Przejdź do treści

W szkole św. Teresy (6) – O środkach poznania samego siebie

Chcąc w czymkolwiek stać się podobnymi Bogu i Oblu­bieńcowi naszemu, o to przede wszystkim, z wielką usilnością starać się powinnyśmy, byśmy zawsze chodziły w prawdzie. Nie w tym tylko znaczeniu, to mówię, byśmy nigdy nie powiedziały kłamstwa: tego, dzięki Bogu widzę, że wszystkie jak najpilniej się wystrzegacie i żadna z was, za nic w świecie nie chciałaby skłamać; lecz o to mi chodzi, byśmy we wszystkim i na wszelki sposób, przed Bogiem i przed ludźmi czyniły prawdę; mianowicie, byśmy nie chciały, aby nas kto miał za lepsze, niż jesteśmy; byśmy w uczynkach naszych oddawały Bogu, co jest Bożego, a so­bie przypisywały, co jest naszego, to jest nędzę i grzech; byśmy się starały każdą rzecz poznawać taką, jaką jest prawdziwie, z czego samo wyniknie, że mało sobie bę­dziemy ważyły świat, który jest kłamstwem i fałszem, a zatem i trwać nie może.

„Zastanawiałam się któregoś dnia nad pytaniem: dla­czego Pan tak bardzo kocha cnotę pokory — i nagle sta­nęła mi przed oczyma ta racja, że Bóg jest prawdą naj­wyższą, a pokora niczym innym nie jest, jedno chodzeniem w prawdzie. Nie masz zaś prawdy większej nad tę, że sami z siebie nic nie mamy dobrego, że nasza jest tylko nędza i nicość. Kto tego nie rozumie, ten chodzi w kłamstwie. Im zaś szczerzej kto uznaje tę prawdę, tym przy­jemniejszym staje się Prawdzie najwyższej, bo sam chodzi w prawdzie. Daj nam Boże, siostry, byśmy z łaski Jego nigdy nie traciły z oczu tego prawdziwego poznania sa­mych siebie“ (1)

Ale to, zdaniem moim, rzecz pewna, że nigdy nie dojdziemy do poznania samych siebie, jeśli nie staramy się poznać Boga, Zapatrując się na wielkość Jego, poznamy niskość naszą; czystość Jego nieskończona ukaże nam zmazy nasze; patrząc na pokorę Jego ujrzymy, jak daleko nam do tego, byśmy były pokornymi.
Dwojaka z takiego zapatrywania się na Boga dla nas korzyść wynika: pierw­szą jest głębsze poznanie naszego nicestwa; bo gdy rzecz czarną przyłożysz do białej, oczywiście białość tej ostat­niej wyda się bielszą, a czarność tamtej czarniejszą. Powtóre, przez takie na przemiany zapatrywanie się na Boga i na siebie, umysł i wola nasza szlachetnieją i stają się sposobniejszymi do wszystkiego, co dobre.(…)

Pokora pracuje zawsze na sposób pszczoły wyrabia­jącej w ulu miód swój; gdyby inaczej pracowała, praca jej byłaby daremną. Otóż jak pszczoła — zważmy to porów­nanie — choć w ulu pracuje, ale nie siedzi ciągle w nim zamknięta, jedno wciąż wylatuje z niego i lata od kwiatu, do kwiatu zbierając miód: tak i duszy pracującej w tej komorze poznania samej siebie, dobrze jest, niech mi wie­rzy, wzlecieć niekiedy wyżej, do rozważania majestatu i wielmożności Boga swego, Lepiej tam pozna niskość swoją, niż w samej sobie… Wyżej, wierzcie mi, urośniemy w dzielność i cnotę, zapatrując się na Boga i nieskończone doskonałości Jego, niż ciągle tylko trzymając oczy utkwione w tym mule ziemi, z któregośmy utworzeni.

„Nie wiem czy dość jasno wyraziłam myśl moją, a nie chciałabym, byście źle zrozumiały, co tu powiedziałam. Bo jakkolwiek wznoszenie się do rozważania wielmożności Boga skuteczniej upokarza duszę, a zatem i wyżej pod­nosi, wszakże poznanie siebie jest rzeczą tak ważną, że bynajmniej nie życzyłabym, byście się kiedy bądź w pracy nad nim opuszczały, choćbyście i najwyżej modlitwą wstę­powały do nieba (2) (tym bardziej), że spotkacie się na dro­dze swej z groźnymi podstępami i zdradami, jakich diabeł używa dla przeszkodzenia duszom, aby nie doszły do po­znania samych siebie” (3).

Chytre są i niezliczone zdrady szatana; całe piekło gotów poruszyć, aby w nas wmówił, że posiadamy tę, czy ową cnotę, kiedy jej w rzeczy samej nie posiadamy. I wie dobrze diabeł, co robi bo ciężka z tego oszukania bywa szkoda dla duszy” (4). „Przyjdzie diabeł i wmówi w nas, że posiadamy, dajmy na to, cierpliwość dlatego, że wzbudzamy w sobie często akty tej cnoty i postanawiamy wszel­kie, największe cierpienia znosić dla miłości Boga i zdaje nam się, że prawdziwą mamy żądzę cierpienia że goto­wiśmy w danym razie wycierpieć wszystko, cokolwiek przyjdzie wycierpieć. Zaczem radziśmy z siebie, że je­steśmy tak cnotliwi i diabeł ze swojej strony utwierdza nas na wszelki sposób w tym dobrem o sobie mniemaniu.

Otóż ostrzegam was, córki, nie polegajcie na takiej cnocie waszej, ani nie wyobrażajcie sobie, byście dlatego, że czynicie akty i postanowienia cierpliwości, istotnie już znały cnotę inaczej, niż z imienia i już ją posiadały, do­póki rzetelności jej pokusa i próba nie doświadczy. Bo może się zdarzyć i zdarza się, że za lada przykrym sło­wem, które ci kto powie, zapomnisz o aktach i posta­nowieniach twoich i cierpliwość twoja padnie plackiem na ziemię. Lecz gdy raz dziesiąty i setny dla miłości Boga co ucierpisz, wówczas dopiero dziękuj Bogu, że zaczyna uczyć cię tej cnoty i zdobywaj się na odwagę cierpienia więcej jeszcze, bo tym samem, że ci daje tę cnotę, Bóg oznajmia ci wolę swoją, byś Mu się za nią pełnieniem jej wywdzięczała i zawsze, jak mówiłam, uważała ją jako rzecz nie twoją, jedno Bożą, w depozyt ci powierzoną” (5).

„Albo znowu „zdaje nam się, że czci nie pragniemy, że nic nie dbamy o to, by nam kto okazywał szacunek; ale za pierwszą okazją, gdy kto w czym urazi twoją miłość wła­sną, po wewnętrznym w takim wypadku wzburzeniu i zewnętrznym zachowaniu się twoim, łatwo poznasz, że nie jesteś pokorną, jak również i po tym, że pochwał, jak mó­wisz, nie szukasz — a daj Boże, by choć to było prawdą —przecie, gdy się spotykają z przyjemnością ich słuchasz..
A przy tym jednak tak masz ciągle na ustach pokorę, tak ciągle powtarzasz, że niczego nie pragniesz i o nic nie dbasz, że od samego tego powtarzania utwierdzasz się w przekonaniu, że tak jest” (6).

Jeśli nam się zdaje, że Pan użyczył nam jakiej cnoty, uważajmy ją za dobro nam darowane, które Boski Dawca może nam znowu odebrać, jak to i w rzeczy samej, nie bez głębokich w tym zamiarów Opatrzności Jego, często się zdarza. Czy nigdy nie doznałyście tego, Siostry, na sa­mych sobie?

„Co do mnie po wiele razy tego doświadczam. Czasem zdaje mi się, że jestem zupełnie oderwana od wszelkich rzeczy stworzonych i rzeczywiście w chwili próby okazuję się taką; aż znowu przychodzą czasy, kiedy taki widzę w sobie brak wyrzeczenia się wszystkiego, że lada rzecz, z której wczoraj jeszcze byłabym się śmiała, zajmuje mię całą, tak iż sama siebie nie poznaję. Raz zdaje mi się, że mam odwagę nieustraszoną, że nie cofnęłabym się przed żadną trudnością, gdy chodzi o chwałę Bożą i w niektórych zdarzeniach istotnie dałam dowody takiej odwagi; aż znowu innym razem tak się czuję słabą i lękliwą, iż nie zdobyłabym się na męstwo zabicia choćby jednej mrówki w obronie sprawy Bożej, gdybym miała przez to wystawić się na jakie bądź przeciwieństwo. To zdaje mi się, że żadne oszczerstwa, ani sądy ludzkie nie zdołałyby nią zachwiać i zakłócić mi spokoju wewnętrznego, i w rzeczy samej nieraz zniosłam podobne napaści, nie tylko spokojnie, ale i z radością; to znowu bywają dni, że lada martwym słowem na mnie rzuconym tak się trapię i martwię, iż cały świat mi się przykrzy i rada bym uciec i kryć się od niego. I nie ze mną jedną tak się dzieje; widziałam podobne zmiany u wielu innych, lepszych niż ja, i wiem, że tak bywa z wszystkimi.

Któż więc, mając przed oczyma tę prawdę, codziennym doświadczeniem stwierdzoną, śmiałby jeszcze przy­pisywać samemu sobie jaką bądź cnotę swoją i mieć sie­bie za wzbogaconego, kiedy tyle razy, właśnie w chwili potrzeby, kiedy należałoby mu daną cnotę okazać, okazuje się przeciwnie zupełne jego w tę cnotę ubóstwo?
Miejmyż zawsze na pamięci tę całkowitą niedostateczność i niemoc naszą; nie zaciągajmy długów, których nie mamy czym spłacić: nie chełpmy się cnotami naszymi, jakby własnymi, kiedy je mamy tylko pożyczane. Skarb ten drogi skąd­inąd, nie od nas pochodzi, i nie wiemy, czy i kiedy Boski Właściciel jego nie zechce nam go odebrać i pozostawić nas z niczym w ciemnicy nędzy naszej, a wtedy, za od­jęciem od nas tej czci pożyczonej, którą nas łaska Jego otaczała, i ci, którzy nas szanowali i czcili jako cnotli­wych, i my, którzyśmy się tą czcią nie naszą chełpili, zarówno będziemy oszukani.
Więc póki służymy Panu w po­korze, rzecz pewna i niezawodna, że On przyjdzie nam w pomoc w potrzebach naszych, ale jeśli nie mamy głę­boko zakorzenionej w sercu naszym tej cnoty na każdym kroku rzec można Pan nas opuści i pozostawi samym so­bie; i będzie to największy, jaki nam dać może dowód mi­łosierdzia Swego, abyśmy tym sposobem naocznie przeko­nali się o własnej niemocy naszej i zrozumieli naprawdę, że nic zgoła nie mamy, czegobyśmy nie otrzymali“ (7).

W szkole św. Teresy (1) – Jak służyć Bogu? – O konieczności poddania się woli Bożej

W szkole św. Teresy (2) – O grzechu śmiertelnym

W szkole św. Teresy (3) – O potrzebie modlitwy wewnętrznej

W szkole św. Teresy (4) – O piekle

W szkole św. Teresy (5) – O doskonałym żalu za grzechy.


Ćwiczenia duchowne w szkole św. Teresy od Jezusa” – Wydawnictwo „Głosu Karmelu”, Kraków 1933.

1) „Twierdza”, str. 194,
2) „Twierdza”, str, 21. 
3) „Twier­dza”, str, 23.
4) „Twierdza” str. 103
5) „Droga dosk,“, str. 221.
6) „Droga dosk.“, str. 224,
7)„Droga dosk.“, str, 220.

Odpowiedz