grzeszników, Szafarkę łask i Pośredniczkę, udzielamy Wam, Czcigodni Bracia i Waszym owieczkom z całego serca Apostolskiego błogosławieństwa jako zadatku łask niebieskich.

Dan w Rzymie, u św. Piotra, dnia 8 maja 1928 r. rządów Naszych siódmego.
PIUS PP. XI.


NABOŻEŃSTWO DO NAJŚWIĘTSZEGO SERCA JEZUSA  PRAKTYCE I W TEORJI. Spolszczył ks. Herman Libiński T.J. KRAKÓW 1933 WYDAWNICTWO KSIĘŻY JEZUITÓW

1) To znaczy: tej Miłości twórczej niedocenianej i obraża­nej począwszy od upadku pierworodnego tylu grzechami i taką niewdzięcznością. Papież nie określa tutaj bliżej przedmiotu właściwego nabożeństwa do Najśw. Serca, lecz zaznacza obo­wiązki, jakie nakłada: obowiązek jednoczenia naszej konse­kracji i naszych wynagrodzeń z ofiarą ekspiacyjną, którą Chry­stus w swym człowieczeństwie składał Ojcu od samego przyj­ścia swego na ten świat, następnie zaś na krzyżu i na ołtarzu; dalej obowiązek poświęcenia się Boskiemu Sercu i wynagro­dzenia za krzywdy, które w rzeczywistości zasmucały to Serce ludzkie tak bardzo kochające.

Odpowiedz