Przejdź do treści

Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (18)- Wizje nadprzyrodzone nie mogą służyć duszy za bezpośredni środek zjednoczenia z Bogiem

ROZDZIAŁ XIV.
W którym jest mowa o pojęciach wyobrażalnych, przedstawia­jących się w fantazji w sposób nadprzyrodzony i że nie mogą one służyć duszy za bezpośredni środek zjednoczenia z Bogiem.

Skorośmy omówili już pojęcia, które dusza odbierać może w sposób przyrodzony i rozmyślaniem swoim działać w nich przez wyobraźnię i fantazję, należy teraz zająć się pojmowaniami nadprzyrodzonymi, to jest wizjami wyobrażalnymi, które dlatego, że występują również pod formą obrazu, kształtu czy postaci, należą do zmysłowych, podobnie jak przyrodzone. Wiedzieć więc trzeba, że pod tą nazwą wizji wyobrażalnych chcemy rozumieć wszystko, co jako obraz, kształt, postać lub rodzaj przedstawiać się może wy­obraźni drogą nadprzyrodzoną i to sposobami doskonalszymi, które żywiej i intensywniej narzucają się i poruszają, niżeli w przyrodzonym porządku zmysłowym. Albowiem wszelkie pojmowania i wyobrażenia, jakie wchodzą w duszę za pośrednictwem pięciu zmysłów ciała i zatrzymują się w niej drogą naturalną, mogą zarówno i drogą nadnaturalną zająć w niej miejsce i stanąć przed nią bez żadnego współdziałania zmysłów zewnętrznych.

Ów zmysł fantazji wspólnie z pamięcią stanowi jakby archiwum umysłu, w które przyjmuje się wszelkie kształty i obrazy zrozumiałe i przechowuje w nim jakby w zwierciadle, po odebraniu ich drogą pięciu zmysłów, albo, jak tutaj, drogą nadnaturalną i tym sposobem pamięć przed­stawia je umysłowi, ów zaś rozpatruje je i osądza. I nie do tego jedynie ogranicza się działalność wspomnianego zmysłu, lecz nadto może on stwarzać i wyobrażać sobie rzeczy inne na podobieństwo owych, które tam poznaje.

 

Wiedzieć więc trzeba, że jak pięć zmysłów zewnętrznych przedkłada i przedstawia wewnętrznym obrazy i podobieństwa przedmiotów, tak w sposób nadprzyrodzony, bez udziału zmysłów zewnętrznych, Bóg i szatan przedstawiać mogą te same obrazy i podobieństwa, tylko o wiele piękniejsze i do­skonalsze.
W rzeczy samej za pomocą tych wyobrażeń nie­jednokrotnie przedstawia Bóg duszy wiele rzeczy i wielkiej ją naucza mądrości, jak to na każdym kroku widać w Piśmie świętem. Bo oto Izajasz ujrzał Boga w chwale pod postacią dymu, przesłaniającego świątynię i Serafinów, którzy skrzy­dłami zakrywali oblicze i nogi Jego (Iz. VI, 4), Jeremiasz, pod postacią laski czuwającej (Jer. I, 11), Daniel w naj­rozmaitszych widzeniach (Dan. VII, 10) i ~t. p.

Podobnie demon usiłuje swoimi wizjami, z pozoru tylko dobrymi, uwieść duszę, jak się to widzi w trzeciej Księdze Królewskiej, gdzie w błąd wprowadził wszystkich proroków Achaba, przedstawiając im w wyobraźni rogi, któ­rymi, jak mówili, zniszczyć miał Syrię, a to było kłamstwo (3 Król. XXII, 11); lub też w widzeniu, jakie miała żona Piłata, iżby nie wydawał wyroku na Jezusa Chrystusa Pana naszego i w wielu innych miejscach podobnych. Widać z nich, jak to w zwierciadle fantazji i wyobraźni te wizje wyobrażalne zdarzają się ludziom duchowym częściej, niżeli zmysłowe zewnętrzne.
Nie różnią się one od tych ostatnich co do obrazów i rodzajów, natomiast, co do skutku, jaki spra­wiają i doskonałości ich, wielka zachodzi różnica. Ponieważ są subtelniejsze, większe czynią na duszy wrażenie, ile że równocześnie są nadprzyrodzone a bardziej wewnętrzne niżeli nadprzyrodzone zewnętrzne. Nie przeszkadza to jednak, aby niektóre wizje zmysłowe zewnętrzne większego nad nie nie sprawiały skutku, bo w końcu dzieje się tak, jak chce Bóg, który się przez nie udziela; lecz co do wewnętrznych, stwierdzamy, iż są bardziej duchowe.

Ten zmysł wyobraźni i fantazji nawiedzać zwykł szatan swymi przyrodzonymi i nadprzyrodzonymi podstępami. Stanowi on bowiem bramę i wstęp do duszy i jakośmy rzekli, jakoby port czy plac targowy, na który umysł przychodzi składać lub też wybierać dowolnie. Dlatego tak Bóg jak i szatan uczęszczają nań ze swoimi wystawami obrazów, co do ich form naturalnych, jakośmy powiedzieli, i zaofiarowują je umysłowi.

Lecz Bóg nie tylko tym jednym posługuje się środ­kiem w nauczaniu duszy, przebywając w niej bowiem substancjalnie, nie ogranicza Swojego działania do tego jednego sposobu. Nie zatrzymuję się tu, by opisywać znaki, po jakich rozpoznaje się, które wizje od Boga są, które zaś nie, bo nie to jest moim zamiarem. Pragnę tylko pouczyć umysł, by nie zaprzątał się dobrymi wizjami i nie przeszkadzał sobie przez nie w zjednoczeniu z Mądrością Bożą, fałszywymi zaś by nie dał się uwieść.

Przeto powiadam, iż żadnymi z tych pojęć i wizji wyobrażalnych i z innych jakichkolwiek form i rodzajów, jakie się nasuwają pod postacią kształtu lub obrazu lub jakiegoś szczegółowego poznania, bez względu na to, czy są fałszywe i pochodzące od szatana, czy też prawdziwe i pochodzące od Boga, żadnymi z nich umysł niema się zaprzątać, ani się niemi karmić, dusza zaś nie ze­zwalać ani ich zatrzymywać, ażeby mogła pozostawać ode­rwana, ogołocona, czysta i prosta, bez żadnego sposobu i miary, jak tego zjednoczenie Boskie wymaga.

Uzasadnienie jest jasne. Wszystkie bowiem wspomniane już formy zawsze w znaczeniu swoim przedstawiają się pod pewnymi sposo­bami i miarami ograniczonymi, a Mądrość Boża, z którą umysł ma się zjednoczyć, żadnej nie ma miary ni sposobu, ani podpada jakiemuś ograniczeniu, czy też jasnemu i szcze­gółowemu zrozumieniu, ponieważ całkowicie czysta jest i prosta.

By więc połączyć dwie ostateczności, jakimi są dusza i Mądrość Boża, trzeba koniecznie, aby w jakiś sposób upodobniły się do siebie; stąd dusza musi również stać się czystą i prostą, nie zaś ograniczoną i ujętą w pewne szcze­gółowe pojęcia, ani ukształtowaną w jakiś zarys formy, postaci czy obrazu. Bo jak Bóg nie mieści się pod formą, czy obrazem, czy też pod szczegółowym pojęciem, tak dusza, aby wejść w Boga, nie może zamknąć się w jakiejś formie, czy też wyraźnem poznaniu.

Że w Bogu nie ma żadnej formy, ani żadnego podobieństwa do czegokolwiek, wyjaśnia nam to dobrze Pismo w Deuteronomium, gdzie mówi: Vocem verborurn ejus audistis, et formam penitus non vidistis,— słyszeliście głos słów Jego, aleście kształtu zgoła nie widzieli (Deut. IV, 12). Lecz opowiada, że była tam ciemność i obłok i mgła (ibid. 11), to jest poznanie niejasne i ciemne, o jakiem mówiliśmy, w którem dusza jednoczy się z Bogiem. A dalej mówi: Non vidistis aliquam similitudinem in die, qua locutus est vobis Dominus in Horeb de medio ignis,— nie widzieliście żadnego podobieństwa w dzień, którego Pan mówił do was na Horeb w pośrodku ognia (ibid. 15); i że dusza nie może dosięgnąć wzniosłości Bożej, o ile to w tym życiu możliwe, przez jakieś formy i kształty, co również wyraża Pismo święte w księdze Liczb, gdzie Bóg, strofując Aarona i Marję, rodzeństwo Moj­żesza, za to, że szemrali przeciwko niemu i chcąc dać zro­zumieć wysoki stopień zjednoczenia i przyjaźni z Sobą, na którym go postawił, powiada: Si quis fuerit inter vos Propheta Domini, in visione apparebo ei, vel per somnium loquar ad illum. At non talis servus meus Moyses, qui in omni domo mea fidelissimus est: ore enim ad os loquor ei, et palam, et non per aenigmata, et figuras Dominum videt,— jeśli kto będzie między wami Prorok Pański, w widzeniu ukażę mu się, albo przez sen będę mówił do niego. Ale nie taki sługa mój Mojżesz, we wszystkim domu moim najwier­niejszy jest: Albowiem usty do ust mówią jemu: i jawnie a nie przez zasłony i figury Pana widzi (Num. XII, 6, 7, 8). Wyraża tu jasno, że w owym wzniosłym stanie zjednoczenia w miłości, o którym mówimy, Bóg udziela się duszy nie za pośrednictwem jakiejś zasłony wizji wyobrażalnej, czy podo­bieństwa, czy kształtu, ani ją ma przybierać, a tylko usty do ust, to jest w czystym i nagim bycie Boga, który w miłości jakoby usta Boże stanowi, z istotą duszy czystą i ogołoconą przez wolę, będącą jakoby jej ustami w miłości Bożej.

Ażeby więc dojść do tego, tak doskonałego zjednoczenia z Bogiem, dusza starać się musi nie opierać na wizjach wyobrażalnych, ni formach ni kształtach, ni zrozumieniach szczegółowych, ponieważ one nie mogą jej służyć za odpo­wiednią i bezpośrednią przyczynę takiego skutku i raczej stanowią przeszkodę, a przeto należy jej od nich odstąpić i nie starać się o ich posiadanie.

Bo jeśliby przypadkiem dopuszczała je i ceniła, mogłoby to być tylko ze względu na korzyść i dobry skutek, jaki prawdziwe wizje w duszy sprawiają. Jednakże ze względu na to właśnie potrzeba ich nie dopuszczać, a raczej o wiele korzystniej jest zawsze się ich wyrzekać, ponieważ całym dobrem, jakie te wizje obra­zowe sprawiać mogą w duszy, podobnie jak i cielesne ze­wnętrzne, jest udzielanie zrozumienia czy też słodyczy miłości. Ażeby zaś ten skutek spełniły, zbyteczną jest rzeczą chcieć na nie zezwalać, bo, jakośmy także wyżej zaznaczyli, w tej samej chwili, w której powstają w wyobraźni, działają w duszy i wlewają zrozumienie, miłość lub słodycz, jakie Bóg przez nie wlać pragnie. A dzieje się to nie tylko w łącz­ności z wizją, ale ponad nią, przy równoczesnym jej dzia­łaniu w biernej zupełnie wobec niego duszy, tak, że nie w mocy jej przeszkodzić temu, chociażby chciała, jak również nie umiałaby go wywołać, mimo uprzednich starań o uspo­sobienie odpowiednie.

Bo jak nie leży w mocy tafli szklanej przeszkodzić padającemu na nią promieniowi słońca, a tylko, bierną, jeśli jest przejrzysta, prześwietla bez jej starań i dzia­łania, — tak również dusza, chociażby chciała, nie może nie przyjąć w siebie wpływu i udzielania się pewnych wyobra­żeń, pomimo największego oporu, ponieważ wola nega­tywna, przejęta pokornym a miłosnym poddaniem , nie jest zdolna oprzeć się wlaniom nadprzyrodzonym. Sprawić to może jedynie nieczystość i niedoskonałość duszy, podobnie jak skazy na tafli szklanej są przeszkodą w jej prześwietleniu.

Widać stąd jasno, że im bardziej dusza wolą i uczuciem ogołoci się ze zmaz pojęć, obrazów i postaci, zasłaniających wspomniane przez nas działania duchowe, nie tylko nie po­zbawia się dóbr, jakie sprawiają, lecz lepiej się usposabia do przyjmowania ich z większą obfitością, jasnością, swo­bodą ducha i prostotą, skoro odsunie wszystkie te przyjmowania, które kryją i osłabiają to, co w nich bardziej du­chowe. Zajmują one bowiem zmysły i duszę, jeśli niemi karmić się pragnie, tak, że swobodnie i prosto duch udzielać się im nie może, albowiem umysł, będąc zajętym łupiną, nie ma swobody do przyjęcia istoty form. Stąd, gdyby dusza chciała je dopuszczać i ufność w nich pokładała, zaprzątałaby się i zadowalała tym, co w nich nieistotne, czyli wszystkim, co zdolna jest z nich pojąć i poznać, to jest tą formą, obrazem i zrozumieniem szczegółowym. Bo głównym w wizjach jest to, co duchowe, które się w duszę wlewa, a którego nie może ona pojąć, ani zrozumieć, ani wie, w jaki sposób istnieje, ani by to mogła wyrazić, ponieważ jest ono rzeczą duchową, to zaś, co z nich pojmuje, czyli formy zmysłowe, jest tym, co w widzeniach podrzędne.

 

Oto dlaczego mówię, że w stanie jej biernym, bez przyczyniania się jej do zrozumienia i bez umiejętności współdziałania udziela się jej z owych wizji to, czego nie umiałaby ani pojąć, ani też sobie wyobrazić. Dlatego dusza zawsze odwracać ma oczy od owych wszystkich zjawisk, które jest zdolna widzieć i rozumieć jasno, a które udzielają się jej przez zmysły, ażeby nie utracić bezpiecznego funda­mentu Wiary. Powinna natomiast polegać na tym, czego nie widzi, a co nie zmysłów, lecz ducha dotyczy i nie podpada pod kształt zmysłowy i jest tym, co podnosi do zjedno­czenia we Wierze, która jest środkiem bezpośrednim, jak się to powiedziało.

W ten sposób dusza odniesie z tych wizji korzyść istotną dla Wiary, skoro potrafi zaprzeć się w zupełności tego, co w nich zmysłowe i zrozumiałe w szczegółach, a od­rzucając je, używać zgodnie z celem, w którym ich Bóg jej udziela; bo tak, jak powiedzieliśmy już o wizjach zmysło­wych, nie dlatego daje je Bóg, ażeby dusza pragnęła je posiadać i do nich się przywiązywać.

 

Ale powstaje tu jedna wątpliwość: jeśli to prawda, że Bóg nie dlatego daje duszy wizje nadprzyrodzone, ażeby je pragnęła posiadać, albo się na nich opierać, czy też się niemi zajmować, dlaczego je daje, skoro dusza przez nie popaść może w wiele błędów i niebezpieczeństw, a już co najmniej w trudności tu opisane na drodze postępu, tym bardziej, że mocen jest udzielić duszy duchowo i substancjalnie tego, czego udziela jej przez zmysły za pośrednictwem rzeczonych wizji i form zmysłowych?
Na wątpliwość tę damy odpowiedź, a w niej naukę, według mego zdania, ważną i bardzo po­trzebną tak dla osób duchowych jak i dla tych, którzy je prowadzą. Wyjaśnia bowiem ona rodzaj kierunku i cel, jaki Bóg przez nie osiąga, ponieważ wielu jest takich, co go nie znają i nie umieją wśród nich rządzić ani kierować tak sobą jak i drugimi na drodze Boskiego zjednoczenia. Bo myślą, że przez to samo, iż się rozpozna je jako prawdziwe i po­chodzące od Boga, z całą słusznością zezwalać można na nie i w nich się upewniać, nie bacząc, że w tym również dusza znajduje swą własność i przywiązanie i przeszkodę, podobnie jak w rzeczach doczesnych, jeżeli się tak jak od tamtych oderwać od nich nie umie. A przeto zdaje się im, że dobrze jest dopuszczać jedne a odrzucać drugie, wprowadzając siebie samych lub dusze innych w wielkie trudności i niebezpieczeństwa odnośnie do rozróżniania pomiędzy ich prawdzi­wością i fałszem. Ciężaru tego ani Bóg im nie nakłada, ani im wolno dusze szczere i proste narażać na to niebezpie­czeństwo i walkę. Mają bowiem naukę zdrową i bezpieczną, którą jest Wiara i przez nią iść mają naprzód, co być nie może bez zamknięcia oczu na wszystko, co dotyczy zmysłów i jasnego a szczegółowego zrozumienia.

Bo choć tak pewnym był św. Piotr wizji chwały, w której ujrzał Chrystusa Pana naszego w Przemienieniu, to jednak, gdy opowiadał o tym później w drugim swym liście kanonicznym, nie chciał, ażeby to uważano za główne świadectwo pewności, lecz skiero­wując ich ku Wierze, powiedział: Et habemus firmiorem propheticum sermonem: cui benefacitis attendentes, quasi lucernae lucenti in caliginoso loco, — i mamy mocniejszą mowę prorocką, której się dzierżąc, jako świecy świecącej w ciemnem miejscu, dobrze czynicie (II Piotr I, 19). Mamy mocniejsze świadectwo od wizji na Taborze, a są nim mowy i słowa Proroków, które’ świadectwo dają o Chry­stusie, przeto czynicie dobrze, trzymając się ich, jako świecy, która w miejscu ciemnem rozsiewa światło. I gdybyśmy się chcieli przyjrzeć temu porównaniu, znaleźlibyśmy w nim wykładaną przez nas naukę.

Albowiem to wyrażenie, byśmy patrzyli na Wiarę, głoszoną przez proroków, jako na świecę, która świeci w miejscu ciemnem, oznacza, abyśmy sami zo­stawali w ciemności, zamykając oczy na wszelkie inne światła i żeby w tej ciemności jedynie Wiara, która również jest ciemna, była światłem, którego byśmy się trzymali. Gdybyśmy bowiem chcieli się opierać na innych, jasnych światłach wyraźnych zrozumień, już byśmy zaprzestali trzymać się ciem­nego, jakiem jest Wiara, dająca nam światło w miejscu ciemnem, według słów św. Piotra. Miejsce zaś to, oznacza­jące umysł, jest świecznikiem, na którym ustawiona jest świeca Wiary i który ma być ciemnym, pokąd w drugim życiu nie oświeci go dzień jasnego widzenia Boga, a w tym życiu dzień przemiany i zjednoczenia z Nim, ku któremu dusza dąży.

 

Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (14) -Dlaczego nie wolno dopuszczać objawień choćby były od Boga


Św. Jan od Krzyża- Wnijście na Górę Karmelu. We Lwowie. Nakładem i drukiem Towarzystwa „Bibljoteka Religijna” im. X. Arcybiskupa Bilczewskiego 1927.

Tagi:

Odpowiedz