Przejdź do treści

Rozmyślania o pokucie (4) – Żal za grzechy: Objawy żalu i pobudki do niego

Żal za grzechy. Jego objawy.

1. Zgrzeszyłem, przebacz mi Panie, bła­gam pokornie. Żałują mocno.
2. Słusznieś mnie opuścił, łaskę swoją zmniej­szył, własnym siłom zostawił. Czuję niemoc moją.

1.

a. Wieloma nieprawościami splamiłem się. jak syn marnotrawny postąpiłem sobie, niebacznym postępowaniem swoim dane mi przez ciebie Panie dobra łaski zmarnowałem, niedo­statek i głód teraz ponoszę: głód duchowy, brak łaski.

b. Uchybień dopuszczam się co dzień, mniejszych lub większych, najgorszym jest to, że pozwalam, aby wiele grzechów przeszło bez żalu i skruchy odpowiedniej. Rzeczami zewnę­trznemu i próżną ciekawością opanowany, nie mogę rychło wrócić do łez zbawiennych.

c. Skutkiem tego pomnażają się we mnie co dzień ciemności grzechowe, i jako przeszkody tamują łaskę i usuwają Boską pociechę. Czują aż nadto dobrze, że to się dzieje z wielką szkodą moją, tym bardziej, że się żalem nie przejmuję i skruchy nie okazuję.

d. Wiem, że jest niedobrze ze mną, a jed­nak nie dźwigam się z tej niemocy mojej, z dnia na dzień poprawę odkładam, tak sam siebie zwodząc i łudząc. Wejrzyj Panie i wspo­móż mnie silniej, wyraźniej, postaw przed oczyma moimi straszny sąd Twój i piekło ze wszystkimi jego okropnościami. Gdyby to wszystko żywo stało przed oczyma moimi, pewnie bym się przeraził mocno, za przeszłość żałował, na przyszłość odmianę przyrzekał.

 

2.

a. Gdyby wiele lat żył człowiek, czyż dla­tego się poprawi? Kto wie, czy gorszym czy lepszym się stanie? Niepewnym jest postęp człowieka i koniec, i wątpliwa wytrwałość jego, z powodu złych okoliczności i niebezpiecznych pokus.

b. Niektórzy po nawróceniu się dobrymi i pokornymi byli, potem stali się opornymi i przewrotnymi. Przedtem byli ostrożni i po­bożni, skruszeni i milczący; potem stali się zuchwali i rozwiąźli, gadatliwi i nieskromni. Pierwej złych myśli się chronili; potem ze sło­wami i czynami nie bardzo się rachowali— w ten sposób złe, nie powstrzymywane na ra­zie, coraz bardziej się wzmaga i zgubę gotuję.

c. Któż więc lękać się nie powinien i oględ­nym nie być: skoro dobrym i skromnym czasem upaść się zdarza? Któż wie, do jakich ja zaliczonym zostanę — do potępionych, czy do wybranych?

d. Wszyscy próbie podlegają, a któż kogo zapewni, że się nie spali, skoro próba jest ogniem?

e. Każdy powinien się lękać, nadziei jednak nie tracić; wszelako nie ubezpieczać się bezzasadnie i gnuśności nie oddawać.

f. Złoto z próby wychodzi świetnie, a źdźbło podlega spaleniu: patrz więc, czym ty jesteś i jak z różnych prób wyjdziesz?

g. Słaby jestem sam z siebie, moc moja w Tobie jedynie Panie. Niepokój mię ogarnia, wskutek długiego ucisku, jakiego doznawałem od nieprawości moich, nie widzę końca bólu i trwogi mojej. Do czego człowiek nawyknie, to mu trudno z tego wybrnąć, pomimo chęci i postanowień nieraz czynionych.

h. Ramię moje osłabło, nie mam się do kogo zwrócić, ten co by mię przyjął i uleczył, nie ukazuję się wcale. Tyś Panie jedyna moja nadzieja, korzę się przed Tobą, uznaję winę moją, żałuję bardzo i o przebaczenie błagam.

 

3.

a. Znam dobroć Twoją i miłosierdzie Two­je Panie, wiem, że mi przebaczysz, że miłościwy mi będziesz; to mi otuchę wlewa, sil­niejszym czyni i chętniejszym do powstania z upadku.

b. Ale żem był dotąd tak niewdzięczny za skarby Twej łaski, żem się poważył obrazić Ciebie grzechami mymi, nad tym boleję mocno i chciałbym rzewnymi łzami opłakać to stra­szne zapomnienie się moje.

c. Prócz łez i żalu serdecznego, nic nic mam co bym Ci mógł ofiarować mój Panie, co jest, to wszystko Twoje jest. Przyjmij błagam ofiarę pokory, maluczkości mojej, i niech ci wszystko będzie przyznane, cokolwiek mi udzie­lić raczysz.

d. Szczęśliwa godzina, kiedy się budzi we mnie żal za grzechy. Błogosławiona łza, doskonałą skruchą wywołana, po należytym roz­patrzeniu różnych brudów grzechowych.

e. Brudów tych jest tyle, że je bez drżenia rozpatrywać trudno. Ale że zaniedbany dom niechętnie nawiedzasz Panie, owszem, zmysło­wym chuciom często na igraszkę zostawiasz, więc pomimo trudności brudy moje rozpatruję z tą myślą, że domem mojego serca nie wzgardzisz.

f. Splamione sumienie moje zbawienniejszego środka zaradczego nie znajduje nad żal i modlitwę, bezustannie zanoszoną do Pana nad Pany.

g. Sameś powiedział Panie, że nie chcesz śmierci niezbożnego, ale żeby się nawrócił i żył; korzystam z tej łaski twojej, nawracam się, do stóp twych przypadam i o łaskę przebaczenia proszę usilnie.

Akt strzelisty.

Ufam, że stosownie do obietnicy, wszy­stkie nieprawości moje w niepamięć puścisz Panie, że to com dobrego kiedy uczynił, od­żyje i wagę mieć będzie przed Tobą. Najgorętsze pragnienie moje ziści się i dzięki za to łaskę nigdy z ust moich nie zejdą. Amen.

 

Pobudki do żalu za grzechy

1. Nic tak skutecznie w nas nie rozbudza żalu, jak rozważanie męki i śmierci Jezusa Chrystusa, który z czystej miłości, aby nas zbawił, tyle poniósł cierpień niewysłowionych.

2. Niech grzesznik zawsze przed sobą ma krucyfiks, gdy pragnie obudzić w swym sercu żal, i niech się zastanawia nad tern i trzema pytaniami: Kto cierpi? Co cierpi? Za kogo cierpi?

 

1.

a. Zważ, coś grzesząc śmiertelnie uczy­nił, kogoś obraził? Otoś nieskończony majestat Boga znieważył; Panu i Dobroczyńcy posłuszeństwa odmówiłeś przeciw Jego woli postąpiłeś, opornym i zuchwałym się okazałeś.

b. Otoś nierozsądkiem, lekkomyślnością swoją nad Dobro Najwyższe przełożył rzecz lichą bardzo, pogardy godną, a tym samem pozbawiłeś się, samochcąc tego Najwyższego Dobra. Ojcu i Łaskawcy swemu najlepszemu za Jego miłość niewysłowioną, za dary niezliczone, zniewagę straszną wyrządziłeś. Mękę Zbawcy twego Najdroższego w niwecz obróciłeś, nogami że tak powiem podeptałeś, niewdzięczno­ścią szkaradną odpłaciłeś, wiarę Mu zaprzysię­żoną haniebnie złamałeś.

c. „Jak mogę odważyć się—wołał nieraz święty Bernard—podnieść oczy moje do tak dobrego Ojca w niebiosach, ja tak zły syn! Zagaśnijcie oczy moje i rozpłyńcie się w potok łez; głęboki wstyd niech rumieni moje lica; życie moje niech ustanie, niech je ból i gorzkość strawią; dni moje winny upływać w ciąg­łych westchnieniach i skargach nad sobą sa­mym”

d. O jakże żal tego Anioła — Bernarda świętego—zawstydza nas małodusznych a wielkich grzeszników. Małe może miał jakie usterki, od ludzkiej natury nieodłączne, a tak ubole­wał, tak się korzył przed Panem nad Pany, tak błagał o ich przebaczenie!

 

2 .

a. Cierpienia drogiego Zbawcy naszego były niewysłowione. Poczuła je martwa nawet natura: trzęsła się ziemia, pękła skała, zaćmiło słońce, zgrozę swoją niejako i boleść zazna­czając.

b. Jakimże wstydem spłonąć winieneś, jaki wyrzut sobie czynić, jeśli tę śmierć stra­szną swego Zbawcy przed oczy sobie sta­wiasz, a poruszania żałosnego w swej duszy nie czujesz, jak lód zimnym jesteś, obojętnym.

c. Ocuć się z letargu, umysł twój ziemskością nasiąknięty niechaj się wzruszy, od uczuć i pragnień ziemskich niechaj się oderwie. Serce twoje, twarde jak skała, niechaj się skruchą kraje i żalem. Otwórz ten grób dzieł martwych, to jest, grzechów, dokładnie i szczerze je wyznaj. Jak zasłona w świątyni Jerozolim­skiej, zakrywająca miejsce święte nad świętymi rozdarła się od góry aż do dołu, tak niech się rozedrze zasłona rozum i serce twoje mgłą osłaniająca, abyś poznał i naśladował cnoty Chrystusa Pana— a wtedy usunie się przeszkoda od Boga cię dzieląca!

d. Za syna się marnotrawnego uważaj i tak jak on upadek swój opłakuj. Ileż to było w jego sercu boleści! Czuł, że się stał wy­rodkiem—to też bolał nad tym głęboko i wo­łał sercem rozdartym: Ojcze zgrzeszyłem! Ja­kiż to żal, jakie łzy wieją z tego okrzyku!

e. Ile to w jego duszy było zawstydzenia i pokory! Po tylu upadkach, czuje się niegod­nym łaski przebaczenia, niegodnym ojcow­skiego uścisku, to też woła z rumieńcem na czole: „nie jestem godzien zwać się już sy­nem twoim“ — przyjmij mię choć za sługę, choć ostatni kącik daj mi pod swoim dachem! Oto cudowna spowiedź, oto żal godzien tej  nazwy.

f. Żal nie powinien być płonnym, musi być skutecznym, musi wydać owoc zbawienny, inaczej nie przyda się na nic. Dwie głównie rzeczy są owocem żalu: „nienawiść do grzechu i poprawa na przyszłość. Zawarł to Zbawiciel w tych słowach: „Yade in pace et noli amplius peccare“.

g. Tak drogi Zbawco, gdy rozważam, coś cierpiał dla mnie, serce mi się od żalu krajać powinno.

 

3.

a. Tyle i takie cierpienia za mnieś podjął drogi Jezu! Moje-to grzechy, nie co innego, wielką Ci boleść sprawiały, gdy szaty Twoje do ran przywżałe gwałtownie zdejmowano z Ciebie. To co już przyschło było trochę, na nowo się rozwierało i płynięcie krwi Twej Przenajdroższej powodowało. Prócz bólu, takie obnażenie wobec wszystkich o wstyd także przyprawiało.

b. Jakże mnie to pobudzać winno do smutku i żalu za grzechy!

c. Wkładanie na krzyż, bezlitosne wycią­ganie rąk i nóg do miejsc oznaczonych na krzyżu, dokonywanie wszystkiego z pośpie­chem, przez żołdaków wrogich, któż wypowie, jak okropnym było, jaką mękę zadawało, ile cierpień sprawiało drogiemu Zbawcy mojemu.

d. Byłbym chyba kamieniem, gdybym tego nie czuł i nad tym nie bolał. Za mnieś to drogi Jezu ponosił.

e. Gwoździe, których użyto, były duże, oględności przy wbijaniu nie zachowywano żadnej, o jak najprędsze załatwienie się z tą sprawą chodziło; nie dziw więc, że nie tylko  przeszywano członki na wskroś, ale przy tym rozrywano i kaleczono w nieludzki sposób skórę rąk i nóg, nerwy, kości.

f. Dreszcz po mnie przechodzi, bezwład­ność pewną czuję, gdy się nad tym przybija­niem gwoździami zastanawiam, a bardziej jeszcze jedno i drugie się powiększa, gdy myślę że to dla mnie i za mnie podjąłeś to wszystko drogi Jezu!

g. Nie Ty Panie mój, ale jam się przez skruchę krzyżować winien, jako winowajca, któremu się kara taka całkiem słusznie należy. Na podobieństwo gwoździ niech skrucha prze­szywa duszę moją, pamięć i wolę, abym tym sposobem przebaczenie mych w in pozyskał.

h. Przy krzyżu Chrystusowym staję, mi­łością się doń przybijam , wstrętem do grze­chów przejmuję i pragnę, całym sercem pragnę, abym się już nigdy od mego Zbawcy nie od­łączył!

 

Akt strzelisty.

Tak drogi Jezu, sam na sobie doznaję, że rozważanie gorzkiej męki Twojej jest najdzielniejszą pobudką do żalu za grzechy. Utwierdzaj mię w tym przekonaniu błagam pokornie, i często przed oczyma moimi stawaj i gorzką mękę swoją przypominaj!

Rozmyślania o pokucie (3) –Codzienny rachunek sumienia


Ks. Antoni Chmielowski – ROZMYŚLANIA O POKUCIE I JEJ WARUNKACH, Petersburg, 1908 r.

Odpowiedz