Przejdź do treści

Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (Cz. 12) – Jak ciasna jest droga, która wie­dzie do żywota i jak ogołoceni powinni być ci, którzy iść nią mają.

ROZDZIAŁ V
W którym mówi się o tem, jako trzy cnoty teologiczne mają za zadanie doprowadzić do doskonałości trzy władze duszy i jaką sprawiają w nich próżnię i ciemność cnoty pomienione.

 

Mając więc mówić z kolei o trzech władzach duszy, o umyśle, pamięci i woli wśród owej Nocy ducha, która jest środkiem Boskiego zjednoczenia, potrzeba najpierw wyjaśnić w tym rozdziale, jak to trzy cnoty teologiczne, Wiara, Na­dzieja i Miłość, pozostające w związku z trzema pomienionemi władzami, jako odpowiadającemi im przedmiotami nadprzyrodzonemi, przy których pomocy dusza jednoczy się z Bogiem, według władz swoich, sprawiają to samo opróż­nienie i ciemność, każda we władzy swojej: Wiara w umyśle, Nadzieja w pamięci, a Miłość w woli. Następnie zaś mówić będziemy o tem, jak to udoskonala się umysł w ciemności Wiary, a jak pamięć w próżni Nadziei, jak wreszcie wola wstąpić ma w brak i ogołocenie się z wszelkiego uczucia, ażeby dążyć do Boga. Po czem dopiero zobaczy się jasno, jak dalece konieczną jest rzeczą, aby dusza, dla bezpieczeń­stwa na drodze duchowej, szła przez tę Noc ciemności, podtrzymywana przez owe trzy cnoty, które ją opróżniają ze wszystkich rzeczy i zaćmiewają odnośnie do nich.

 

Albowiem (jakośmy powiedzieli) dusza w tem życiu nie jednoczy się z Bogiem ani przez rozumienie Go, ani przez radowanie się Nim, ani przez wyobrażenie o Nim, ni żadne inne jakiekolwiek uczucie, a tylko jedynie przez Wiarę w sferze umysłu i przez Nadzieję w dziedzinie pa­mięci i przez Miłość w zakresie woli.
Te trzy cnoty razem sprawiają (jakośmy powiedzieli) próżnię we władzach: Wiara w umyśle próżnię i ciemność pojmowania, Nadzieja w pamięci, próżnię wszelkiego posiadania, Miłość zaś próżnię woli i ogołocenie z wszelkiego uczucia i radości ze wszyst­kiego, co nie jest Bogiem.

 

Co do Wiary bowiem, wiemy już, że podaje nam to, czego nie podobna pojąć umysłem według jego rozumu i światła przyrodzonego. Dlatego powiada o niej św. Paweł: Est autem fides sperandarum substantia rerum, argumentum non apparentium (Hebr. XI, l ) (1).

Wiara jest gruntem tych rzeczy, których się spodzie­wamy, a chociaż umysł ze stanowczą pewnością na nie się zgadza, nie są to rzeczy, któreby odsłaniały się przed nim; gdyby się bowiem odsłaniały, nie byłaby Wiarą. Przeto, choć o nich upewnia ona umysł, nie rozjaśnia go, ale za­ ciemnia.

 

Co zaś do Nadziei, to nie ma wątpliwości, że również w próżni i ciemności pogrąża pamięć, tak pod względem rzeczy doczesnych jak i wiecznych. Nadzieja bowiem istnieje zawsze odnośnie do tego, czego się nie posiada, bo gdyby się posiadało, nie byłaby nadzieją. Dlatego mówi św. Paweł: Spes autem, quae videtur, non est spes: nam quod videt quis, quid sperat? — a nadzieja, którą widzę, nie jest nadzieją: bo co kto widzi, przecz się nadziewa? (Rzym. VIII, 24). Więc i ta cnota sprawuje próżnię, istnieje bowiem w związku z tem, czego się nie ma, nie zaś w związku z tem, co się ma.

Podobnie Miłość czyni próżnię w woli, odnośnie do wszystkich rzeczy, iż nas przymusza miłować Boga ponad nie wszystkie, co stać się może przez oderwanie uczucia od wszystkich, by całe je złożyć w Bogu.

 

Stąd Chrystus, Pan nasz, mówi przez Łukasza: Qui non renuntiat omnibus, quae possidet, non potest meus esse discipulus (Łuk. XIV, 33). Który nie odstępuje wszystkich rzeczy, jakie posiada (przez wolę), nie może być uczniem moim.

Tak tedy owe wszystkie trzy cnoty stawiają duszę w ciemności i próżni odnośnie do wszystkich rzeczy. I tu wypada nam wspomnieć ową przypowieść, jaką Zbawiciel nasz podaje przez św. Łukasza, o przyjacielu, który o północy przyszedł prosić przyjaciela swego o pożyczenie trojga chleba (Łuk. XI, 5). Te trzy chleby oznaczają owe trzy
cnoty; mówi zaś, że o północy o nie prosił, by dać do zro­zumienia, iż dusza według władz swoich pogrążona w ciemności względem wszystkich rzeczy, owych trzech cnót ma nabywać i pośród tejże Nocy w nich się doskonalić.

 

Czytamy w szóstym rozdziale Izajasza, że dwaj Serafinowie, każdy o sześciu skrzydłach, których ujrzał prorok po obu stronach Boga, dwiema zakrywali nogi Jego, co ozna­czało zgaszenie i uciszenie wszystkich pożądań woli wzglę­dem wszelakich rzeczy wobec Boga; a dwiema zakrywali oblicze Jego, co oznaczało ciemność umysłu przed Bogiem; dwiema zaś innemi latali, aby dać pojąć ów lot nadziei ku rzeczom, których się nie posiada, wyższy nad wszystko, co tu i tam poza Bogiem posiąść podobna.

 

W te więc trzy cnoty wprowadzić mamy trzy władze duszy; w każdej każdą z nich objaśniając, a ogałacając je i stawiając w ciemnościach względem wszystkiego, co nie byłoby owemi trzema cnotami. I to jest ta Noc duchowa, nazwana powyżej czynną; stanowi ją bowiem to, co dusza czyni ze swej strony, by w nią wstąpić.

 

Jak pośród Nocy zmysłów, podaliśmy sposób opróżnie­nia władz zmysłowych ze zmysłowych przedmiotów ich pożądania, ażeby dusza, wyszedłszy z tych granic, dojść mogła do północy, którą jest Wiara, tak tutaj, w Nocy ducha, po­damy (za łaską Bożą) sposób opróżnienia i oczyszczenia władz duchowych ze wszystkiego, co nie jest Bogiem i zo­stawania w ciemności tych trojga cnót, które, jakośmy po­wiedzieli, są środkiem i usposobieniem duszy, koniecznemdo zjednoczenia się z Bogiem.

Ten sposób zapewnia zupełne bezpieczeństwo od pod­stępów szatana, jak i od wpływów miłości własnej i jej następstw. Wpływy te bowiem w sposób bardzo subtelny zwykły uwodzić i przeszkadzać w drodze ludziom duchowym, dlatego, iż nie umieją się ogołocić ze wszystkiego, kierując się temi trzema cnotami. 1 tak nie dostępują nigdy dobra duchowego w jego istocie i czystości, ani nie idą tak prostą i krótką drogą, jakąby iść mogli.

 

Zaznaczyć muszę, że teraz szczególnie zwracam się do tych, którzy poczęli wstępować już w stan kontemplacji, bo co do początkujących, dla tych należy obszerniej nieco omówić tę sprawę, co też uczynimy przy omawianiu ich właściwości.

ROZDZIAŁ VI.
W którym jest mowa o tem, jak ciasna jest droga, która wie­dzie do żywota i jak ogołoceni i oderwani powinni być ci, którzy iść nią mają. — Mówić poczyna o ogołoceniu umysłu.

 

Ażeby teraz móc mówić o ogołoceniu i czystości trzech władz duszy, potrzebaby innej, większej wiedzy i uduchowienia, niżeli moje, by można dać pojęcie ludziom ducho­wym, jak bardzo ciasna jest owa droga, która, według słów Pana, wiedzie do żywota, iżby, o tem przekonani, nie dzi­wili się opróżnieniu ani ogołoceniu, w jakie w tej Nocy władze duszy mamy pogrążyć. Przy czem pilną zwrócić winni uwagę na słowa, jakiemi Chrystus Pan nasz wyraził się o tej drodze, a które objaśnimy obecnie w związku z tą Nocą i wysoką drogą doskonałości. A mianowicie: Quam angusta porta, et arcta via est, quae ducit ad vitam : et pauci sunt, qui inveniunt earn,o jakże ciasna brama i wąska jest droga, która wiedzie do żywota: a mało jest tych, którzy ją znaj­dują (Mat. VII, 14). W świadectwie tem winniśmy bardzo uważać na ową dosadność i nacisk, położony na słowie „quam“. Bo jest to, jak gdyby mówił: „Zaprawdę, bardzo jest wąska, bardziej niżeli myślicie„.

A także zauważyć należy, że najpierw mówi, iż ciasna jest brama, by dać do zrozumienia, że aby dusza przejść przez tę bramę Chrystusową, która stanowi początek drogi, musi wpierw ścieśnić i ogołocić- wolę ze wszelkich rzeczy zmysłowych i doczesnych, miłując Boga ponad nie wszystkie. Dotyczy to Nocy zmysłów, o której mówiliśmy.

Następnie zaś mówi: iż wąska jest droga, rozumie się do­skonałości, by dać pojęcie, że dla dążenia drogą doskonałości nie tylko trzeba wejść przez drogę doskonałości, to jest, ciasną bramę, opróżniając się ze zmysłowości, lecz także ścieśnić się należy, wywłaszczając się i odrywając bez za­strzeżeń w tem, co dotyczy ducha.

To więc, co mówi o ciasnej bramie, odnieść możemy do części zmysłowej człowieka, to zaś, co mówi o wąskiej drodze, rozumieć można o ducho­wej czyli umysłowej. A w słowach, że mało jest tych, którzy ją znajdują, zważyć należy przyczynę, albowiem mało jest takich,  umieli i chcieli wstąpić w owo najwyższe ogołocenie i opróżnienie ducha. Bo droga ta na wzniosłą górę doskonałości, jako że jest stroma i ciasna, takich wymaga podróżnych, którzy ani nie dźwigają niczego, co by ciągnęło ich w dół, ni czegokolwiek, co by im przeszkadzało iść w górę. Jest bowiem zawodem, w którym jedynie Boga szuka się i zdobywa, jedynie Bóg jest przedmiotem poszu­kiwania i zysku.

Stąd widać jasno, iż dusza ma iść nie tylko oderwana od tego, co dotyczy stworzeń, lecz także wywła­szczona i wyniszczona z tego, co dotyczy ducha. Dlatego, przez św. Marka ucząc nas tej drogi, podał Pan ową prze­cudną naukę, o której nie wiem, czyli nie jest o tyle mniej ćwiczona przez ludzi duchowych, o ile im bardziej potrzebna.

Ponieważ zaś tak właściwie przynależy ona do naszego przedmiotu, wywiodę ją tu i objaśnię według jej istotnego i duchowego znaczenia. Brzmi ona tak: Si quis vult me sequi, deneget semetipsum: et tollat crucem suam, et sequatui me. Qui enim voluerd animam suam salvam facere, perdet earn: qui autem perdiderit animam suam propter me — salvam faciet eam, — jeśli kto chce za mną iść, niech samego siebie zaprze: a weźmie krzyż swój i niech mię naśladuje. Albowiem kto by chciał zachować duszę swą, straci ją: a ktoby utracił duszę swą, dla mnie, zachowa ją’ (Mar. VIII, 34, 35).

O, któż tu teraz zdoła dać pojęcie o wypełnianiu i zaznawaniu tego, co się zamyka w tej tak wzniosłej nauce, podanej tutaj przez Zbawiciela naszego o zaparciu się siebie samych, iżby ujrzały osoby duchowe, jak odmienny jest sposób, który unosić winien je tą drogą, od owego, jaki wielu z nich uznaje?

Są tacy, którzy sądzą, że wystarcza jakakolwiek wstrzemięźliwość i umiarkowanie w używaniu rzeczy. Są inni, co się zadowalają pewnem ćwiczeniem się w cnotach i modlą się i umartwiają, a nie dochodzą do tego ogołocenia i ubóstwa i zaparcia się duchowego i czystości (co na jedno wychodzi), które tutaj doradza nam Pan. Albowiem jeszcze starają się raczej o karmienie i odziewanie natury swej pociechami i uczuciami duchowemi, niżeli o ogałacanie jej i zapieranie się we wszystkiem dla Boga. Myślą, że wystarcza zaparcie się jej w rzeczach świata, a nie wy­niszczenie jej i oczyszczenie w sensie duchowym.

Stąd, jeśli się takim osobom nadarzy coś tak pewnego i doskonałego, jak utrata wszelkiej słodyczy w Bogu, pośród oschłości, udręczenia i trudu, co prawdziwym jest krzyżem duchowym i ogołoceniem w duchu Chrystusowego ubóstwa, uciekają odeń jak od śmierci.

Jedynie zaś starają się szukać w Bogu słodkości i obcowań rozkosznych a przyjemnych, co bynaj­mniej nie jest zaparciem się siebie ani ogołoceniem ducha, tylko łakomstwem duchowem, w którem czynią się ducho­wymi nieprzyjaciółmi Krzyża Chrystusowego, albowiem duch prawdziwy szuka raczej tego, co przykre w Bogu, niżeli tego, co rozkoszne: i raczej skłania się ku cierpieniu, niżeli ku radości: i raczej ku niedostatkowi wszelkiego dobra dla Boga, niżeli jego posiadaniu: i bardziej ku oschłościom i upaleniom, niżeli ku słodkim obcowaniom. Wie bowiem, że to jest naśladowaniem Chrystusa i zaparciem się siebie samego, a tamto co najwyżej szukaniem siebie samego w Bogu, co wielce sprzeciwia się miłości.

 

Albowiem szukać siebie samego w Bogu, jest to szukać rozkoszy i przyjemności Boga. Natomiast szukać Boga w Nim samym, jest to nie tylko pragnąć nie mieć niczego, lecz także skłaniać się i wybierać dla Chrystusa wszystko najnieprzy­jemniejsze tak z Boga, jak i ze świata, — i to właśnie jest miłością Boga.

 

O, któż potrafi dać do zrozumienia, aż dokąd pragnie Pan nasz, by doszło owo zaparcie się siebie? To pewne, że ma ono być jako śmierć i wyniszczenie doczesne i przyrodzone i duchowe we wszystkiem, co ceni wola, bo na tem zysk cały polega. I to jest, co pragnął wyrazić Pan w powiedzeniu, iż kto by chciał  zachować duszę  swą, ten ją straci. Znaczy to bowiem, że ten, który by chciał posiadać coś czy szukać czegoś dla siebie, ten ją utraci. Kto by zaś stracił duszę swą dla mnie, ten ją  zachowa, znaczy, że kto dla Chrystusa odstąpi wszyst­kiego, czego może pożądać i zaznawać wola, wybierając to, co bardziej podobne do krzyża (co sam Pan przez św. Jana nazywa nienawiścią duszy swojej), ten ją zachowa (Jan. XII, 25).

Nauczył też tego Pan owych dwu uczniów, którzy Go prosić przyszli o miejsca po prawicy i lewicy, gdy żadnej nie udzielając im nagany za domaganie się chwały tak wielkiej, ofiarował im kielich, który miał pić, jako rzecz cenniejszą i bezpieczniejszą na tej ziemi, niźli radość (Mat. XX, 21). Kielich zaś ów, to obumarcie naturze swojej przez ogoło­cenie jej i wyniszczenie, ażeby mogła dążyć ową ciasną drogą, we wszystkiem, co jej dotyczy, według zmysłów, jakośmy powiedzieli, i według ducha, jak teraz powiemy; to jest, w jej pojmowaniu, w radości z niej i w jej zazna­waniu, tak, by nie tylko została wywłaszczona ze wszystkiego, ale by nadto przez pomyślność duchową nie miała przeszkód w pośród ciasnej drogi, albowiem na niej nie zmieści się nic oprócz zaparcia się siebie (jak to zaznacza Zbawiciel) i krzyża, stanowiącego podporę, na której można się wesprzeć, co wielce umila ją i ułatwia. Dlatego to mówi Pan przez św. Ma­teusza: Jarzmo moje. wdzięczne jest a brzemię moje lekkie (Mat. XI, 30), którem jest krzyż.

 

Bo jeśli człowiek zdecyduje się poddać temu krzyżowi i nieść go, to jest zdecyduje się prawdziwie chcieć znajdo­wać i ponosić trudy we wszystkiem dla Boga, znajdzie we wszystkich wielką ulgę i słodycz, iż dąży tą drogą w takiem ogołoceniu z wszystkiego, bez pożądania czegokolwiek.

Prze­cież, jeśli na własność coś posiadać pragnie, czy z rzeczy Bożych, czy innych, nie idzie ogołocony ni wyrzeczony we wszystkiem, więc ani na tej ciasnej drodze się nie zmieści, ani nią w stępować nie zdoła; a przeto chciałbym przekonać ludzi duchowych, że droga ta Boża nie polega na mnogości rozważań, ni na sposobach różnych ani upodobaniach, choć te niejako przydają się początkującym, a tylko na jednej rzeczy potrzebnej, którą jest umiejętność prawdziwego za­parcia się siebie tak wewnątrz jako i z zewnątrz przez wyda­wanie się na cierpienia dla Chrystusa i wyniszczanie we wszystkiem. Albowiem w tem ćwiczeniu wypełnia się i znaj­duje wszystkie i więcej niżeli wszystkie.

Jeśli natomiast zabraknie tego ćwiczenia, które jest związkiem i korzeniem cnót, wszelkie inne sposoby są bezużytecznem kołowaniem, chociażby nawet na wyżynach kontemplacji aniołów. Bo nie ma postępu, jak tylko w naśladowaniu Chrystusa, który jest drogą, prawdą i żywotem i nikt nie przychodzi do Ojca, jeno przez Niego, według tego, co sam powiada w innem miejscu: Jam jest drzwiami . Przez mię jeśli kto wnijdzie, zbawion będzie (Jan. XIV, 6; X, 9). Stąd wszelkiego ducha, który iść pragnie przez słodkości i ułat­wienia, a ucieka od naśladowania Chrystusa, nie mógłbym mieć za ducha dobrego. A jako powiedziano, iż Chrystus jest drogą, a droga owa to obumarcie naszej naturze zmy­słowej i duchowej, pragnę wyłożyć, jak tego uczy przykład Chrystusowy, On bowiem jest wzorem i światłem naszem.

 

Co do pierwszego, to pewne jest, iż tak obumarł du­chowo zmysłom w Swem życiu, jak naturalnie w Swej śmierci. Bo, jak był rzekł, w życiu Swem nie miał, gdzie by głowę skłonił (Mat. VIII, 20), a w śmierci Swojej tem mniej.

Co do drugiego, to pewne, że w chwili śmierci był również opuszczony i jakoby starty w duszy, gdy Ojciec bez żadnej pociechy i ulgi zostawił Go w oschłości we­wnętrznej. Tak, iż zmuszony był wyrzec na krzyżu: Deus meus, Deus meus ut quia dereliquisti me? Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? (Mat. XXVIII, 46), co uczuciowo było największem opuszczeniem, jakiego doznał w swem życiu. A przeto wówczas spełnił największe dzieło z tych, które pełnił w ciągu całego życia, cudów przedziwnych, tak na ziemi jako i w niebie, to jest, pojednał i zjednoczył ród ludzki z Bogiem przez łaskę.

 

A stało się to w czasie i chwili, w której Pan najzu­pełniej wyniszczon był pod każdym względem, to jest pod względem czci ludzkiej, widząc Go bowiem umierającego na drzewie, drwili zeń raczej, niżeli poważali w czemkolwiek i pod względem natury, w niej bowiem wyniszczył się umie­rając i pod względem opieki i pociechy duchowej Ojca, bo na ten czas Go opuścił, ażeby w czystości spłacony został dług i człowiek zjednoczony z Bogiem, zostając w takowem wyniszczeniu i jakoby wydań nicości.

Dlatego mówi o Nim Dawid: Ad nihilum redactus sum et nescivi, i jam wniwecz obrócon a nie wiedziałem (Ps. LXXII, 22); ażeby pojął człowiek duchowy misterjum bramy i drogi Chrystusa dla zjednoczenia się z Bogiem i do­wiedział się, że im bardziej wyniszcza się dla Boga w po­dwójnej naturze swojej, zmysłowej i duchowej, tem ściślej jednoczy się z Bogiem i tem większego czynu dopełnia.

 

Skoro zaś dojdzie do tego, aby był wydań nicości, jak się to stanie w najgłębszej pokorze, spełnione bedzie zjednoczenie duchowe pomiędzy duszą a Bogiem, co jest najwyż­szym i najwznioślejszym stanem, do jakiego w tem życiu dojść można. Nie polega on więc na przyjemnościach ani upodobaniach ani uczuciach duchowych, a tylko na żywej śmierci krzyżowej, zmysłowej i duchowej, wewnętrznej i ze­wnętrznej.

 

Nie chcę rozwodzić się nad tem dłużej, pomimo, że również nie chciałbym zaprzestać, widząc, jak Jezus Chrystus mało jest znany przez tych, którzy się mają za przyjaciół Jego; bo oto widzimy, jako szukają w Nim upodobań i pociech swoich, kochając raczej siebie samych, niżeli Jego gorycze i śmierci. Mówię tu o tych, którzy się mają za przyjaciół Jego; bo co do innych, przebywających zdala od Niego, wielkich uczonych i mocarzy, i pozostałych, którzy żyją ze światem, pośród trosk jego, dążeń i przewagi, rzec nie możemy, iż znają Chrystusa, których koniec, chociażby nie najgorszy, bardzo będzie gorzki, bo nie do nich są skie­rowane te słowa; uczyni to natomiast dzień sądu, do nich w pierwszym rzędzie zwracając słowa Boże, jako do ludzi, których postawił Bóg na świeczniku, ze względu na naukę, czy wysokie stanowisko społeczne. Teraz jednakże wypo­wiadamy je z myślą o człowieku duchowym, a w szczególności o takim, któremu uczynił Bóg łaskę podniesienia go do stanu kontemplacji (bo, jako powiedziałem, o tych mówię), i wyłożymy, jak się ma prosto kierować ku Bogu we Wie­rze i oczyszczać ze wszystkiego, co jej przeciwne, ścieśniając się, dla wstąpienia na ową ciasną drogę ciemnego zjedno­czenia.

Droga na Górę Karmel – Św. Jan od Krzyża (Cz. 11) – Co to jest zjednoczenie duszy z Bogiem


Św. Jan od Krzyża, Wnijście na Górę Karmelu. We Lwowie. Nakładem i drukiem Towarzystwa „Bibljoteka Religijna” im. X. Arcybiskupa Bilczewskiego 1927.

 

1) A wiara jest gruntem rzeczy tych, których się spodziewamy; wywodem rzeczy spodziewanych (Biblia J. Wujka – Żyd. XI,  1

Odpowiedz