Przejdź do treści

WIELKA OBIETNICA Najświętszego Serca. Cz. I – Jej sens i znaczenie


 W miesiącu maju r. 16861) św. Małgorzata-Marja pisała do Matki de Saumaise:
„Pewnego piątku podczas Komunii świętej (Zbawi­ciel) rzekł te słowa do swej niegodnej służebnicy, jeśli się nie myli: 

Przyrzekam ci w nadmiernym miłosierdziu mego Serca, że jego miłość wszechmocna tym wszyst­kim, którzy przyjmą komunię w dziewięć pierwszych piątków miesiąca bez przerwy, udzieli łaski ostatecznej pokuty. Nie umrą w jego niełasce ani niezaopatrzeni św. sakramentami, gdyż moje Boskie Serce będzie im pewną ostoją w ostatniej chwili.*’

Słowa te wypowiadają nadzwyczajną łaskę, którą  nazwano później powszechnie Wielką Obietnicą.(…)

Znaczenie Wielkiej Obietnicy.

Upewnieni co do wartości historycznej Wielkiej Obietnicy, przystępujemy obecnie do jej objaśnienia. — Tekst dzieli się pod względem treści na dwie części, których pierwsza kończy się słowami: łaski ostatecznej pokuty. Ta część jest najwidoczniej częścią główną, i dlatego dłużej się nad nią zatrzymamy. — Potem spró­bujemy wyświetlić zwięźle słowa następne, z których bywają wysnuwane czasem trudności i zarzuty.

Przyrzekam ci w nadmiernym miłosierdziu mego Serca, że jego miłość wszechmocna tym wszyst­kim, którzy przyjmą komunię w dziewięć pierwszych piątków miesiąca bez przerwy, udzieli łaski ostatecznej pokuty.

Tekst ten spowodował trzy rodzaje objaśnień.

Jedni skupili całą uwagę na praktyce polecanej.

Dziewięć komunii comiesięcznych na cześć miłosiernego Serca Jezusowego, podyktowanych gorącym pragnieniem życia w jego miłości i umierania w jego łasce, — dzie­więć komunii miesięcznych z wszystkimi wysiłkami i z wszystkimi ofiarami, których wymagają, a nadto inne akty pobożności, które im towarzyszą z konieczności lub z natury rzeczy, — oto chyba dosyć, by zer­wać ze złymi nałogami, by ujarzmić namiętności, by umocnić i wyswobodzić wolę swoją, by wreszcie wy­prosić łaski obfite dla duszy gotowej do wspaniałomyśl­nego współdziałania. Jakaż to wspaniała kuracja du­chowna! Czego nie obiecuje ona na przyszłość a nawet na rozstrzygającą godzinę śmierci!

Jakkolwiek słuszne są te uwagi, nie mogą one wcale uchodzić za wystarczające wyjaśnienie obietnicy.

Czy to nie widoczne, że sama obietnica tutaj znika?

Według tego wyjaśnienia Chrystus Pan, poradziwszy 9 komunii, powiedziałby już wszystko; jego obietnica nie dodawałaby żadnej nowej pobudki skutecznej. Po­zbawiona określonej mocy, odgrywałaby rolę tylko po­zorną i byłaby wewnętrznie unicestwiona.

Inni znów, jakby przerażeni ogromem łaski, zdają się uczuwać potrzebę zmniejszenia jej. W tym celu uciekają się do wynajdywania ukrytych w niej myśli.

Zapewne, mówią, Chrystus Pan żąda wyraźnymi słowy tylko dziewięciu komunii. Atoli stawia milcząco warunek, żeby żadnym ciężkim grzechem późniejszym nie utracić tego przywileju, a zwłaszcza żeby zarozumiałością nie stać się niegodnym tej łaski. Według tych tłumaczy nie tylko w czasie nowenny komunii, lecz nawet po od­prawieniu jej w najlepszym usposobieniu, wierny zawsze narażony jest na niebezpieczeństwo, że utraci przez swą ułomność lub niespodzianą lekkomyślność owoc poprzed­nich wysiłków swoich.

Jeśli Pan nasz gotów ze swej strony użyczyć łaski pokuty ostatecznej, to jednak nie obiecuje, że będzie ona skuteczną dla wszystkich, którzy odprawiali pierwsze piątki. Nie daje im żadnego zabez­pieczenia przed samymi sobą.

Otóż według tego wyjaśnienia, skutek Wielkiej Obietnicy byłby — niezależnie od gorliwości, z jaką od­prawiliśmy dziewięć komunii — poddany nowym wa­runkom, o których Święta nie mówi. Komunie pierwszopiątkowe przyniosłyby mi obfitsze pomoce, by dobrze żyć i wytrwać, ale nie musi to być ta właśnie pomoc, o której Bóg wie, że ja rzeczywiście będę z nią dobrze żył lub nawrócę się ostatecznie. Widoki zbawienia byłyby tylko pomnożone, lecz nic więcej.

 

Któż nie widzi, że takie tłumaczenie jest sprzeczne ze słowami Świętej? Tam gdzie ona mówi: „Wszystkim tym, którzy przyjmą komunię… łaskę pokuty ostatecz­nej “, oni robią liczne wyjątki. Kiedy dla potwierdzenia słów swoich dodaje: „Nie umrą w mojej niełasce„, oni wsuwają warunek dodatkowy:

„Nie umrą w mojej nie­łasce, jeśli, rozumie się, nie wpadli w nią podczas swego życia. Lecz jeśli wpadli, choćby przez ułomność ludzką, mogą bez wątpienia na swych komuniach pierwszopiątkowych opierać większą nadzieję szczerego nawrócenia się, jednakże pewności nie mają żadnej.”

Któż nie widzi również, że wynik tak skromny nie bardzo się zgadza ze wspaniałymi wyrażeniami obietnicy? Czy taki wynik przewyższa te owoce, jakich na­turalnie można się spodziewać po tak długiem, bo 9-miesięcznem, ćwiczeniu się w gorliwości? Czy wobec tego wypada jeszcze mówić o nadmiarze miłosierdzia i o triumfie miłości? Wreszcie, czy takie tłumaczenie nie niweczy obietnicy, a przynajmniej czy jej nie od­biera charakteru czegoś nadzwyczajnego? Przecież ob­fitsze łaski są obiecane również za tyle innych praktyk pobożnych, zwłaszcza względem Najśw. Sakramentu!

Każdy się zgodzi, że na stawianie takich zastrzeżeń potrzeba racji bardzo ważkich. Jakież przytaczają? — Powołują się z jednej strony na dowód wzięty z analogji, a z drugiej strony na podwójną konieczność naj­pierw, by nie narażać na szwank nauki Kościoła o nie­pewności zbawienia, a po wtóre, by nie popierać zuch­wałej pewności siebie.


* * *

Roztrząśnijmy najpierw dowód czerpany z analogii.

Pismo św., mówi się, obiecuje w różnych miejscach usprawiedliwienie, żywot wieczny za wiarę, nadzieję, przyjmowanie św. Eucharystii, nawet za jałmużnę, a jed­nak, jak dowodzą ustępy idące tuż po takich obietnicach, jeszcze innych wymaga się warunków. — Według opinii wiarogodnej zbawienie poręczone jest tym, którzy noszą szkaplerz karmelitański. Wszyscy jednak zgodnie wy­kluczają od tej łaski tych, którzy by uczynili sobie z niej tytuł do sprzeniewierzenia się.

Czy te same prawidła nie mają zastosowania i w naszym wypadku?
Co się tyczy Pisma św., mielibyśmy prawo do za­przeczenia analogii. Księgi natchnione objawiają nam ogólną ekonomię zbawienia. Każda pochwała, każde zalecenie jakiegoś usposobienia lub jakiegoś uczynku służy tam tylko do uwydatnienia miejsca, które to uspo­sobienie lub ten uczynek zajmuje między innymi w tej ekonomii, nie zaś do oznajmienia nam nowej wartości, którą to usposobienie lub uczynek zawdzięczać może jakiejś obietnicy szczególniejszej.

Następnie różne części Pisma św. uzupełniają się i tworzą wraz z podaniem ustnym całość harmonijną, jeden zwarty system. Z tego więc, że ten lub ów szcze­gół nie jest wymieniony w pewnym ustępie Pisma, nie wynika, żeby można, biorąc rzecz ściśle, traktować go jako warunek domniemany, jeśli znajduje się wyrażony gdzieindziej, w innej którejkolwiek z ksiąg świętych.

Natomiast tekst obietnicy, w tej formie, w jakiej podaje go Święta, jest uważany za zupełny sam w sobie.

Po trzecie, czy to nawet prawda, że niektóre ustępy Pisma zdają się przypisywać przyczynowość zupełną i wyłączającą pewnym wpływom cząstkowym (czyli że obiecują pełne zbawienie za niektóre uczynki lub cnoty)?

Czy ten pozór nie jest raczej następstwem okaleczonych przytoczeń lub złych przekładów? I tak, by wrócić do przykładów wysuwanych, apostoł (Rzym. 3, 28. ) nie mówi, że czło­wiek bywa usprawiedliwiony przez wiarę, lecz: „Wno­simy (z rozumowań przeprowadzonych wyżej), że czło­wiek bywa usprawiedliwiony przez wiarę bez uczynków zakonu“. Chodzi więc tam o zwykły wniosek, którego doniosłość jest następująca:

„By zbawić człowieka, wiara nie wymaga zachowania przepisów obrzędowych Starego Zakonu*. Wiara nie jest tu zgoła przedstawiona jakoby sama wystarczała do usprawiedliwienia. Jeśli ktoś tłumaczy Spe salvi facti sum us, że przez „nadzieją jesteśmy zbawieni*, ten uchybia grubo przeciwko wła­ściwemu sensowi. Należy powiedzieć: „Jesteśmy zbawieni dopiero w nadziei* (a nie w rzeczy samej). Apostoł bo­wiem chce wyjaśnić tymi słowy, że, choć jesteśmy od­kupieni, to jednak wzdychamy jeszcze z całym stworze­niem i jakby usychamy, oczekując na pełne skutki usynowienia bożego. — Jeśli Jan św. woła: „Ktokolwiek by wyznał, iż Jezus jest Synem Bożym, Bóg w nim mieszka, a on w Bogu*, to w następnym wierszu dodaje: „Bóg jest miłość, a kto mieszka w miłości, w Bogu mieszka, a Bóg w nim*.

Czy to nie znaczy, że jeśli prawdziwa wiara zawiązuje pierwszy węzeł między Bogiem a nami, węzeł ten dopełnia się dopiero przez miłość? Nie należy zresztą zapominać, że ten pierwszy list był skierowany przeciw kacerzom, którzy przeczyli Bóstwu Chrystusa lub jego Wcieleniu, i że te słowa są antytezą owych innych: „Każdy duch, który rozwiązuje (niweczy) Jezusa,3) z Boga nie jest*. Odpowiadają zatem wyrażeniu powta­rzanemu kilkakrotnie: „Każdy duch, który wyznawa, iż Jezus Chrystus przyszedł w ciele, z Boga jest. Wszelki, co wierzy, iż Jezus jest Chrystusem, z Boga się naro­dził*.— Bardzo jasnym jest również świadectwo Tobiasza o jałmużnie: „Jałmużna od śmierci wybawia, i ona jest, która oczyszcza grzechy*, byle tylko zadano sobie trud przeczytania słów, które dalej następują: „i czyni, że się znajduje miłosierdzie i żywot wieczny“.

Co może znaczyć ten tekst, jeśli nie to, że dobre uczynki, których jałmużna jest typem, zjednywają nam miłosierdzie, miłosierdzie zaś zsyła łaskę, która zapewnia żywot wieczny?

 

Co powiemy wreszcie o wspaniałym zapewnieniu Chrystusa Pana, odnoszącym się do Eucharystji: „Kto pożywa tego chleba, będzie miał żywot wieczny?“ 

Nic nie przeszkadza, by zachować naturalne jego zna­czenie. Zbawiciel poucza nas w tym zapewnieniu o mocy, właściwej jego ciału boskiemu. Jest ono dla tych, którzy się nim posilają, pierwiastkiem zmartwychwstania i ży­cia wiecznego. Nie umrą na zawsze, lecz będą żyli wiecznie. Nigdzie atoli Zbawiciel nie mówi: Qui manducat semel, kto pożywał raz tego pokarmu, kto przyjął go tyle lub tyle razy, będzie miał żywot wieczny. Lecz mówi: Qui manducat, t. j. kto chleb ten uczyni swym pokarmem, kto się nim karmić będzie według prawideł, ustalonych przez Pana i jego Kościół. Czy można żądać więcej, by tej obietnicy zapewnić pełny skutek?

 

Podobnie należy odpowiedzieć na zarzut wzięty z obietnicy danej przez Najśw. Pannę za noszenie szkaplerza karmelitańskiego.

Zaznaczamy naprzód, że nie mamy żadnego tekstu autentycznego tej obietnicy, na którym moglibyśmy oprzeć nasze rozstrząsanie. W braku czegoś lepszego przyjmijmy słowa przytoczone przez Benedykta XIV. Obietnice szkaplerza wymagają według brzmienia swego, aby śmierć nas zastała ubranych w liberję Marji. vIn hoc moriens aeternum non patietur incendium.

Kto umiera z tą oznaką, będzie zachowany od płomieni wiecznych. “ Maryja, rzecz oczywista, chce wynagrodzić pobożną ufność, którą pokłada w jej orę­downictwie ten, kto przywdziewa jej oznakę. Nie obie­cuje zaś niczego zuchwałemu, który używając szkaplerza jakby talizmanu, czyniłby sobie z niego tytuł do grze­szenia bez obawy i bez wyrzutów sumienia. Tak zuch­wale ufający nie spełniałby warunku wymaganego celem dostąpienia przywileju szkaplerza, podobnie jak zanie­dbałby warunku przepisanego przez Serce Najśw. ten, który by przez podobne zuchwalstwo uczynił wadliwą którąkolwiek z dziewięciu komunii.

Autorowie mogą tedy słusznie żądać od noszących szkaplerz, by wstrzy­mali się od zarozumiałego grzeszenia aż do śmierci. Żądając tego, wymagają tylko zachowania do końca takiego warunku, o którym wiedziano, że powinien być spełnianym do końca. Atoli wytrwania do śmierci w takim usposobieniu niepewności nie możemy stawiać wśród warunków przywileju, który dało Najśw. Serce, jeśli nie chcemy zadawać gwałtu tekstowi Świętej. We­dług wyrażeń, użytych przez nią, obietnica Chrystusa Pana nie jest podporządkowana żadnej praktyce, trwa­jącej czas nieokreślony. Na długo nawet przed śmiercią można uczynić zadość w całej pełni wszystkim jej wa­runkom. I to właśnie stanowi osobliwość i niezrównaną zaletę Wielkiej Obietnicy.

 

Pozostają jeszcze jako podpora zastrzeżeń skrupuły i troski godne wszelkiego szacunku same w sobie. Daleką jest od nas nawet myśl odstąpienia od nauki tra­dycyjnej Kościoła lub otwierania drogi zuchwalstwom!
Nie trudno jednak wykazać, że uchylenie tych zastrze­żeń nie pociąga za sobą tak poważnych niebezpieczeństw.
Uczynimy to, uzasadniając trzeci sposób pojmowania Wielkiej Obietnicy.


* * *

Nim przystąpimy do rzeczy, zapobieżmy nieporozu­mieniu. Nikt o tym nie myśli, by dziewięciu komuniami zastępować sprawiedliwość wewnętrzną, potrzebną do zbawienia. Nie chodzi także o rozstrzygnięcie pytania, czy ktoś, który nawet w godzinie śmierci wzbraniałby się nawrócić, byłby zbawiony dzięki nieomylnemu skut­kowi pierwszych piątków. Nikt tego nie mówi, nikt o tym nie myśli. Owszem ci nawet, którzy zachowują dla Wielkiej Obietnicy całą jej wartość, przeczą temu przypuszczeniu.

A rozumują, jak następuje: Czy łaska Boża potrafi wziąć górę nad ułomnością tak, jak nad uporem ludzkim? Czy zdolna przeszkodzić przyszłej możliwej zarozumiałości a tym bardziej zatwardziałości w grzechu? Oczywiście, że tak.
Czy możemy bez łaski bożej wytrwać w sprawie­dliwości? Wiara nam mówi, że nie. — Bóg, który daje wszystkim łaski zupełnie wystarczające, czy może udzielić komuś łask takich, o których wie, że będą skuteczne, to znaczy, że pociągną za sobą akty zbawienne i po­kutę ostateczną? Bez żadnej wątpliwości.

Czy może to uczynić na mocy obietnicy bezwarunkowej lub wa­runkowej? Z wszelką pewnością. 

A zatem Wielka Obietnica może zawierać tę rękojmię, tak jak obietnica Boża uczestniczenia w jakimś triumfie Kościoła zabezpieczałaby nas aż do owej chwili od wypadków śmier­telnych.

Po tej uwadze nie wiele potrzeba nam słów do wyłożenia i obrony trzeciego wykładu.

Jaki jest sens dosłowny tego, co zowiemy „Wielką Obietnicą”?

Ci, którzy będą komunikowali w dziewięć pierwszych piątków, następujących po sobie bez przerwy, z usposobieniem wymaganem, otrzymują wszyscy łaskę wytrwania do końca. Przeto wierni, którzy całym ser­cem usiłują spełnić ten warunek, mogą być moralnie pewni swego zbawienia.

Każdy przyzna, że według ogólnych prawideł inter­pretacji sens literalny winien być tak długo zachowany póki nie zostało dowiedzione, że powinno być przeciw­nie. A czy w naszym wypadku sprzeciwia się cokolwiek dosłownem rozumieniu obietnicy? Nic, zdaniem naszym, ani obawa nadużyć, ani definicja Soboru Trydenckiego o niepewności zbawienia. W istocie, kto by odprawiał dziewięć pierwszych piątków z zamiarem zaniedbywania następnie swych obowiązków, sam oczywiście stawiałby się poza warunkami wymaganymi, bo te żądają dziewię­ciu DOBRYCH komunii.

Zła wola mogłaby zatem nastać dopiero po owej nowennie. Pominąwszy, że gorliwe komunie, odprawiane przez blisko rok, nie usposobiają duszę do nadużyć zarozumiałości, uważać należy za rzecz pewną, że Bóg będzie umiał właśnie swą łaską przeszkodzić wpadnięciu w zarozumiałość lub przynaj­mniej trwaniu w niej do końca.

Czy nie tak postępuje z tymi, którym objawia ich przeznaczenie? Czy oni nie mają już obowiązku zasługi­wania aż do końca na nagrodę wieczną? A pewność,nawet zupełna, którą mogą mieć o swym zbawieniu, czy znosi dla nich stan „wędrowców” (viatores), t. j. takich, którzy nie są jeszcze u kresu swej pielgrzymki ziemskiej?

Co do niepewności zbawienia, głoszonej przez Sobór Trydencki, nauka ta jest najzupełniej zabezpieczona.
Rzeczywistość bowiem objawienia uczynionego Świętej, ścisłość wyrażeń, którymi opowiada obietnicę, sprawdzenie przez nas warunku wymaganego, wszystko to jest nam wiadome tylko z taką pewnością moralną, która zostawia dostateczną możliwość błędu, by nas przynaglić do ciągłej pracy nad własnym zbawieniem z bojaźnią i drżeniem.

Ostatecznie zatem z trzech wykładów możliwych jeden niweczy obietnicę, drugi odbiera jej wyjątkowość, trzeci jedynie, wierny znaczeniu naturalnemu wyrazów, ocala niezmierną doniosłość obietnicy, którą ma w tek­ście podanym przez Świętą. Bo też Chrystus Pan mówi o tej obietnicy jako o nadmiarze swego miłosierdzia, o triumfie swej miłości wszechmocnej.

Te wspaniałe wyrażenia oraz przepych słów, którymi posługuje się Święta, sławiąc wielkość przywileju, wydają nam się dowodem rozstrzygającym, by przyswoić sobie trzeci wykład i w tej ponurej godzinie historycznej pozostawić przyjaciołom Najśw. Serca pełną pociechę najsłodszej i najbardziej uprawnionej nadziei. Spe gaudentes — nadzieją się weselący.



II.

Nie umrą w jego niełasce ani bez Sakramentów św., gdyż Boskie Serce moje stanie się dla nich bezpiecznym schronieniem w tej ostatniej chwili.

W tym zwrocie uzupełniającym Wielką Obietnicę, słowa: ani bez Sakramentów św. zdają się na pierwszy rzut oka poręczać rzeczywiste przyjęcie ostatnich sakra­mentów. Iluż jednak było świętych kapłanów lub zakon­ników, których porwała nagła śmierć! A przecież byli całkowicie oddani Najśw. Sercu, i lepiej, niż inni, wy­pełnili warunek 9 piątków. Czy z tego powodu praw­dziwość Obietnicy miałaby się stać podejrzaną? Albo czyżby to była oznaka domyślnych zastrzeżeń?

Bynajmniej. Te fakty niezaprzeczone wyświetlają do reszty właściwe znaczenie owych słów i potwierdzają wykład, który już sam kontekst podsuwa. Chrystus Pan nie przyrzeka przyjęcia ostatnich sakramentów w sposób bezwarunkowy, lecz obowiązuje się tylko dać sposobność do ich przyjęcia tym, którzy będą potrzebowali tego środka, by móc wrócić do jego łaski.

Zauważmy naprzód, jak bardzo różni się pod wzglę­dem przedmiotu łaska pokuty ostatecznej od łaski ostat­nich sakramentów. Pierwsza dotyczy dobra bezwarun­kowo koniecznego, nieodzownego; druga dobra względ­nego, zwykle bardzo pożądanego, które jednak zawsze może być zastąpione przez lepszą łaskę. Rzeczywiste przyjęcie ostatnich sakramentów nie jest nieomylną rękojmią zbawienia; spowiedź wymaga pewnej przy tomności umysłu i pewnego posiadania samego siebie, staje się to niekiedy źródłem zaniepokojenia.

Słowem, jest rzeczą mało prawdopodobną, żeby przyjęcie ostatnich sakramentów stanowiło przedmiot obietnicy tak abso­lutnej, jaką jest obietnica śmierci w przyjaźni bożej.

 

Zapytajmy się teraz kontekstu.

Zastanówmy się nad sposobem wyrażania się Świętej. Obietnica ma za bezpośredni przedmiot pokutę ostateczną.
Przyrzekam ci z nadmiaru miłosierdzia mego Serca, że jego miłość wszechpotężna tym wszystkim, którzy przystąpią do komunji w dziewięć pierwszych piątków mie­siąca, idących nieprzerwanie po sobie, da łaskę pokuty ostatecznej (la grace finale de la penitence).”

Oto pierw­sze ujęcie czy pierwsza formuła obietnicy. Jest kom­pletna, ale bardzo zwięzła. Czy druga nie będzie naturalnym tamtej wyjaśnieniem ? „Nie umrą w jego nie­łasce ani bez sakramentów św.“ Czy słowa te nie określają szczegółowiej treści zdania poprzedniego? W godzi­nie śmierci można się znajdować w stanie łaski albo mieć potrzebę wrócenia do tego stanu. Nikt nie wraca do łaski bez pragnienia sakramentu pokuty, a przyjęcie rzeczywiste bądź tego sakramentu, bądź Ostatniego Namaszczenia, bądź nawet Eucharystii, może być dla wielu koniecznością.

„Nie umrą w mej niełasce i dostąpią w tym celu potrzebnych sakramentów” — oto wszystko, co naszym zdaniem Chrystus Pan chce powiedzieć. Ale czy słówko ani (ni) nie zapowiada łaski różnej niż poprzednia? Otóż nawet w tekstach prawniczych zdarza się, że trzeba brać aut (albo) za et (i) i odwrotnie. Niema więc powodu w naszej obietnicy być bardziej wymagającym. Łatwo można uzupełnić myśl obietnicy przez słowo „a zatem“ (par consequent), i tak pojmiemy ów zwrot: „Nie umrą w mej niełasce, a zatem nie umrą bez przyjęcia sakra­mentów św .”

Śmierć nagła czcicieli Serca Jezusowego nie będzie miała wtedy dla nas nic niespodziewanego i zadziwiającego. A z drugiej strony uprzedzające względy Opatrzności, które dostarczają często takim osobom nie­spodzianej sposobności przyjęcia sakramentów, dowodzą raczej, że Pan nasz daje więcej, niż obiecuje, że lubi zwykle zapewniać dostęp do sakramentów, nawet gdy są po prostu tylko pożyteczne.

 

Ostatnie wreszcie słowa: „Boskie Serce moje sta­nie się dla nich bezpiecznem schronieniem w tej ostat­niej chwili”, kierując całą uwagę naszą na sprawę wiecz­nego zbawienia, zdają się nam wskazywać raz jeszcze, że w myśli św. Małgorzaty-Marji wzmianka o sakramen­tach jest tylko dodatkowa i że chodzi przede wszystkim, jeśli nie wyłącznie, o to, by dać korzystającym z przy­wileju Wielkiej Obietnicy pewność moralną ich zbawie­nia wiekuistego.

 


NABOŻEŃSTWO DO NAJŚWIĘTSZEGO SERCA JEZUSA  PRAKTYCE I W TEORJI. Spolszczył ks. Herman Libiński T.J. KRAKÓW 1933 WYDAWNICTWO KSIĘŻY JEZUITÓW

Odpowiedz